#pravda

9
606

I ciag dalszy smaczkow z Rosji (dziekuje Komsomolska Prawda), uwaga, bedzie dlugie - oceniam subiektywnie na 2 kawy i ciasteczko a posmakujecie odlamka rosyjskiej duszy:


Najbardziej poszukiwany morderca w Rosji stał się znanym pisarzem i zmarł, ukrywając się przed wszystkimi: „Fani postawili mu pomnik”

Znany pisarz science fiction okazał się najbardziej poszukiwanym mordercą w Rosji


Należał do gangu, który zabił 16 osób, a potem zniknął. Policja wyznaczyła za niego nagrodę w wysokości 1 miliona rubli. Śledczy przeczesywali cały kraj w poszukiwaniu tego wyjątkowo niebezpiecznego przestępcy. Tymczasem morderca ukrył się i pod innym nazwiskiem zaczął publikować opowiadania fantastyczne oraz powieści.


PRIMITYWNY HORROR

To było 15 lat temu. W Jekaterynburgu zaczęła grasować banda bezprawnych morderców. W środku nocy te łotry łapały przechodniów, zabierały im wszystkie pieniądze i karty bankowe, a potem ich zabijały. Używali pistoletów, noży, a nawet młotków. Miasto było, delikatnie mówiąc, w panice. To nie był pojedynczy seryjny maniak. To była banda Jacków Rozpruwaczy na pełnych obrotach. Stopniowo zaczęto łapać członków gangu. Jednak Komitet Śledczy i policja podawały informacje po trochu. Nie było jasne, ile osób jest w gangu, a co najważniejsze – ilu z nich wciąż pozostaje na wolności.


W 2012 roku ja (Andriej Gorbunow) dołączyłem do redakcji „Komsomolskiej Prawdy” i zacząłem prowadzić własne śledztwo w sprawie tej całej przerażającej orgii. Pewnego razu znajomy śledczy przesłał mi zdjęcie członka gangu – Semiona Jermolinskiego. „Tego jeszcze nie złapano” – podsumował krótko mój informator. Nie podał żadnych innych informacji.


Kilka dni później udało mi się spotkać z nieszczęśnikiem o imieniu Anton. Członkowie gangu zmusili go do poćwiartowania ciała jednej z ofiar. Całą tę sprawę upyry sfilmowali. A potem, grożąc, że wrzucą nagranie do internetu, zmusili chłopaka do wypłacania gotówki z kart bankowych zamordowanych osób. Kiedy pokazałem temu „kasjerowi” zdjęcie Jermolinskiego, ten aż się zadrżał. Nigdy w życiu nie widziałem tak pierwotnego strachu. Siedzi przed tobą człowiek – może przygnębiony, ale wciąż przy zdrowych zmysłach – i opowiada, przez co musiał przejść. Ale kiedy przed jego oczami pojawia się zdjęcie ogolonego mężczyzny z drapieżnym uśmiechem, ogarnia go po prostu przerażenie.


Po tej scenie poruszanie się po ulicach, szczerze mówiąc, było dość przygnębiające. A co, jeśli dowiedziałbym się jakiejś ważnej informacji o gangu i zastrzeliliby mnie tuż za rogiem?!


Na tym emocje się nie skończyły. W trakcie śledztwa okazało się, że kolejny członek gangu, Daniil Potasznikow, jest zameldowany dwa domy ode mnie. Nie przesadzam. Kiedy poznano nazwisko tego mordercy, sprawdziłem jego adres w bazie danych. A tam… moja ulica. Czy mogło być jeszcze straszniej? O tak! „Ale, do diabła, jesteś przecież dziennikarzem śledczym!” – namawiałem sam siebie, by pójść do tego mieszkania. I poszedłem. Potasznikow już tam nie mieszkał. Ale przerażające szczegóły nigdzie nie zniknęły. Okazało się, że maniak właśnie tutaj, w klatce, rozprawił się ze swoim teściem, aby przejąć mieszkanie…


ELITARNA BANDA

Wydawałoby się, że takie piekło mogą stworzyć jacyś marginesowi. Ale nic z tego. Lista członków bandy sprawiła, że najpierw śledczym opadły szczęki, a potem całemu Jekaterynburgowi. Przywódca grupy, Wasilij Fiodorowicz, jest prawnikiem; jego ojciec był zastępcą prokuratora okręgu kolejowego w Jekaterynburgu, matka – profesorem Konserwatorium Uralskiego, a dziadek – głównym dyrygentem orkiestry symfonicznej Filharmonii Swerdłowskiej. Wspomniany już Daniil Potasznikow – biznesmen, syn menedżera najwyższego szczebla znanej państwowej firmy. Semen Jermolinski studiował na konstruktora przyrządów lotniczych, jego ojcem jest słynny leningradzki szachista-emigrant Aleksiej Jermolinski, mistrz USA i brązowy medalista światowej olimpiady szachowej.

