Zdjęcie w tle

dziadekmarian

Fenomen
  • 177wpisy
  • 2678komentarzy

Proszę Państwa!


Biały osad na moim sercu to nie tłuszcz. To jaśmin.


Już kiedyś pytałem Was o wasz ulubiony oud+róża. To, co napisaliście, bardzo mi pomogło w poszukiwaniach.


Teraz chciałbym zapytać o jaśmin. Jak to widzicie? Jaki jest wasz najlepszy, albo jakiego nie możecie znieść? Z czym tak a z czym nie... i na ch... w ogóle jest ten jaśmin.


Po niedawnych testach damskich perfum, w 90% byłem przerażony. No nie ma się czym psiknąć (mówię tu o prostych, europejskich zapachach). Ale udało mi się znaleźć kilka perełek. Między innymi Portrayal Woman, w którym głównie chodzi o jaśmin, oraz Imaginary Authors - Fox in the Flowerbed, w ktorym chodzi o zasikany jaśmin (jedyny zresztą - poza City on Fire - zapach od IA, który w jakiś sposób przyciągnął moją uwagę).


... żaden z nich nie pochodzi z Europy. Chodziło mi o konsumpcjonistyczne produkty.


Portrayal Woman nie ma nic wspólnego z wersją "Man" i w moim mniemaniu jest sztosem. Byłby moim jaśminem, jednak jest po prostu damski.


Jak się na tę sprawę zapatruje Pachnące Towarzystwo?


Dziękuję z góry za wszystkie przychylne/nieprzychylne komentarze, zarazem życząc miłego dnia! Jeszcze może mała ankieta na osłodę porannej kawki.


#perfumy

579e01ad-6a65-4a16-a5a7-7b0ea9cdd612

Jaśmin w perfumach

35 Głosów

@dziadekmarian Nie mam zadnego problemu żeby nosić jaśmin. Takim pierwszym zawodnikiem z dużą dawką był Opus VIII .Jaśmin od otwarcia przechodzący w drewna. Superos.


Numerem jeden natomiast jest dla mnie Oud de Grand. Jaśmin plus Oud tajski. Nektarowo slodki, aż gęsty i do tego masa oudu. To jest hipnotyzujace wręcz. Naprawdę top jakość. Zaokrąglone wszystko bez ostrych krawędzi. Piękne polaczenie które chyba próbował uzyskać Xerjoff w Al-Khatt ale to nie był ten Level.


Oczywiście mam masę innych gdzie jasmin gra 15ste skrzypce. Np Roja wszedzie wklada jaśmin z Grass ale to nie sa kompozycje w których zanurzysz się w indolowe opary tego kwiecia.

@dziadekmarian Moim ulubionym zapachem zanim poznałem świat perfum była Zielona Herbata Jaśminowa (ale dobrej jakości, a nie Biedronkowa xd) i długo szukałem takiego Jaśminu, i IMO najpiękniejszy jest w Opus IX

Zaloguj się aby komentować

Tego się nie spodziewałem.


Sensoryka mnie napędza. Kiedy na początku epoki politycznego dwupodziału w Polsce (której schyłku - nawet po tych 35 latach - trudno oczekiwać) emerytowani milicjanci poczęli zakładać knajpki, w których wreszcie można było wypić uznane europejskie piwa (głównie niemieckie i austriackie) za nieduże pieniądze - te zaadaptowane pod gastronomię części ich własnych domów lub wyściełane boazerią pseudodacze z płatną toaletą oraz karą za pękniętą szklankę; miejsca, gdzie oni sami mogli reintrodukować swoje, utracone chwilę temu poczucie władzy, nierzadko tak się przy tym odklejając, że po trzech wizytach dało się poznać całą ich rodzinną historię - oraz przy okazji, zażenowaną publicznymi przepychankami taty i mamy oraz wywlekaniem rodzinnych sekretów przy klientach (bo jeszcze nie gościach), niezbyt ładną, choć często bardzo miłą córkę Dorotę, Agnieszkę lub Kasię, zatrudnioną przez obciachowych starych jako kelnerkę (Kasie i Marysie za samo tylko imię miały w moim sercu osobną, wyściełaną pachnącym pluszem szufladkę).


Gdzieś tak w wieku 16 lat poczułem, że piwo może pozostać ze mną do końca życia. I niewiele się w sumie pomyliłem. Błogosławieństwem w tej miłości jest dla mnie lęk przed utratą świadomości/kontroli nad sobą. Obawiam się tych stanów, nie lubię ich. I to jakoś trzyma ten nałóg w ryzach. No bo wiemy: jest niebezpieczny i upodlił już miliony.


Potem - dość szybko - pojawiły się mikrostoiska z lanymi perfumami. Ciocia siedziała we Włoszech i od czasu do czasu (raz na trzy miechy) wpadało jakieś Bvlgari czy YSL. Albo Trussardi (pamiętam między innymi taką długą, wąską flaszkę ze skórzaną naklejką z tym ich koniem/osłem. Ale słodkie to było. Damskie).


Te stoiska z lanymi perfumami miały w katalogu tak około 100-150 podjebek. Głównie był to Armani, Bvlgari, Calvin Klein itp. W tym moim można było kupić chyba najmniej 15 ml. i kosztowało to tyle, co dwie kasety magnetofonowe. Szczerze mówiąc już nie pamiętam tych zapachów.


No ale nie do tego zmierzam. W pewnym momencie odkryłem jedzenie. To, że może być inne. No bo bywało, że denerwował mnie koperek dodawany przez całe lato do wszystkiego - tylko dlatego, że był dostępny. Albo ziele angielskie, bo się udało kupić dużą torbę. Dziś rozumiem i nie kłócę się z takimi tendencjami. Takie były czasy, że używało się tego, co było. Ale kiedy gdzieś tak w połowie lat 90' mój osierocony kolega ugotował swojej młodszej siostrze, dla której musiał stać się teraz ojcem i matką, pomidorówkę z zielonym groszkiem, to mnie szlag trafił. Wtedy zainteresowałem się gotowaniem. I wciąż to kultywuję - ogromna dziedzina.


I wreszcie, do brzegu. Miałem jeszcze pisać o sensoryce sztuki, ale ileż można. Mając więc na uwadze koperek i ziele w każdym daniu, przejdźmy do pewnego Pana.


Antonio Gardoni


Znany głównie jako nos od Bogue. Marka dość znana, przynajmniej wśród nas. Ogołem można go scharakteryzować tak, że tam, gdzie moja mama dawała koperek, on daje cywet. Czyli wszędzie. To człowiek, który cywet nosi w kieszeni i wie, kiedy go użyć. Czyli zawsze.


