Mój komentarz:
W tej historii jest kilka pewników. Bąkiewicz jako agresywny szkodnik z całą pewnością nie pojechał do Niemiec odmawiać różańca, tylko sprowokować awanturę na polityczne zamówienie. Teraz można do woli krzyczeć "Niemcy mnie biją" i grając uciśnionego śpiewać "Rotę", jak to nie będzie Niemiec pluł nam w twarz. Szuja i kawał gnoja, nie zrobił tego na własną rękę, bo niby po co miałby to robić? Jego działanie jest dla mnie wyjątkowo obrzydliwe jako dla osoby wierzącej, ponieważ wykorzystał do swojej politycznej gierki symbol religijny, który ja szanuję. W rzeczywistości to Bąkiewicz znieważył krzyż. Niemiecka policja uczciwie ostrzegła, po polsku wytłumaczyła, że takie rzeczy zgłasza się wcześniej. Jeśli Ruchacze nie posłuchały, to już tylko ich decyzja i ich konsekwencje.
Z jednej strony, Bąkiewiczowi należał się od dawna uczciwy oklep, jak mało komu. Przyznam, że z przyjemnością i niejednokrotnie obejrzałem film z niemieckim byczkiem, wjeżdżającym z glana w grupę dziadersów. Wyjątkowo kibicowałem obcym, gdy jakiś odepchnięty Ruchacz chciał powrócić na łono stada, i we trzech sprowadzono go do parteru, potem obito i udzielono nauki podeszwą.
Ale.
Ale w tym momencie naszła mnie refleksja.
Wyobrażacie sobie coś takiego u nas? Wyobrażacie sobie, że przyjeżdżają Niemcy i bez zezwolenia robią przemarsz, nawet nieagresywny, ale wbrew zakazowi i wyraźnym instrukcjom, a polska policja rozsmarowuje ich po ziemi?
A wyobrażacie sobie, że ta sama niemiecka policja w Berlinie rozgania w ten sposób muslimów, zabierając im niesiony hilal?
Przecież w tej chwili płonęłoby pół miasta.
Jeśli ktokolwiek będzie wam mówił, jak to w Polsce źle, jaki to reżim, jak to opresyjna władza gnębi opozycję, jak bardzo brak nam wolności słowa, prawa do zgromadzeń i demonstracji - mam nadzieję, że uśmiechniecie się tylko z politowaniem.