W gangu był jeszcze policjant, księgowy, a nawet syn wysokiego rangą pracownika gubernatora obwodu swierdłowskiego.


TO JEST TO

Jeśli w zwykłym świecie przestępczym frajerów gubi chciwość, to frajerów z wyższych sfer zgubiła chęć zdobycia sławy. Prawie każdy z członków gangu uważał się za co najmniej blogera z milionem obserwujących, a co najwyżej za superutalentowanego pisarza. Dlatego w przerwach między morderstwami ta oszalała bohema prześcigała się w opisywaniu trashu i horroru na swoich profilach. Przez pewien czas subskrybenci zachwycali się fantazją tych nieszczęsnych pisarzy i domagali się kontynuacji brutalnych opowieści. A potem OKAZAŁO SIĘ, że wszystkie te historie – niestety – nie są fikcją, a praktycznie gotowymi sprawami karnymi.


Oto, na przykład, jak Semion Jermolinski opisał na swoim blogu jedno z zabójstw:

„Cała akcja, od pierwszego uderzenia do ostatniego, trwała zaledwie nieco ponad 10 sekund. Pierwsze pchnięcie, upadek, cios, seria skoków na głowę, niemal równocześnie z tym – seria „pchnięć”, dwóch odskakuje, trzeci zadaje jeszcze jeden cios i podąża za nimi. Wieloletnie doświadczenie, nawet w całkowicie spontanicznej sytuacji, pozwoliło działać absolutnie bezbłędnie… Nie trzeba było się daleko oddalać. Praktycznie dokładnie w momencie, gdy ofiara otrzymała ostatnie pchnięcia nożem, kierowca, wyczuwając sytuację, podjechał na miejsce zdarzenia. Cała trójka wskoczyła do limuzyny, opony znów zapiszczały, a niepozorny samochód z fałszywymi numerami rejestracyjnymi wywiózł zabójców w noc, jakby wszystko działo się w filmie”.

Takie kino. Nawiasem mówiąc, Jermolinski wyróżniał się tym, że publikował nawet zdjęcia egzekucji ofiar. Ale najważniejsze, czym Semen wyróżniał się spośród pozostałych członków gangu, to fakt, że jako jedyny z nich zdołał uciec!


ŁOWCY GŁÓW

„Semen Aleksiejewicz Jermolinski. Urodzony w 1987 roku. Wygląda na 30–35 lat, budowa ciała atletyczna, ciemne włosy, krótka fryzura lub ogolona głowa, może nosić brodę lub wąsy, skrzywiony grzbiet nosa. Cechy szczególne: tatuaże (wzory). Zajmował się sprzedażą broni białej. Zna taktykę walki nożowej. Potrafi posługiwać się bronią palną. Może być uzbrojony. Bardzo niebezpieczny” – takie opisy Jermolinskiego wisiały w każdym oddziale policji w całej Rosji. A co tam w Rosji. W poszukiwaniach tego szczególnie niebezpiecznego zbiega pomagał nawet Interpol.

– Kiedy w 2012 roku rozpoczęły się aresztowania członków gangu, Jermolinski zaczął bronić zatrzymanych towarzyszy na swoim blogu – opowiadał wówczas szef wydziału kryminalnego obwodu swierdłowskiego Aleksander Mazaev. – Kto mógł wiedzieć, że Semion już opuścił kraj. Gdy tylko zatrzymano Wasilija Fedorowicza, Jermolinski zrozumiał, że wkrótce przyjdą po niego. Dlatego szybko spakował walizkę i uciekł do Algierii. Według danych Interpolu nasz zbieg spędził tam rok, a potem skończyły mu się oszczędności. Wiemy, że przestępca opuścił Afrykę. Ale na tym jego ślad się urwał…


W 2017 roku, pięć lat po bezskutecznych próbach znalezienia mordercy, policja wyznaczyła nagrodę w wysokości 1 miliona rubli za każdą informację o jego miejscu pobytu. Właśnie wtedy przypomniałem sobie moje pierwsze dziennikarskie śledztwo. Wraz z moim kolegą – dziennikarzem „KP” Romanem Lyalinem – postanowiliśmy sami znaleźć tego łobuza i zgarnąć nagrodę. No tak – taka właśnie arogancja.