Do tej pory z oferty domu znałem MEM oraz MAAI. Dość poważne, zaawansowane zapachy w klimatach minionych już niestety, złotych lat Kourosa, Gentlemana... Tych, w których nawet będący esencją kobiecości Shalimar miał w sobie cywet.


Dość przypadkowo, przy okazji zakupu na tagu, trafiła mi się okazja do przetestowania kolejnego zapachu od Bogue.


Douleur!


(po trzech dniach od aplikacji - mimo intensywnych poszukiwań - wciąż nie znalazłem tego ekskluzywnego Subreddita, na którym to jednorożce robią sobie jaja z ludzi. Ale nie spocznę, dopóki go nie znajdę. Na pewno jest tam osobny wątek o tych perfumach)


Jabłko. Są takie jabłka, które nawet bez gryzienia wydzielają fantazyjne, niemal niedorzeczne zapachy. Znamy dziesiątki odmian. Szara Reneta ze skrzynki pachnie jesienią dość specyficznie. Lobo, które zaskakuje egzotycznymi nutami. Kosztela z zieloną skórką oraz idiotycznym słodkim smakiem. Papierówka - zależnie od stopnia dojrzałości owocu może albo zaskoczyć kwaśnością, albo być mdła i styropianowa.


Otwarcie w Douleur! to dla mnie taka uogólniona synteza zapachów wszystkich jabłek świata (włącznie z tymi sztucznymi), tuż przed lub zaraz po ugryzieniu. Takie niby chemiczne, aldehydowe coś. Słodkie, trochę nieprawdziwe. Jednak jabłkowe - właśnie takie, jak to wrażenie sztuczności podczas konsumpcji niektórych odmian jabłoni. Trochę też, jak jabłko w słodzonych nibylambikach i tych kwaśnych jabłkowych gumach w rolce.


Szybciutko dołącza aromat gum balonowych (nie mylić z "balkonowych" - nie no, przedłużam specjalnie, przepraszam). Pobrzmienia owoców, których świat nigdy nie stworzył. Sztuczne, a jednak dobrze znane wyobraźni każdego marzyciela o tropikalnej przygodzie.


Nie pójdziemy jednak w stronę przygód Percy'ego Fawcetta i poszukiwań Akakoru. No bo po pierwsze: chmura, w której teraz się znalazłeś, bardziej przypomina sen siedmiolatki: pokój wypełniony jednorożcami, pięknymi lalkami, balonami, z radosną, oniryczną muzyką. Choć akurat w mojej głowie, wraz z każdą minutą przebywania w otoczeniu tego zapachu, zaczyna grać niegdysiejszy hymn wyznawców LSD - "The Sky Children" brytyjskiej grupy Kaleidoscope. Siedmiozwrotkowy, przesłodzony, genialny wyziew mało znanego zespołu.


"The King from his castle came down to the sea

And he spoke to the children so patiently

He gave them small presents and bid them farewell

And the children unwrapped them, tiny silver bells

Their tinkling floated across the island with ease

And it came back toward them on the perfume breeze

They smiled at the tinkling, they gazed at the sun

And they smiled at each other, pretty little ones

A beautiful white horse came down to the sea

And the children all climbed up as he knelt on one knee"


...bo po drugie, to od samego początku podświadomie czuję, że to nie jest dla dzieci. Że bardziej przyzwoitym zajęciem byloby stać się fanem "My Little Pony" będąc w moim wieku, niż TO. Bo cały ten baśniowy, radosny obrazek coraz bardziej i bardziej zaczyna być dominowany przez - złowieszczy i niepokojący w tym akurat zestawieniu - cywet. I to nie jakiś tam cywet, ale ten wyjęty z kieszeni Antonia Gardoniego.


Na tym etapie mam jeszcze nadzieję, że nie odegra on dużej roli w tym dziwacznym spektaklu. Bo i tak jest już wystarczająco groteskowo.


...


Jest taki sensacyjny film: "Running Scared", z 2006 roku. Nie jestem fanem gatunku; ten film jednak mnie zmroził. Hostoria niby bla bla bla... Dzieciak kradnie pistolet z domu kolegi, żeby zastrzelić swojego starego. Ojciec kolegi ma przesrane, bo pistolet jest na celowniku służb. Próbują znaleźć dzieciaka, zanim zrobi to policja. Niby gówno, chwilami dość slabo zagrane. Ale jest jedna scena: dzieciak uciekający w środku nocy, przerażony, zostaje przejęty przez małżeństwo, które jak się potem okazuje, żyje z kręcenia pedofilskiego porno, mordując przy okazji na tych filmach pozyskiwane z ulicy dzieci. Chłopiec trafia do takiego utopijnego, słodkiego pokoju, z mnóstwem zabawek i gadżetów... I to jest ten pokój, w którym teraz siedzę ja. A za moimi plecami uśmiecha się klaun W.M. Gacy.


Kładę się w tym spać i czuję to przez całą noc. Nawet przez sen. Sztuczne, bajkowe jabłko i rosnący cywet - absurdalny w tej konfiguracji. A kiedy się przebudzam, to zastanawiam się, czy w międzyczasie jednorożce nie umieściły kamer w pokoju i czy nie stałem się kolejną ofiarą tajemnego subredditowego live streamu dla jednorożców oraz wróżek, na którego końcu umieram.

Gdzie i kiedy tego użyć? Jedyna okazja, którą jestem sobie w stanie wyobrazić, to taka, kiedy komuś zachce się ni z tego ni z owego pobiegać z zakrwawionym nożem po dziecięcym pokoju przy dźwiękach irracjonalnej muzyki. Wtedy.


Nie mam pojęcia, jak po tym doświadczeniu odbiorę MEM czy MAAI. Na razie to nawet nie próbuję ich dotknąć.


6,5/10


Smacznej kawusi


#perfumy #recenzjeperfum

a55faf9b-88c4-4ac6-906c-816cae951c6c

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Kurde, no muszę.


Mam taki już dobrze zmacerowany flakon Lattafa Velvet Oud. Używam go czasami do psikania wnętrza skórzanych butów, tak dla skeczu. Fajnie odwzorowuje taką wojskową skórę albo rumuńskie glany z czasów punkowania.


Dziś testowałem (w sumie wciąż testuję) HAO Bass Ketha. Czekam na ambrę, ale chyna się nie doczekam, bo czas już spać. I nie do wiary, jak blisko Bass Ketha do Velvet Oud w tej środkowej fazie - również, jeśli chodzi o jakość...


