Do najnowszego albumu po jednym odsluchaniu jeszcze nie wrocilem, a i tego przesłuchałem tylko 3 razy, przy czym za trzecim zatrzymałem się na tym kawałku i tak go wałkuje od tamtej pory.
Dziwnym rodzajem melomana robię się na starość. Stetryczałym.
Moja ulubiona odsłona rudego walczącego z systemem. i ten riff jak za dawnych czasów. Miodzio.
19 września 1986 roku ukazał się drugi studyjny album thrashmetalowej załogi Megadeth zatytułowany Peace Sells… But Who’s Buying? . Jest on do dnia dzisiejszego moją ulubioną płytą i to on sprawił, że swego czasu zacząłem uczyć się gry na gitarze. Nie jest to nic specjalnie zaskakującego, albowiem pozycja ta naszpikowana jest znakomitymi riffami i solówkami, które powalają na kolana, jak przykładowo w otwierającym Wake Up Dead czy niszczącym znakomitą partią solową Mustaine'a My Last Words. Warto ponadto zwrócić uwagę na kompozycje brzmiące nieco bardziej niepokojąco, jak choćby rozbudowane Good Mourning/Black Friday czy Bad Omen. No i oczywiście należy wspomnieć o Peace Sells, utworze rozpoczynającym się charakterystyczną zagrywką basową, używaną przez jakiś czas przez MTV News.
12 czerwca 1985 roku ukazał się debiutancki album thrash metalowej ekipy Megadeth zatytułowany **Killing is My Business... And Business is Good! **Wkurzony wyrzuceniem z Metalliki Dave Mustaine chciał za wszelką cenę dokopać byłym kumplom z zespołu i powołał do życia Megadeth. Początki kariery nie były jednak łatwe - sam lider zespołu był przez pewien czas bezdomny, wytwórnia zaoferowała na nagrania kwotę raptem 8000 dolarów, a jakby tego było mało, członkowie zespołu nie stronili od narkotyków, na które poszła połowa pieniędzy od Combat. Na dodatek zamiast okładki zaprojektowanej przez Mustaine'a cover zdobiło kiczowate zdjęcie.
Nic dziwnego zatem, że debiutancki album zawiera muzykę surową i zadziorną. Już na tym albumie pojawiają się skomplikowane zagrywki, które zostaną rozwinięte na następnych albumach. Szybkie, pędzące na złamanie karku Rattlehead, utwór tytułowy czy uzbrojony w fenomenalne riffy Last Rites.. Love to Death to thrashowe petardy, które do dnia dzisiejszego się bronią. Praca gitar jak wspomniałem jest fantastyczna, a zdolność Mustaine'a do jednoczesnego śpiewania i grania pokomplikowanych zagrywek robi wrażenie.
@tomwolf dokładnie. Byliby genialni bez jakiegokolwiek wokalu. Tam riffy i solówki gitarowe w zupełności wystarczą. Ten numer muzycznie tej wyśmienity.