Ale zabraliśmy się do sprawy na całego. Jermolinski był jedynym członkiem grupy, który nie pochodził z obwodu swierdłowskiego. Przyjechał na Ural z Petersburga na zawody w walce na noże, a przy okazji, żeby odwiedzić swojego przyjaciela – prawnika Wasilija Fedorowicza. No i Wasilij przyjął drogiego gościa do gangu. Próbowaliśmy porozmawiać z rodziną i przyjaciółmi mordercy mieszkającymi w Petersburgu. Może zbieg wpadł do rodzinnych stron? Bez echa.


Kiedy Semion miał dwa lata, jego tata – arcymistrz – wyjechał do Stanów Zjednoczonych. Aleksiej Władysławowicz zabrał ze sobą również swoją mamę. Całkiem prawdopodobna jest wersja, że amerykańska rodzina załatwiła mordercy nowe dokumenty i udzieliła mu schronienia w miasteczku Sioux Falls, gdzie obecnie mieszka jego babcia. Tak, tak, rozmawialiśmy z tą uroczą starszą panią przez wideokonferencję – próbowaliśmy zagrać va-bank, mówiąc: „Wiemy, że Semen jest u pani. Natychmiast wydajcie go Interpolowi!”. Babcia w odpowiedzi zrzędliwie mruknęła, że Interpol sam po nas przyjedzie, a w ogóle ostatni raz widziała Sienię w 2005 roku.

W końcu pojechaliśmy nawet do morodowskiej kolonii, gdzie przebywają wyłącznie seryjni mordercy skazani na dożywocie. Tam próbowaliśmy wyciągnąć od wspólnika Jermolinskiego, Romana Kirjakowa, czy gang miał plan na wypadek odwrotu. Może oddział zabójców przygotował sobie tajną kryjówkę? Ta wersja też była prawdopodobna, ale poza ogólnikowymi frazesami nie udało się wyciągnąć od Kirjakowa nic bardziej konkretnego.

Była też informacja, że Semion Jermolinski uciekł na Ukrainę, wstąpił do batalionu narodowego i teraz walczy po stronie naszego wroga. Właściwie, jak się okazało, zbieg rzeczywiście ukrywał się całkiem niedaleko – w jednej z byłych republik radzieckich…


OSZUKAŁ KLIENTÓW I ZNIKNĄŁ

Informacja Interpolu dotycząca Algierii okazała się fałszywa. Jermolinski handlował nożami bojowymi w swoim rodzinnym Sankt Petersburgu. Kiedy zaczęło się robić gorąco i zaczęto aresztować wszystkich jego wspólników, Semion ogłosił swoim stałym klientom, że lada dzień spodziewana jest doskonała partia unikalnych noży bojowych. Ale cały towar na przedpłatę. Najpierw pieniądze, a za tydzień śmiercionośne „zabawki”.

Zbierając od naiwnych kupujących kilka milionów rubli, zbieg nielegalnie przeniósł się na Białoruś. W Mińsku morderca załatwił fałszywe dokumenty i wynajął małe mieszkanie na obrzeżach miasta. Teraz stał się Andriejem Millerem. Siedzenie w swojej zakurzonej kawalerce było dla gościa koszmarem, jak bardzo by tego nie chciał. Ale nie można było też wyjść na ulicę. Dlatego zbieg rozpoczął intensywną aktywność w internecie. W sieciach społecznościowych Andriej/Semen zaczął brać udział w najróżniejszych dyskusjach. Omawiał fakty historyczne, szermierkę (witaj, ukochana walka na noże), twórczość pisarza Huntera Thompsona, serial „Gra o tron”. Jedno pozostawało niezmienne – na żadnej ze stron Millera nie było jego zdjęć. Tajemniczy typ opowiadał nowo poznanym znajomym, że nie lubi rozgłosu, mieszka w krajach bałtyckich, interesuje się historią średniowiecza i zajmuje się tworzeniem gier komputerowych. A potem były mieszkaniec Ermolina nabrał smaku. W końcu nikt nie odebrał mu pragnienia, by zostać pisarzem odnoszącym sukcesy…


„JEGO FANTAZJA NIE MIAŁA GRANIC”

W internecie istnieje kultowy wśród miłośników fantastyki magazyn literacki „DARKER”. To właśnie z nim owocnie współpracował Jermolinski. Poniżej zamieszczamy informacje zaczerpnięte z tego wydawnictwa:

„Kariera twórcza Andrieja Millera rozpoczęła się jesienią 2016 roku – od konkursu „Na zachód od października”, gdzie nieznany nikomu historyk-amator z krótkim opowiadaniem „Lampa Jakuba” zdołał zająć drugie miejsce. To była prawdziwa sensacja. Nawet najbliżsi przyjaciele ledwo mogli sobie wyobrazić, jak wygląda Andrei. Odpowiedzi na wiele zagadek dotyczących tej tajemniczej postaci można było znaleźć, jak to często bywa, w jego twórczości. W ciągu zaledwie kilku lat Andrei, dzięki czystej pracowitości, wyrobił sobie głośne imię jako pisarz.