Peace


#perfumy

Zaloguj się aby komentować

@dziadekmarian chciałem powiedzieć, że nuda i pomijając ostatnią wrzute Sorcinelliego dawno nic ciekawego nie było, ale właśnie ustrzeliłem Samharam. Już nawet zapomniałem, że ustawiłem na niego powiadomienie, ale w tej cenie szkoda żeby się marnował.


PS. Jest jeszcze 5 flakonów

@dziadekmarian widzę że tam wpadło więc się wypowiem. Testowałem całe portfolio Annayake, słabizna - fajne flakony, ale zawartość kiepska

Zaloguj się aby komentować

PK Perfumes - Starry Starry Night


(dziś bez historyjki - nie ma sensu gadać o tym, jak przez trzy dni w tygodniu chodziłem płakać w jaśmin)


Otwiera się kwiatowo. Dałbym głowę, że to konwalia. Może nie. Trochę tuberozy?


Ni c⁎⁎ja. Zielony ogórek. Ale jest mega kwiatowo. Przyjemnie. Na skraju unisex/damski, lecz nie słodko. Dołącza lekko bananowy/jaśminowy ylang ylang (to była chyba ta moja wydumana konwalia). Coś tam jeszcze się skrada pod spodem. Po testach dwóch innych zapachów tej marki spodziewam się, że dostanę czymś ciężkim po łbie w przeciagu następnych 10 minut


Kolejnym zawodnikiem jest tu zapewne mirt. Nie znam go dobrze, ale również jest zielony oraz kwiatowy. A coś takiego tu mamy. Dokłada się zieloność. Staram się nie zbliżać nosa, ale już jest skojarzenie z Beach Hut (jesteśmy 4 minuty po aplikacji)


Robi się nad wyraz zielono. Próbowałem szukać tej dziwnej cytryny Meyera (zaraz się okaże, że to po prostu cytryna z Lidla, tylko że dopiero ta niezmacana przez trędowatych współzakupowiczów, z trzeciego pudełka; więc zdejmujesz dwa, bierzesz z dolnego, a te dwa zostawiasz na podłodze; ktoś sprzątnie... aj, i wyrzucasz tam jeszcze rybę, bo ci się dorsz popierdolił z doradą. Ktoś sprzątnie). No ale żadnej cytryny nie znalazłem. Cyprys? Też nie wiem. Jest zielono, troche jak w tych porośniętych paprociami partiach grabowo-bukowego lasu, w czasie suszy - bez parującej ściółki, humusu, mchu. Zapach jest intrygujący. Przywodzi na myśl Beach Hut, Green Irish Tweed, ale jest coś więcej (choć też coś mniej). Jakaś nudna, mdła składowa - czy to sygnatura PK Perfumes? ...sprawa się komplikuje. Ja tu siedzę sobie w idealnej ciszy, myślę i myślę... a to już jest całkiem inny zapach niż 10 minut temu. Czas chyba zapomnieć to, co było na początku. A przynajmniej tego efemerycznego banana. Bo jaśmin/konwalia wciąż jest w powietrzu.


I nieśmiało pojawia się tu delikatna nuta kadzidła - może bardziej taka lekko przydymionej żywicy, aniżeli ta koscielna od Filippo. Łamiąc te wszystkie gałęzie próbuje wydostać się z mroku nieoczywistości. A no właśnie: dużo tu łamanych, świeżych gałęzi. Produktów tego naturalnego odruchu roślin, gdy podczas uszkadzania wydzielają szereg aromatycznych toksyn, mających na celu nas zabić lub choćby odstręczyć.


Szczerze mówiąc to tak się zakochałem w moim przedramieniu, że pisząc i wąchając zarazem, zatraciłem się w tym dość mocno. I w pewnym momencie wyprostowałem się i poczułem ambroksan. Taki Dylan trochę. Czy ktoś mnie podgląda?! Na szczęście w mig ogarnąłem, że to z szamponu użytego godzinę temu.


Ile to już czasu? 30 minut może. Skojarzenie z dość świeżym Green Irish Tweed zostało już daleko w tyle. Myślałem, że cyprys, czy ta cytryna z Lidla albo choćby petitgrain odezwą się gdzieś po drodze, ale nic podobnego. Zapach jest dość mdły i zalegający. Mimo wszystko podoba mi się, bo to nie wszystko, co w nim jest. Przynajmniej próbuję w to wierzyć - w czym obecnie przeszkadzają mi choćby takie wyschnięte pleśnie, przy których wręcz pragnie się wziąć głębszy oddech odrobiną świeżego powietrza. Zielono, sucho i gęsto. Są drewna, ale również suche i stęchłe, bez grama wilgoci. Pod spodem wciąż da się wyczuć, że gdzieś daleko stąd ktoś coś podpalił. Nie ma ratunku; tutaj po prostu już tak będzie.


Dajmy mu jeszcze z pół godzinki. Idę się czymś zająć. Zapomnę o nim na chwilę. Jeśli się da - bo dość mocno go czuję. A tym razem w samplu było coś około 0,1ml. I być może te perfumy nie rozchodzą się jak oud z Ajmala, jednak zdecydowanie są w powietrzu i dają znać o sobie. Porządna, acz umiarkowana projekcja.


...no jednak nie daje spokoju. Wracają kwiaty. I to nie tylko w powietrzu. Nudna zieloność znowu zakwita. Wraca również ten ogórek z samego początku.


W międzyczasie jeszcze raz przejrzałem nuty. Okazuje się, że jest tu wiele składników nawiązujących do kadzidła. A także trochę iglastych, których tak szczerze akurat nie do końca tutaj wyczuwam. To trzeci zapach od PK Perfumes, który testuję. OK - ten jest akurat najbardziej przystępny (choć wcale nie prosty). Mogę jednak - i spróbuję - wysnuć taką tezę, że złożoność zapachów od PK Perfumes jest na poziomie artisanów. Być może składniki nie są takiej jakości (choć ja tego w ogóle nie czuję, a bardziej widzę po cenie). Na pewno nie ma co porównywać do ALD (i teraz będzie trudne do opisania), bo niby stopniem progresji PK dorównuje ALD. Jednak w ALD mniej więcej wiemy, co może się wydarzyć dalej. One bardziej odwołują się do jakiejś klasyki. W PK natomiast jest to noeokrzesane, bez łagodnych przejść - może to pójść w nieoczekiwaną stronę, żeby potem wrócić do samego początku - zupełnie, jakby ktoś miał w d⁎⁎ie jakiekolwiek style, kanony (lub zrobił to przypadkowo, choć nie sądzę). Dziwaczny dom, dziwaczny perfumiarz. Tym niemniej - siedzi się w tym bardzo dobrze.


