Armia, która podbiła więcej terenów niż jakakolwiek inna siła w historii ludzkości, nie miała linii zaopatrzeniowych. Nie było spichlerzy. Nie było wozów z chlebem. Nie było personelu kuchennego maszerującego za kawalerią.
Wszystko, czego potrzebowali, wozili na koniu albo zabierali z niego. Suszone mięso, mleko klaczy i trochę prosa. To wszystko.

Marco Polo podróżował z mongolskimi wojownikami w XIII wieku i udokumentował to, czego był naocznym świadkiem. Żołnierz na wyprawie mógł wytrzymać dziesięć dni bez rozpalania ognia i zatrzymywania się na gotowanie. Jego racje żywnościowe składały się z suszonego twarogu, sfermentowanego mleka kobylego oraz proszku zwanego borts, czyli mięsa końskiego lub koziego pokrojonego na cienkie plasterki, suszonego na otwartym wietrze stepowym i miażdżonego tak, aby zmieściło się w małym skórzanym woreczku. Dodaj wodę do proszku, a otrzymasz gulasz. Jeden koń, w pełni przetworzony na borts, mógł wyżywić żołnierza przez miesiące, a to była pierwsza na świecie odwodniona racja żywnościowa dla żołnierzy, około 800 lat przed opracowaniem przez armię Stanów Zjednoczonych MRE.

Włoski zakonnik Giovanni da Pian del Carpini podróżował po terytorium Mongołów w 1245 roku z misją dyplomatyczną dla papieża Innocentego IV i zapisywał wszystko, co obserwował, okiem osoby szczerze starającej się zrozumieć, jak funkcjonują ci ludzie. Zauważył, że Mongołowie pili sfermentowane mleko kobyle, zwane airagiem, w ilościach, które oszałamiały zewnętrznych obserwatorów, i że to odurzenie nie wiązało się z żadnym społecznym piętnem.

Airag przygotowywano w dużych skórzanych workach zawieszonych na ramie jurty, stale mieszanych przez każdego, kto przechodził przez drzwi, i pozostawiano do fermentacji, aż lekko alkoholowy i kwaśny smak stał się lekko kwaśny. To była ich woda, ich wino i ich kalorie – wszystko w jednym naczyniu. Carpini udokumentował również qurut, suszone skrzepy serowe, które każdy wojownik nosił jako zwartą, wysokotłuszczową rację żywnościową, suszone na jurcie na słońcu i wietrze, aż stwardniały tak bardzo, że pewien zachodni rycerz, który się z nimi zetknął, podobno złamał sobie ząb, próbując zjeść jeden bez uprzedniego namoczenia.

Gdy i to się skończyło, koń dawał więcej. Wojownik znajdował żyłę na szyi swojego wierzchowca, robił małe nacięcie, pił tyle, ile potrzebował, i zasklepiał ranę, a koń szedł dalej, a żołnierz jechał dalej. Chińscy dowódcy wojskowi, którzy stawili czoła armiom mongolskim po drugiej stronie stepu, zauważyli coś, co głęboko ich zaniepokoiło. W nocy z mongolskiego obozu nie unosił się dym.

Armia, która nie potrzebowała ognia do jedzenia, to armia, która mogła poruszać się w całkowitej ciemności, pojawiać się bez ostrzeżenia i utrzymywać się na terenie, na którym siły konwencjonalne padłyby z głodu w tydzień. Chińska piechota, zbudowana na zbożu i gotowanym ryżu, nie miała odpowiedzi na wroga żywiącego się tłuszczem, krwią i sfermentowanym mlekiem.

Czyngis-chan rozumiał, że szybkość jego armii jest jej najpotężniejszą bronią, a dieta była w całości dostosowywana do tej szybkości. Kiedy jego wojska znajdowały się w warunkach prawdziwego przetrwania, gotowały całe zwierzęta w ich skórze, wypełniając wnękę rozgrzanymi kamieniami, aby je upiec od środka, nie pozostawiając dymu, ognia ani śladu. Perski kronikarz odnotował, że obserwował kolumnę mongolską, która pokonywała teren, co zajęło jego karawanie trzy dni w ciągu jednej nocy, i nie byli oni nadludźmi. Po prostu korzystali z zupełnie innego systemu paliwowego niż wszyscy, z którymi walczyli.

Nie potrzeba było ognia, nie było potrzeby uzupełniania zapasów, nie było potrzeby zatrzymywania się. Kuchnią był koń i skórzana torba na siodle.

Eats History


#ciekawostkihistoryczne #ciekawostki #historia

55238aad-f56a-488c-8289-c87f09efa0ed

Komentarze (16)

@4pietrowydrapaczchmur jedna duża nieścisłość historyczna - łączenie ze sobą w jednym tekście obserwacji Giovanniego da Pian del Carpiniego (z 1245 roku) i Marco Polo (z drugiej połowy XIII wieku) z Czyngis-chanem jest zdecydowanie przekłamujące - ten ostatni umarł w 1227 roku. Ja rozumiem, że może dla niektórych Czyngis-chan był pewnie jedynym przywódcą Mongołów, no ale to nie oznacza, że akurat on był pomysłodawcą logistyki armii mongolskiej, mogło to być przed jego panowaniem, mogło być w trakcie, mogło później - nie ma na to żadnych dowodów.