Publikował w różnych serwisach internetowych. Brał udział w wydaniu almanachu mrocznej fantastyki „Mediann” oraz organizował konkursy „Niekończąca się opowieść”. W maju 2019 roku Andrei zadebiutował w magazynie „DARKER” – w numerze poświęconym uzależnieniom ukazało się jego opowiadanie „Opium dla mormonów”. Zaledwie dwa miesiące później opowiadanie Millera „Bezkarność” ukazało się w jubileuszowym, setnym numerze magazynu – rzadkim dla Andrieja przykładem utworu, którego akcja rozgrywa się w mniej więcej współczesnej rosyjskojęzycznej przestrzeni. W ciągu swojej krótkiej kariery twórczej Andriej opublikował swoje prace w 39 antologiach i czasopismach. Trzy antologie zawierające opowiadania Millera znalazły się na liście nominowanych do nagrody „Mistrzowie horroru”. W 2020 roku Andrei przyznał, że zmęczyły go krótkie formy i chce stopniowo przejść do pisania powieści. Niestety, mroczna fantazja „Straszny wiek”, pomyślana jako trylogia, miała pozostać niedokończona — światło dzienne ujrzała tylko pierwsza część. Podobny los spotkał i inny ambitny projekt: fantastyczny kryminał „Czerwona królowa” liczy zaledwie cztery rozdziały z zapowiadanych siedemnastu.

Jego fantazja nie mieściła się w ramach gatunkowych: w prozie Millera łatwo znaleźć wiele elementów nie tylko u Kinga czy Lovecrafta, ale także u Philipa K. Dicka, Huntera Thompsona czy Ernesta Hemingwaya. A przestrzenie w jego opowiadaniach i nowelach były często opisane tak jaskrawymi barwami, że to, co w nich „mroczne”, nie wydawało się czymś przerażającym ani przytłaczającym…”.


PISARZ NIE OSIĄGNĄŁ SUKCESU

Trudno powiedzieć, jak wysoko na literackie szczyty wspiąłby się ten Hemingway z wielkiej drogi, ale karma Semiona w końcu go dopadła. W dzisiejszych czasach – już po wszystkich pandemiach koronawirusa – Jermolinski złapał COVID. Uciekinier bał się zgłosić do szpitala. Nagle go rozpoznają, zgłoszą, aresztują, a on musi pisać drugi tom fantastycznego dzieła. W sumie Jermolinski-Miller postanowił przebyć chorobę w domu. Ale zaczęły się komplikacje. Najpierw alarm podnieśli czytelnicy i subskrybenci. Pisarz nie pojawiał się w sieci od dwóch tygodni. Potem zaczęła się niepokoić również właścicielka mieszkania, które wynajmował Semion. Lokator zalegał z czynszem, a do tego nie odbierał telefonów! Kobieta przyszła do mieszkania, a tam znalazła zwłoki. Wezwała policję…


FANI STANOWILI POMNIK

Podczas naszych poszukiwań Semiona Ermolinskiego jego mama była wobec nas bardzo negatywnie nastawiona (ale kto by ją za to winił). Kobieta pisała nam nawet złośliwe wiadomości w mediach społecznościowych: „Powodzenia w zdobyciu miliona!”. Ale teraz zgodziła się porozmawiać z Romanem Lyalinem.


- Semion stał się dość znanym pisarzem. Tworzył pod pseudonimem Andriej Miller. Prowadził nawet transmisje na żywo. Zawsze jednak ukrywał swoją twarz. Syn mieszkał sam. Nikt nie wezwał dla niego karetki. Przyczyną śmierci były powikłania związane z COVID-19. Jego płuca uległy całkowitemu zniszczeniu – opowiada Walentyna Jermolinska. - Oficjalną przyczyną śmierci jest niewydolność serca. Jednak patolog ustalił, że Semion nie miał już prawie żadnych płuc.

- A jak policjanci zorientowali się, że Andriej Miller to Semion Jermolinski? Przecież Semion miał fałszywe dokumenty.