Godzina. Zapach już osiadł. Niewiele wiecej się tu wydarzy. Wyszedł w końcu ten sandałowiec, na którego czekałem. Gładki i w miarę soczysty. Nadal jest zielono, ale teraz wreszcie zaczyna być choć trochę orientalnie. Pojawiła się również dość wyraźna pudrowość - miła, ale też taka trochę do kichnięcia. Teraz to jest już drzewny, otulający zapach. I wciąż mocny - testowałem dotąd wiele smrodów w ilości mniejszej, niż 0,5 ml. Przy takich aplikacjach często zapomina się, że w ogóle coś się psiknęło. Tutaj wciąż jest dosadnie.


I znowu mam skojarzenia z filmem. Wcześniej wspomniałem Bressona; teraz bez wahania - oceniając już markę - widzę Bunuela. Wyrazisty, nie dający odpocząć, ze zmianami nastrojów i nieodłącznym nonsensem nieoczywistości. Podoba się/wkurwia. I tak przez cały czas.


Po dwóch godzinach puder całkowicie przeszedł w mydło. No trochę szkoda. Jest taka zdechlizna po tych wszystkich wrażeniach. No ale wciąż dobra i ciekawa, choć dość ciężka i duszna.


To były trzecie perfumy od PK, które testowałem z paczki od @pedro_migo . Drugich jeszcze nie opisałem - ale to tylko dlatego, że było ich najwięcej i wystarczyło mi na dwa razy - a tam również jest o czym pisać.


8/10


#perfumy #recenzjeperfum #pkperfumes

aa8cfd9c-9c0f-469b-b3fd-d5ff003812b1

Zaloguj się aby komentować

Każdy może powiedzieć: "Jedziemy na wycieczkę, weź rabarbar" lub "przyłóż se liść rabarbaru, to ci przejdzie". Rabarbar to, rabarbar tamto. Ale dziś tak naprawdę to ch... jeden wie, co to jest ten rabarbar. Jakiś tam kiedyś kompot, ktoś tam z dziadków się osłaniał liściem rabarbaru przed słońcem, kto inny znowuż lubił, jak mu się rabarbarem...


No takie polskie warzywo bez historii. Gdzieś tam rosło w ogródku. Kwaśna, bordowa, żebrowana łodyga o aromacie, ktorego próżno szukać w dzisiejszej kuchni.


Dla mnie ważną rolę odegrał rabarbar we wczesnym dzieciństwie, kiedy to przedostawałem się na podworko sąsiada i kryjąc się wśród liści dość gęsto posadzonego rabarbaru obserwowałem "dziadka", próbując dostać się jak najbliżej tego, co ten miły człowiek wyczyniał. A wyczyniał różne rzeczy: albo śpiewał, albo coś rzeźbił nożykiem w kawałku drewna i gadał do siebie... Nie pamiętam, jak miał na imię. Ale pamiętam jego codzienny rytuał. Około południa wychodził on bowiem z domu i wołał w stronę ogrodu: "Kogutek! Fryderyk!". Po tych slowach przybiegał do niego kogut i wskakiwał na małą ławeczkę pod ścianą domu. Kogutek niewielki, ale za to bojowy. Nieraz próbowałem przebiec przez to podwórko (były to czasy przedogrodzeniowe), żeby skrócić sobie drogę na okoliczne szkolne bojo. I najczęściej Fryderyk - jeśli zdołał mnie dopaść na swoim rewirze - lądował mi na plecach. Niby nic się nie działo, choć troszkę obawiałem się tego kogutka.

Pomino mieszanych uczuć w stosunku do mnie, miał on jednak jakąś magiczną więź z tym dziadkiem. Potrafili przez godzinę lub dłużej (nie pamiętam) siedzieć razem na ławeczce przed domem... Dziadek przez cały czas gadał coś do Fryderyka, a ten... nie, k⁎⁎wa, nie odpowiadał mu. Siedział - a w zasadzie to stał tam bezproduktywnie przez tę godzinę - i patrzył się w dziadka swoim kogucim, bocznym spojrzeniem. Bywało, że zasiadał mu na kolanach. Coś tam śpiewali, coś tam jedli. To było zanim jeszcze Terry Pratchett w "Kosiarzu" napisał tę surę (parafrazując):


Kury są o wiele głupsze od ludzi; nie dysponują wyrafinowanymi filtrami myślowymi, które to ludziom nie pozwalają ujrzeć tego, co jest naprawdę.


Mały ja, chcąc być jak najbliżej tych rozmów (wierzyłem, że można lepiej dogadać się ze zwierzętami, niż ja potrafiłem w tamtym czasie), skradałem się właśnie wśród wielkich liści rabarbaru, by podejść jak najbliżej tych rozmów. Dziś jestem niemalże pewny, że Dziadek mnie widział, a Fryderyk miał mnie w tych chwilach w tak zwanym "dużym poważaniu", bo spędzał swój quality time swoją ulubioną osobą.

Historia Dziadka jest niejasna. Był wiekowy i zanim ja dożyłem podstawówki, jego już nie było wśród nas. Kogutek został, ale też jakoś tak niedługo. Pamiętam, jak moja babcia mówiła, że ten ptak miał chyba ze dwadzieścia lat. Kurde, chciałbym przeżyć takie życie, jak ten kogutek... z kimś, kto by tak wychodził z domu specjalnie dla mnie.


Zapamiętałem jednak ten rabarbar. Nie smak, tylko właśnie aromat moich pierwszych (i na szczęście ostatnich) prób stalkingu.


Tak właśnie otwiera się Red Leather od PR Perfumes.


Red Leather

Poszukiwania idealnej skóry. Kiedyś wydawało mi się, że znalazłem. I to wielokrotnie mi się wydawało. Carner Cuirs, Rosendo no.4, Guerlain Cuir Intense...


Potem przyszły cięższe czasy, czyli Hejto. Tutaj rozstrzygnęło się, że tak naprawdę to niewiele wiem. I że ta pasja sięga głębiej, niż kiedykolwiek mi się wydawało. Że - jak każda pasja - ma wiele warstw, przez które musisz przejść, żeby finalnie móc być gotowym na to, o czym wydawało ci się, że marzyłeś.


Red Leather otwiera się - między innymi, a innych jest cała mnogość - właśnie rabarbarem. Takie było moje pierwsze wrażenie. Spoglądając w nuty wiem teraz, że duży udział miał tam grejpfrut. Wbrew pozorom potrafią być podobne. I w zasadzie całe to moje gadanie o Fryderyku nie za bardzo ma sens, bo ta rabarbarowa faza już po minucie ustępuje temu, co od samego początku gotuje się w tym dziwnym, specyficznym zapachu.