@4pietrowydrapaczchmur w sumie to jest niesamowite jak ludzie potrafią się dostosować do środowiska. W Europie nie było takich problemów z zaopatrzeniem więc nikt aż tak nad tym nie myślał. No i Mongołowie do czasu aż nie trafili na bardziej zaludnione tereny europy nie mieli problemów dopiero się rozbili o zachód Polski. Gdyby udało się im przebić przez na s to potem na Cesarstwie by się zatrzymali. Ale co do komunikacji i hak szybko się poruszali to jest co podziwiać

@zjadacz_cebuli nie rozbili się o zachód Polski. Polska nie była żadnym poważnym celem, tylko przeszkodą (by nie mogli być sojusznikiem wezwanym w dalszej walce) na drodze, przez którą bez problemu przeszli w stronę Budapesztu. A celem był Budapeszt, bo tam udzielono schronienia ruskim książętom, przeciwko którym ułus Dżocziego (nazywany ówcześnie Błękitną Ordą, a potem Złotą Ordą) prowadził ówcześnie kampanię. Węgrów również rozbili bez problemów w bitwie na równinie Mohi i podążyli nawet dalej w stronę Austrii i Dalmacji, ale tam Mongołowie się zatrzymali, jako że wtedy doszło do śmierci wielkiego chana Ugedaja i wszyscy przywódcy wojskowi wrócili do macierzy, by wziąć udział w kurułtaju i wybrać nowego wielkiego chana

@bojowonastawionaowca nie wiem czemu ale myślałem o tym jak Mongołowie zdobyli Kraków, poszli dalej na zachód. Ze mnie historyk-amator, często coś mi dzwoni czasem się kościoły pomylą ale dziękuję za sprostowanie. Ale w tym Twoim jest jedno ale. Wtedy nie było Budapesztu! Ha! Tylko teraz nie pamiętam czy Peszt czy Buda było ważniejsze xD

@zjadacz_cebuli Bardzo polecam książkę "Orda. Jak Mongołowie zmienili świat" Marie Favereau. Jedyne co boli, to że głównie pisze o zachodniej części imperium Mongolskiego (czyli Dżocziemu i jego następcom), ale liczba podobnych ciekawostek jest gigantyczna

Atak na Polskę był, tylko pomocniczym uderzeniem wykonanym małymi siłami (chyba pół tumena), a Mongołowie wycofali się z Europy, bo umarł Wielki Chan Ugedej.

Zwołano Wielki Kurułtaj, na który stawili się wszyscy potomkowie Dżyngisa.

To uratowało Europę.

@4pietrowydrapaczchmur Mocne uproszczenie. Mieli różne rodzaje wypraw, różne cele wypraw. Mongołowie to było całe wysoko funkcjonujące imperium, z prężną dyplomacją, administracją i logistyką.

Na wyprawy typowo łupieżcze jedzie się inaczej jak na wojny gdzie trzeba zdobywać fortece. Powodzenia w zdobycie jakiegokolwiek zamku na zapasach z torby i bez maszyn

@4pietrowydrapaczchmur 

Wszystko, czego potrzebowali, wozili na koniu albo zabierali z niego. Suszone mięso, mleko klaczy i trochę prosa.



WHAT?

a3f026fd-0945-4f2f-95c5-760258b70547

@IronFist @4pietrowydrapaczchmur w tekscie jest spora ilość uproszczeń i błędów. Autor pisał ewidentnie pod tezę, taki storytelling. Można przepuścić przez LLM i się dowiedzieć jak to wyglądało bez bajkopisarstwa.


1. Mit braku logistyki i zaopatrzenia

Twierdzenie: „Armia (...) nie miała linii zaopatrzeniowych. Nie było spichlerzy. Nie było wozów z chlebem.”

Fakty: To najpoważniejszy błąd merytoryczny. Mongołowie posiadali niezwykle zaawansowaną logistykę, tyle że nie przypominała ona europejskiej.

  • Stada jako „żywe konserwy”: Głównym zapleczem armii były ogromne stada bydła, owiec i kóz pędzone za wojskiem. To była ich ruchoma linia zaopatrzenia.

  • Wozy (Tergen): Mongołowie masowo używali wozów do transportu jurt, zapasów borts (suszonego mięsa) oraz łupów. Podczas oblężeń miast (np. w Chinach czy Persji) musieli transportować ciężki sprzęt oblężniczy, co wymagało klasycznych linii komunikacyjnych.

System Yam: Stworzyli najszybszy na świecie system kurierski i stacje zaopatrzeniowe, które pełniły funkcję „spichlerzy” i punktów wymiany koni.

Itd.

Zaloguj się aby komentować