– Kiedy policjanci zaczęli przeszukiwać mieszkanie, aby znaleźć dokumenty Semena, byli bardzo zaskoczeni. Syn nie wyrzucił swojego prawdziwego paszportu. Leżał w szafie. To znaczy były tam jakieś nowe dokumenty na nazwisko Miller, ale prawdziwy paszport leżał w tym samym miejscu. W ten sposób cała prawda wyszła na jaw.


- Czy jest pani pewna, że Andriej Miller to Semion? Nie ma żadnej pomyłki?

- Rosyjska policja przeprowadziła badanie DNA. Oddałam swoje próbki. Badanie potwierdziło, że to mój syn.

- Czy utrzymywała pani kontakt z Semionem przez te wszystkie lata?

- Nie! To, co wiadomo jednemu, wiadomo wszystkim. Nawet nie składałam mu życzeń urodzinowych. Z moją krewną zwykle w dniu urodzin Semiona siedziałyśmy w restauracji. A tam zawsze było pełno agentów. No bo nagle mój syn przyjdzie świętować swoje urodziny, tak... Ostatnie lata Semion spędził bardzo produktywnie. Pisał w gatunku fantasy. Ma bardzo wielu subskrybentów. A jego fani zebrali nawet pieniądze na pomnik. Postawiliśmy go na cmentarzu w Petersburgu.

- A czy twój syn przynajmniej okazał skruchę za zabójstwa?

- Cóż, jak to powiedzieć, okazał skruchę. Oczywiście, gdyby można było cofnąć czas, nie postąpiłby tak ponownie…


A CZY JERMOLINSKI NIE ZABIJAŁ DALEJ?

Chociaż Jermolinski nikomu ze swojego nowego otoczenia nie opowiedział o swojej przeszłości, to jednak mimo wszystko poruszał ten temat mimochodem. Oto, co wspomina chłopak, który nazywa siebie „bliskim przyjacielem Millera”:

– Pewnego razu Andriej powiedział mi: „Popełniłem w życiu sporo błędów. A potem zrozumiałem, że swoim przykładem mogę pomóc innym ich uniknąć”.

Ale ogólnie rzecz biorąc, w unikaniu błędów pomaga nam kodeks karny Federacji Rosyjskiej i przykazania Jezusa Chrystusa. A cała ta gadka o skrusze i zapłacie za błędy – to dla biedaków. Gdyby Semion Jermolinski okazał skruchę, nie pisałby fantastycznych opowiadań, ale złożyłby zeznanie i szczere przyznanie się do winy. I tu pojawia się główne pytanie: gdzie jest gwarancja, że zbieg nie kontynuował zabijania w nowym miejscu? Wiemy tylko ze słów jego subskrybentów, że rzekomo tworzył gry komputerowe i dorabiał jako redaktor tekstów. Ale co, jeśli schemat działania uralskiej bandy był kontynuowany również w Mińsku? Wysłaliśmy zapytanie do białoruskich służb bezpieczeństwa: poprosiliśmy o informację, jak dokładnie przeprowadzono dochodzenie w sprawie pobytu Semiona Jermolinskiego w Republice Białorusi. Czekamy na odpowiedź. Możemy jednak przeprowadzić własne dochodzenie.


Opinia mistrza

„Teksty człowieka z zaburzeniami”

Poprosiliśmy pisarza science fiction Siergieja Łukjanenko o ocenę tekstów Jermolinskiego/Millera:

– Nie nazwałbym tych tekstów utalentowanymi. Przypominają one raczej teksty mordercy lub osoby z zaburzeniami psychopatycznymi – z upodobaniem do przemocy, okrucieństwa, śmierci, fizjologicznego realizmu. Cóż można zrobić – pragnienie opowiedzenia czegoś „swojego” mają wszyscy, w tym również przestępcy.

OFICJALNIE

– Pierwszy Wydział ds. Śledztw w Sprawach Szczególnie Ważnych Komitetu Śledczego Służby Federalnej w obwodzie swerdłowskim umorzył postępowanie karne wobec tej osoby z powodu okoliczności uniemożliwiających rehabilitację (w związku ze śmiercią) – poinformował starszy zastępca szefa Komitetu Śledczego w obwodzie swerdłowskim Aleksander Szulga.

#rosja #pravda #morderstwo #literatura

6ae5b2e2-4fbf-4487-af5c-2d6365f6c10a
81381470-327d-4837-91b4-75f4c926dc42
cc51095b-35c6-4515-8ca8-a43383408699
5afd9d95-9e27-4def-8301-c00831bb560e
7e643bc8-4f26-41a1-82b9-87bf04884d93

Zaloguj się aby komentować