Kamfora i ogromna, suszona zieloność. Czytam nuty i nic nie widzę. Sprawdzam więc "Buchu". Okazuje się, że to właśnie kamforopodobne ziółko, plus bylica, dają ogromny zielony ładunek. Mają również swój udział w tym pierwszym, skórzanym doswiadczeniu.


Nie jest to miłe. To nudny, płaski rodzaj pseudoskóry zmieszanej z taką okołomarihuanową wibracją; zielona, mdła skóra. Studiując skład Taifa T07, Jazeel Amsterdam oraz Jazeel Millenium Star odkryłem, że ma to związek z jakimś rodzajem paczuli (przez rodzaj mam tu na myśli jeden z kilku sposobów otrzymywania olejku oraz jego składowych w zależności od rodzaju procesu). Ten zapach wrył mi się w pamięć już dawno temu, gdy odbierałem jakąś trefną mandarynkę. Woń pozostająca na palcach po kontakcie ze skórką - sztuczna, mdła i plastikowa. Teraz, w perfumowej przygodzie, od czasu do czasu doświadczam tego samego, dziwnego akordu w skórzanych perfumach podbitych paczulą.


Jeśli jednak przyłożyć nos bliżej skóry - tam dzieje się o wiele więcej, niż w powietrzu. Wciąż jest ślad kwaśnego rabarbaru, dość rozpoznawalna skórka grejpfruta, wyraźny liść laurowy oraz to, co w moim mniemaniu popycha caly zapach do przodu, czyli drewno.


No ale przecież nie może to być milusiński cedr czy jakiś jovanol. Nie-e. Tutaj mamy raczej stary, wysuszony słońcem podkład kolejowy ze wszystkimi ropno-olejowymi niuansami. Myślę, że ta początkowa kamfora z "buchu" - czyli bukku brzozowe: afrykański krzew, o ktorego istnieniu dowiedziałem się wczoraj - mocno dokłada się do tego wrażenia. Poza tym całego doświadczenia dopełnia kastoreum - tu może tkwić istota tego lekkiego przydymienia podkładu.


Może to być podkład. Ale może też być szuflada zmarłego dziadka z kilkoma przyrządami, nakrętkami, tubką smaru oraz papierami sprzed epoki. Może być też stara szafa, którą ktoś przyniósł z warsztatu samochodowego i postawił w domowym pierdolniku, by służyła jako śmietnik na stare szpargały, których żal wyrzucić. Skomplikowany zapach, przynoszący wiele wspomnień i skojarzeń.


Przez cały czas mówimy o zapachu, któremu społeczność Parfumo wystawiła średnią ocenę na poziomie 5,9.


Opisują go (to już nie tylko na Parfumo) jako zbyt trudny, zbyt zwierzęcy, nie do polubienia. Ja, dysponując ilością rzędu 0,2 ml, myślałem o tym zapachu przez dwie godziny, nie przestając go czuć. Nie zatkał mnie i wciąż przywoływał nowe skojarzenia. Tak, jest trudny. Do d⁎⁎y jest ta skóra. Ale ona na szczęście przemija, chowa się pod kolejowym podkładem.


Po dwóch godzinach Red Leather zaczyna pachnieć jak otwarcie Jazeel The Palace, które bardzo, bardzo lubię (ale nie ta część w stronę Diaghileva, tylko właśnie ta bardziej drzewno-ziołowa). I taki jest finał tej skórzanej zieloności z przygodami. Dopiero w tej fazie cywet, ktorego ni cholery nie byłem w stanie wyczuć przez cały ten czas, staje się w zasadzie oczywisty. Choć wciąż jest go tylko jak na lekarstwo.


Dziwna to i pełna zwrotów akcji przygoda z tak małym samplem. Perfumy trudne - ale cóż to tak naprawdę znaczy? Że nie wyrwiesz na to laski? No to nie zdziw się, jeśli po kilku strzałach zaczniesz otrzymywać za pomocą wewnętrznego głosu komplementy oraz propozycje spotkania od jakiejś piękności z zaświatów. Autor z pewnością nie myślał o tym, jak przyjemne dla niedoświadczonego otoczenia ma to być. Zdecydowanie zrobił to dla ludzi po przejściach (choćby jedynie olfaktorycznych, choć niekoniecznie). W tym kontekście jest to całkiem udana, choć mocno skomplikowana kompozycja. I dość mocna. Przeżywanie tego zapachu to jak całodzienna fucha z przeprowadzką u cyganów. No nie wiadomo, co zaraz wyskoczy. I czy np. w pewnym momencie nie będzie trzeba pomóc wykąpać babci.


Przez pierwszą godzinę moje wrażenia wyceniałem na 5/10. Kiedy już dobiliśmy do końcówki, 8 to najniżej, ile mogę tu dać. No i raczej nie polecam. To jak film Bressona - nie każdemu siądzie.


#perfumy #recenzjeperfum

6e4c601b-0083-4141-9db4-b6802ac41558

@dziadekmarian recenzja jak zawsze genialna, podziwiam Twoje umiejętności pisarskie! No ale zapach to już inna sprawa - smród straszny

Zaloguj się aby komentować

https://www.hejto.pl/wpis/jakich-perfum-nie-jestescie-w-stanie-zaakceptowac-w-moim-przypadku-tytoniowce-te


Retrospekcja. Fajnie się to czyta. Moje spojrzenie po roku totalnie się zmieniło. Super spostrzeżenia @kris1111 i @Grzesinek dotyczące tego, że nie ma złych nut, za to są złe perfumy. I świetna odpowiedź drugiego Kolegi w stylu: na c⁎⁎j ci 400 słabych flakonów; kup kilka dobrych i je zużyj. Za⁎⁎⁎⁎ste. Nie rozumiałem tego chyba jeszcze wtedy. No ale w tamtym czasie nie miałem jeszcze takich perfum, których chciałbym cały flakon. Poza tym chęć poznawania, ach.


...w sumie to nie bardzo się zmieniło;)


#perfumy

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Czwarta nad ranem. Kto miał spać, już zasnął. Kto ma wstać, jeszcze nie wstał. Siedzę sobie w chmurce z Hind al Oud - Hind. Nic mnie nie rozprasza. Jesteśmy tylko ja i on. Musiałem trochę na niego poczekać - bo z początku nie czułem w zasadzie nic. Naprawdę. Ale był już taki jeden zawodnik z tego domu - Rebel. Niby nic - naprawdę czułem się, jakbym nie psiknął się niczym - a jednak na następny dzień ubranka pachniały. I tak przez przez parę następnych dni. Nie miałem więcej tego połszynu na stanie, więc tak sobie podchodziłem od czasu do czasu do tych łaszków, za każdym razem odkrywając zapach na nowo.


Z Hind jest podobnie - choć mniej ekstremalnie. Na ten zapach trzeba poczekać 10-20 minut. Jeśli już zdążysz pogodzić się z "faktem", że go po prostu nie ma, to w pewnej chwili zaczyna Cię on osaczać/otaczać. Znikąd pojawia się w Twoim otoczeniu i zaczyna pochłaniać uwagę.. Bardzo delikatnie - na początku nawet nie jesteś pewny, że to Ty pachniesz. i nie znajdziesz tam nut "prosto w twoją twarz dziwko". Wszystko to jest subtelne, ale rozwija sie coraz bardziej i bardziej - do momentu, kiedy czujesz go dosłownie wszędzie i staje się on centrum Twojej uwagi.


Jak by to ująć... to takie typowe HAO - z tej niezorientowanej na Oud półki. Bardzo w stylu Al Oud, Devotion, Lailac... być może trochę też Barari. Te kwiatowe, ciepłe, gładkie... ale chyba najbardziej neutralne z nich wszystkich. Mimo określenia "neutralne", naprawdę brak mi słów.


Czekałem, czekałem. I zapomniałem. Jednak kiedy już się pojawił - cóż za spokój, jakaż równowaga... Ile w tym klasy.


"Spokój" to chyba najbardziej adekwatne słowo, jakie potrafię teraz znaleźć. Niesamowicie działa na mnie to specyficzne DNA marki - w tych nie do końca oudowych propozycjach, nieokraszonych zbyt hojnie tym oczywistym, klasycznym i szlachetnym składnikiem. Tam, gdzie do głosu dochodzą głównie kwiaty, wyimaginowane owoce, delikatna słodycz i unikalna kremowość. Tak zwane przeze mnie golasy z HAO.


Właśnie w tej ciszy (i w tej samotności) najbardziej lubię testować zapachy, na które długo czekałem.


9/10


#perfumy #recenzjeperfum

@saradonin_redux kurde, o mało z tronu nie spadłem jak to przeczytałem muszę przestać nosić tel do klopa..

Recenzja zacna. HAOudy mają coś w sobie. To nie są zwykłe zapachy. Wybijają się nawet spośród wysokiej klasy niszy. Mam jakieś ze 3 odlewki i wszystkie zgniatają 90% perfum które poznałem

Zaloguj się aby komentować

No muszę coś napisać o tym.


Miało być o Santalum album, wciąż jednak wiem za mało. Ale w zasadzie to będzie blisko.


Ghawali - Al Bariq Oud


Przegapiliśmy. Jeden z moich ulubionych dealerów na tagu, perfumowy Al Capone przestrzegał, że zaraz odda to niemcom za bezcen. I prawie wziąłem, bo po pierwszej aplikacji z tego samego flakonu nie miałem złudzeń. Ale pomyślałem sobie: a dobra, sprawdzę jeszcze raz. I efekt był - w porównaniu do tej pierwszej aplikacji - taki sobie... Coś zaczęło dusić, coś śmierdzieć. "Nawet tego dekantu nie wypsikam" - pomyślałem.


No i jak już się sprzedał, to za chwilę wymyśliłem, że szkoda. Bo oto nadszedł taki chłodny, pochmurny dzień, a ja byłem w trakcie jakiejś dramatycznej transformacji olfaktorycznej, gdzie żaden ze stu dekantów mi nie pasował, więc sięgnąłem po Ghawali. I ten skurwiel zrobił mi dzień.


Kilka dni później użyłem go jako "no brainer". I pożałowałem. Poczułem się, jak śmierdziel wśród normalnych ludzi. Było bardzo ciepło tego dnia.


To, z której kończyny Al Bariq Oud Ci prz⁎⁎⁎⁎⁎doli, jest ściśle związane z pogodą. Tyle wiem po pięciu aplikacjach. Są to najbardziej kontrowersyjne perfumy dla mnie. Nie jest to poziom Amirów, gdzie dobrze wiesz, co Cię czeka i z czym masz sobie poradzić. W tych perfumach coś, co lubię dziś, jutro może mnie wkurwić. Szczerze: nie do końca rozumiem swój ambiwalentny stosunek do tej substancji. Ale może to być wynikiem spektakularnej bitwy dwóch legendarnych składników, ktorej rezultat jest ściśle związany z temperaturą otoczenia.


No ale opiszmy "dziś". Sku⁎⁎⁎⁎⁎ński, błogosławiony Oud w otwarciu. Zwierzęcy - jednak nie aż tak oborniczy, jak w Amirach. Ma jakieś mleczno-czekoladowe i kremowe niuanse. Siedzę w nim przez te 5-10 minut i w sumie to delektuję się - przy czym jest ta myśl, że może nie do ludzi z tym. Bergamotka i neroli w otwarciu? Nawet o tym nie myślę. Jest tylko ten kremowy oud.


Szukam zatem czerwonych owoców. Myślę o borówce brusznicy (północ Szwecji - trochę czasu tam spędziłem. Znam zapach borówkowego lasu). To nie to. Szukam szukam. I w pewnej chwili udaje mi się znaleźć w tej drzewno-kremowej gęstwinie to, co od dziecka mam wryte w DNA z racji przynależności do regionu. Malina. I teraz już znawcy rolnictwa zgadną, że pochodzę z Lubelszczyzny, gdzie maliny ma każdy.


Jednak ta malinka odcina być może 5% z całego ciastka. Tu niepodzielnie rządzi oud, z czasem coraz bardziej i bardziej zmiękczany sandałową kremowością. I szczerze: nie wiem, gdzie kończy się Arab a zaczyna Hindus. W tym zapachu nie rozróżniam granicy między oudem a sandałowcem. Jest to tyleż genialny, co kontrowersyjny, ultra kremowy mariaż tych dwóch składników.


Róża i szafran w tej kompozycji kompletnie się dla mnie nie liczą. Nie zgadlbym ich, nie widząc nut. Miękkość i nasycenie duetu oud/sandalwood odwraca uwagę od niuansów. W moim mniemaniu Al Bariq Oud nie da się porównać do niczego innego.


Mój odbiór tego zapachu jest ściśle związany z pogodą. Najbardziej lubię go w takie właśnie dni/wieczory: +10/-1°C. Ta temperatura trzyma zwierza w oborze na tyle, żeby dało się uświadczyć tego kremowego sandałowca w słusznej proporcji. Bo naprawdę potrafią razem zagrać świetną melodię.


Żadne perfumy nie wzbudziły we mnie dotąd aż tak ambiwalentnych odczuć. Siedzę teraz otoczony tym zapachem (a w zasadzie jego pięknym, kremowym drydownem), słucham niszowego country (Hellbilly - Hank Williams III, The Last Knife Fighter itp.) i nie chcę iść spać.


To mój pierwszy perfumowy love/hate. Z niczym innym mi się to nie przydarzyło - do tej pory.


8,5/10.


#perfumy #recenzjeperfum

7663d5a7-9f2c-4b38-a9e4-333c92efbdad

Wspaniale opisane. Mialem doslownie tak samo z tym zapachem. Pierwszy kontakt to byla milosc, drugi takie cos mi tak nie pasowalo. Ogolnie zgadzam sie ze najlepiej sprawdzal sie o dziwo jak bylo chlodniej niz cieplej. No i trzeba przyznac ze kremowy/aksamitny jak nic innego. Do tego skladniki graja jakos tak inaczej niz wszedzie indziej xD Dla mnie to ta sama polka co Hind Al Oud.

Zaloguj się aby komentować

@dziadekmarian będzie, musi być żeby było miło i przyjemniestały przepis na sukces albo słodko w chu.., albo ambroxanowo w piz...

No jak, komu to potrzebne dzisiejszej młodzieży, tak sobie myślę teraz o Kourosie czy innych vintage które np. ostatnio odlewał @pomidorowazupa , to tam dzik w szkodę nie wchodziłkiedyś jak chłop się takim wypsikał to same w lesie spierdalały na drzewa, a teraz jak poczują takie słodziaki to nic dziwnego że włóczą się po osiedlach

@dziadekmarian oj ja ostatnio w rossmannie psiknąłem na rękę czymś w podobnych klimatach (beverly hills polo heritage oud). Ależ to był błąd, może nawet wielbłąd

Zaloguj się aby komentować

Znam go od ponad roku. Czekałem, aż pojawi się coś, co trafi do mnie bardziej. Coś, do czego będę tęsknił mimo pogody, okoliczności, samopoczucia. I pewnie kiedyś coś się pojawi - lecz nie do dziś.


Dziś miałem bardzo ch⁎⁎⁎wy dzień. Od paru dni wem, że księgowa w moim kołchozie dostała reprymendę i szuka teraz pretekstów, żeby wylądować z telemarkiem. Spokojnie mogę ujawnić jej nazwisko: Zdezelowana Niekochana Oklapelia. Robi dużo, by odwrócić uwagę od siebie. Obserwuje zatem pracowników na kamerach. Już się do⁎⁎⁎⁎ła do paru osób. A we mnie rośnie chęć, żeby zacząć obserwować ją. I ta myśl bardzo mnie męczy. Bo nie lubię być kimś takim. Ale wszyscy się boją. Ja się nie boję, ale taplam się przez to rude ku⁎⁎⁎⁎zcze w bardzo niskich emocjach.


...


Koniec pracy, kąpiel, trzy ostatnie psiki Hind al Oud Devotion, które jeszcze posiadałem. Zawsze miałem go przy sobie, jednak tę ostatnią porcję kisiłem od kwietnia, może maja. Na szczególną okazję. I dziś wreszcie tę okazję znalazłem - choć wcale nie wyobrażałem sobie, że będzie to taki właśnie moment i takiego typu potrzeba.


Zapach zaczyna przejmować - jedna po drugiej - wszystkie te otwarte kipiące szuflady w mojej głowie. Niczym jakiś świetlisty wiatraczek fruwa wokół mnie, rozwiewając całe to niepotrzebne napięcie. Czyści i domyka te idiotyczne rany. A przy tym jest tak dostojny i delikatny, że ja sam nie jestem w stanie zachowywać się w jego obecności jak jakiś buc. I powoli zaczyna do mnie docierać, że to nie ja. Że to w ogóle nie chodzi o mnie czy moich bliskich z pracy. I że nic się nikomu nie stanie.


Tak mnie uleczył dziś ten cud arabskiej sztuki perfumiarskiej. Uspokoił, postawił na równe nogi. Dał podłoże do uzyskania korzystnej dla wszystkich perspektywy. Rozpuścił we mnie złość.


Ile zatem potrzeba, żeby zażegnać krwawy konflikt? Czarna jagoda, wanilia, oud.


To coś więcej, niż po prostu zapach. Niechaj będą to pierwsze z 450 perfum spotkanych do tej pory na mojej drodze, którym dam 10/10.


edit: co do zdjęcia: chciałbym bardzo, żeby ten dobry człowiek był tu z nami.


#perfumy #recenzjeperfum

a4595c42-8412-4067-9e56-c5198960af10

@dziadekmarian Devotion potwierdzam świetne, ale może się zdarzyć że zdarzy mi ręka nad flakonem w najbliższym czasie więc wiem do kogo się odezwać

Zaloguj się aby komentować

https://www.parfumo.com/Brands?c=2


Być może to zdupizm. Ale próbowałem szukać na Parfumo według kraju. No czasami jest potrzeba, żeby znaleźć coś z Senegalu.


Interfejs strony wydaje się być nieczuły na tego typu potrzebę. Jednak da się tego dokonać "naokoło". W Menu (tam, gdzie Souk, Community itp.) należy wejść w "Directory", a potem, przewijając w dół, znaleźć kolejne interaktywne menu: "Filter and Sort". I tam właśnie otwiera się półka, z której możesz wybrać kraj.


No bo trochę nieporęczne jest to, że gdy próbujemy kliknąć w/e flagę kraju na stronie perfum lub marki, nic się nie dzieje.


Możliwe, że ktoś z Was tego szukał. Jeśli nikt - sorry. I również przepraszam, jeśli ktoś nagle wy⁎⁎⁎ie 7k na jakąś ultraniszę z Urugwaju. Postaram się w miarę możliwości wziąć udział w rozbiórce tych cudów, amortyzując choćby małą część poniesionych z tego tytułu kosztów. No w końcu po to tu jesteśmy, żeby sobie pomagać


#perfumy #parfumo

2821d386-db01-4193-81d4-8c3a46960acd

Za tydzień lecę do Azji i myślałem nad kupnem czegoś niszowego. Właśnie czegoś takiego szukałem, choć widzę że często nie ma żadnych recenzji i nie wiadomo czego się spodziewać:p Dzięki!

Zaloguj się aby komentować

Trzynaście zapachów jednej marki to chyba już wystarczająco, żeby wydać jakąś opinię.


Roja


To, jak pachną, to jedna sprawa. Nie spotkałem się z niczym, co byłoby w moim mniemaniu kiczem czy tanizną. Głównie odwołują się do klasyki, niejednokrotnie rozwijając inspirowany zapach o jakąś nową wartość. No bo... nie wiedziałem tego, ale Roja to głównie zapachy inspirowane klasyką, i to konkretnymi, ikonicznymi perfumami. "Zróbmy to lepiej" - brzmi zachęcająco, bezpiecznie i z zachowaniem szacunku do trendów - w przypadku Roja nierzadko już niekultywowanych lub niechętnie podejmowanych. Czasami również tych po prostu mniej w naszym świecie znanych.


Jest jednak haczyk: cena. Zróbmy to lepiej, ale też sprzedajmy w sposób, który u kupujacego spowoduje wrażenie, jakby kupował luksusowe auto. I tu wjeżdżają ciężkie flakony, metalowe dodatki, kryształy Kwaśniewskiego. Mnie - jako zwolennika odlewek - totalnie nie rusza ta część. Wspaniała oprawa nie łechce mojego ego, bo to, na co mnie stać, to odlewka. Infiltruję jedynie zawartość. I to ona ma spełnić lub nie spełnić moich oczekiwań. Patrzę zatem na sam sok, zamykając oczy na prezentację flakonów (czy też samego szefa), historię marki czy dość imponująco opisaną jej ideologię. Oceniam zatem li tylko ograniczone możliwości obiektywu, przez który przyglądam się temu światu.


Przetestowałem zapachy w zakresie od 10 do 30zł/ml. I przyznam, że te najdroższe podobają mi się najbardziej PDLN3, Diaghilev, Harrods, Great Britain, UAE. Jednak w cenie 25+ można już bardzo swobodnie przebierać w perfumach. HAO, ALD, Bortnikoff, Nautica, Lattafa. I oczywiście: marka radzi sobie bardzo dobrze, a rzeczy są warte tyle, ile ktoś chce za nie zapłacić. Daleko im do upadku, nie musisz kupować etc. Z tym wszystkim się zgadzam.


Chciałbym jednak zapytać, co Wy o tym sądzicie.


#perfumy

1ea7e211-49ff-4fc6-bab4-0ebdca3ae476

Czy popieracie moją tezę, że Roja nie jest warta pieniędzy, które trzeba za nią zapłacić?

48 Głosów

@dziadekmarian A ja miałem za dużo czasu w niedzielę i walnąłem w ciemno flachę Manhattana. Nie żałuję, bo zapach mega, połączenie nut z Dangera i Tobacco Vanile. Trzeba oddać Rogerowi, że umi zamieszać aromaty w swoim garczku

@dziadekmarian spośród europejskich domów perfumowych to właśnie Roja Parfums najbardziej sobie cenię. Świetne blendy nawiązujące do klasyki i często pojawia się jakiś retro akcent - do których akurat mam sentyment; jak to się mówi czuć w nich piniondz, pachną dostojnie i z klasą. Linie orientalne GULF czy Aoud również bardzo fajne.

Jakość składników dobra i bije na głowę to co oferuje konkurencja na europejskim rynku, lepsze dostać możemy chyba tylko od artisanów jak Jinkoh Store czy Mabra.

Obecnie też nie jest trudno dorwać coś od Roja w przyjemnej cenie - patrząc jak teraz ceni się nisza i manstream, gdzie nowy Dior Sauvage to ponad 8zł/ml xD

Dosłownie wczoraj doszedłem do wniosku, że Roja to jedyna marka z europejskiej niszy, która gości na mojej półce. Uwielbiam Amber Aoud, a Qatar to moim zdaniem najlepszy oudowiec na zimę. Ocenia jest świetnym, prostym choć niebanalnym świeżakiem. Enigmę bardzo cenię, ale finalnie ostatnio zdecydowałem się ją sprzedać.

@pedro_migo I second this, perfumy Roja pachną dostojnie i klasycznie, mówię to ja chodzący 360 dni w roku w bluzie z kapturem i uwielbiam ich używać

@Cris80 @Qtafonix @prodigium @pedro_migo @Lodnip


Mimo, że trochę ostatnio dokuczam Roji na tagu, to w zasadzie zauważyłem, że jakość jest rzeczywiście niezaprzeczalna. W niektórych przypadkach byłem dość zawiedziony trwałością - i to w zasadzie tyle.


Dzięki, że wyraziliście pochlebne opinie. Tak się spodziewałem, że jednak obronicie wizerunek tej marki. Po przebiciu ceny 20zł/ml każdy z nas pewnie zdał sobie sprawę z tego, że pieniądze nie będą tu grały roli.


Moje top Roja to Great Britain, Diaghilev oraz Isola Blu. Szczerze mówiąc nie do końca wyobrażam sobie, że mogłyby mi się kiedyś skończyć.


Jeszcze raz dzięki i przepraszam za trolling

@dziadekmarian stary, to Twoja opinia i bardzo się cieszę że ją wyraziłeś a my mogliśmy się wypowiedzieć na temat Roji. Absolutnie nie bronię marki. Również uważam że ceny są kompletnie odklejone zwłaszcza gdy pod uwagę weźmiemy bardzo ważne w naszym świecie parametry zapachu jak projekcja i trwałość. Tutaj jest przeginka i w cenie retailu nigdy bym Roji nie kupił bo to po prostu kiepski deal i wspomniane przez Ciebie marki w nawet niższym przedziale cenowym oferują więcej.


Anyway, nie odebrałem tego jako trolling

@dziadekmarian hejo kolego jaki trolling, kolega @Qtafonix dobrze napisał i podpisuje się pod tym nawet swoimi kopytami, dla mnie Roja to poprostu przyjemność używania i tyle reszty nie rozkminiam, a ceny w retailu to Qtafix też już wyczerpał pozdrawiam

Zaloguj się aby komentować

Taki piruet w wykonaniu strony sprzedającej tanie podjeby:


Uwaga:


Przed rozpakowaniem/rozfoliowaniem perfum prosimy o zapoznanie się z zapachem z pomocą załączonej odlewki.


Z uwagi na dołączenie próbki zapachu do każdych zamówionych perfum zastrzegamy sobie prawo nie przyjęcia zwrotu rozpakowanych perfum, traktując je jako uszkodzone przez klienta.


Tymczasem Notino napierdala się ze zwrotami Roja po 2,5k. Czy taki zapis może mieć moc prawną? Nie wiem. Ale na pewno może odstraszyć tego i owego.


#perfumy

@dziadekmarian, Sultan Pasha też dodaje próbkę i ma zapis na stronie, że jak odpakujesz (zerwiesz wosk) to produkt zostaje u ciebie. Nie wiem czy możemy to traktować tak samo, ale jest pewne podobieństwo.

Cytat ze strony Sultana: "I will include a tiny sample of the exactly same composition alongside the bottle for you to try so you may evaluate and be fully confident with your purchase, please try this sample prior to unsealing the bottle... if the wax seal on the bottle has been broken or tampered with then it will be void from refund. "

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować