#medytacja

20
1265

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

#buddyzm #religie #medytacja Lat temu parę zachciało mi się nauki medytacji. Dowiedziałam się, że w moim mieście znajduje się medytacyjny ośrodek buddystów, a od kogo lepiej medytacji się uczyć jak nie od nich? Dodatkowo koleżanka swego czasu bardzo ich zachwalała, więc weszłam na ich stronę i wyszukałam rozpiskę spotkań. W tamtym czasie, bodajże raz w tygodniu, organizowane były darmowe spotkania dla świeżaków, czyli wstęp informacyjny na temat buddyzmu, nauka medytacji i wreszcie sama medytacja. Dla mnie ideolo, bo jestem ciekawska świata i lubię poszerzać horyzonty.

Na miejscu pierwsze mini rozczarowanko, ale ja się czepiam. Mała sala, ludzi multum, ostre światło, siadamy na podłodze na sflaczałych poduszkach. Klapnęłam, nogi skrzyżowane, plecy prosto, jedziemy z tematem. Spotkanie prowadziło dwóch panów, jeden wyższy, drugi niższy rangą. Zaczął ten niższy, ten wyższy miał po wstępie robić AMA aby podzielić się swoim doświadczeniem ze zbłąkanymi owieczkami. Po krótkim dzień dobry przyszło pierwsze większe rozczarowanie, ale ciężko się było wyłamać i w ostrym świetle jarzeniówek lawirować między ludźmi aby opuścić przybytek, szczególnie że cisza była jak makiem zasiał. Tak więc zaczęło się od grubego wstępu pod tytułem jazda po katolicyźmie. Do wiernych się nie zaliczam, ale zarzucenie takim linczem na samym wstępie zostawiło gorzki posmak do końca spotkania. Wiecie, przyszłam się otworzyć na świat, poczuć jedność z wszechświatem, zamiast tego wysłuchiwałam wykładu na temat oni be a my cool. Oczywiście na wstępie dostaliśmy przypomnienie, że jesteśmy tu z ich wielkoduszności za darmo, ale wiecie, hehe, salka kosztuje, jarzeniówki też na wiarę nie świecą, tak więc na wyjściu wypadałoby rzucić drobnym datkiem, co łaska. Wracając do tematu, pojawiły się pierwsze ciekawostki, historia buddyzmu od początku do czasów obecnych wraz z małymi dygresjami (katolicy be my cool). Już od dłuższego czasu siedziałam na zmianę zgarbiona, pół leżąca, wyprostowana, ciało nienawykłe do siedzenia na ziemi podczas wykładów zaczynało krzyczeć w różnych miejscach. Przyszła i pora na reklamę. Jak wiadomo nikt nie lubi produkować się za darmo, to kupcie, tutej mamy taki śpiewniczek, figurkę buddy do łapania kurzu na półce (nie wzięłam bo już mam), i coś tam jeszcze. Znowu zarys historyczny, ale już ciężko było się skupić bo minęła chyba godzina w niewygodnych pozycjach, oczy wypalone, a ja chciałam tylko pomedytować dla odprężenia. (kupcie śpiewniczek) Z odrętwienia wyrwało mnie poruszenie i nadzieja, że w końcu będziemy medytować. Niestety, kolejny gwóźdź programu. AMA z guru przenajwyższym. O ile maniera poprzedniego wydawała mi się lekko bezczelna, o tyle u tego, być może dlatego bo prowadził rozmowy z przybyłymi, wydała mi się jeszcze gorsza. Jeśli komuś się wydaje, że to katoliccy księża odwracają kota ogonem i robią was w bambuko odpowiadając na inne pytanie niż zadaliście, to byście się zdziwili xd Przy okazji warto kupić śpiewnik, bo inaczej to krucho z medytacją. Wezmę 50 aby podeprzeć zbolałe plecy. Pierwsi odważni zaczęli się nieśmiało przesuwać po podłodze w stronę drzwi. Z mojej pozycji patrzyłam na nich z utęsknieniem. Ziomek trajkotał jak baby przed pasami, a z każdym słowem rosło jego samouwielbienie.

Ale oto i przyszła chwila na którą wszyscy czekali. Nauka medytacji oraz medytacja we własnej osobie. Co prawda na początku nie mogłam się jej doczekać, ale to był już moment wymęczenia fizycznego i psychicznego, w którym chciałam odbębnić i się ewakuować.

Jeśli chodzi o naukę medytacji to, moi drodzy, najważniejsze aby kupić śpiewniczek, bo będziemy śpiewać, więc warto znać słowa. Poza tym to każdy medytuje w takiej pozycji jakiej mu wygodnie (dla mnie już taka nie istniała), no i mamy się starać zrelaksować. 2 min. Tyle zajęła nauka a ja wciąż nie wiedziałam nic czego nie wiedziałam wcześniej, poza tym że trzeba kupić śpiewnik.

Zaczynamy, część wtajemniczona (ze śpiewnikami) śpiewa, ja wracam do pozycji początkowej ale tylko na chwilę bo ciało zesztywniałe. 15 min i dzięki, było miło, kupcie śpiewniczek i zostawcie dobrowolny datek przy wyjściu. Widzimy się za tydzień (chyba śnisz).

Tłum zaczął się leniwie przemieszczać w kierunku wyjścia, nie tylko ja wyglądałam na wyjętą z maszyny tortur. Przy wyjściu stał uśmiechnięty pan z tacą i niczym ubogi podsuwał ją wychodzącym pod nos. Jako że byłam bez gotówki, zwiesiłam pokornie głowę i zwinnie ewakuowałam się starając nie zwracać na siebie uwagi.

Czy planuję wrócić? Nie. Czy byłam rozczarowana? Tak.

Do podzielenia się tą historią zainspirował mnie jeden z wpisów. Trochę lat już minęło, może coś się tam zmieniło, nie wiem. W każdym razie był to jeden z dni, w które moja wizja świata jadącego na różowym jednorożcu się posypała, może to i lepiej.

dc9d9ef5-4a97-4bbc-a202-5edadbf9cb50

Też byłam kiedyś na wykładzie Lamy Ole Nydahl w Wawie i byłam trochę zniesmaczona jego komercjalizacją :P ale oni przekonywali, że w przeciwieństwie do katolicyzmu gdzie pieniądze są „złe”, oni afirmują sobie bogactwo i je dzięki temu dostają :D Czytałam też ze deie jego książki, były całkiem spoko. Miałam w pracy kolegów buddystów i byłam zafascynowana ich pozytywną energią i podejsciem do życia. Myślałam że to właśnie z buddyzmu wynika :) Nawet rozstawali się z dziewczynami w super pozytywnej atmosferze i pozostawali potem przyjaciółmi, mindblown :P byłam raz czy dwa na medytacjach w gdańskim ośrodku i tam było bardzo pozytywnie, dużo pogaduch przed i po, bardzo pozytywni ludzie. Samej medytacji nie pamiętam za bardzo, bo to było z 10 lat temu :D pewnie bym poszła w to głębiej, gdyby właśnie Lama Ole nie zraził mnie swoim skokiem na hajs :D

@ratty i tak się żyje na tej wsi 🤡 Ja po tym czasie zaczęłam się wgłębiać w medytację na własną rękę i dobrze na tym wyszłam Ale też nie chcę demonizować całego buddyzmu bo to co doświadczyłam to tylko mikro wycinek całości, no i te negatywne informacje zazwyczaj są lepiej zapamiętywane i bardziej nagłaśniane Zresztą, gdyby wszystko przebiegło tak jak miałam nadzieję to też raczej bym się tym nie dzieliła w internetach No bo jak? Byłam kiedyś na medytacji i było tak jak miało być, super 😁

Idea buddyzmu jak i samej medytacji jest spoko. Problemem są niestety ludzie którzy używają tego jako możliwości zarobku lub zyskania władzy nad ludźmi poprzez ich manipulowanie.

Ogólnie tyczy to się nie tylko tych rzeczy, a właściwie wszystkiego. Każda religia opiera się na identycznych założeniach. I nie tylko. Kasa i władza. Gdy te dwie rzeczy się razem spotykają w czymś co ma słuszny cel to wtedy ten cel zmienia diametralnie swój kierunek na oczywiście ten negatywny. Następuje degradacja i nieuchronny upadek. W buddyźmie o tyle jest dobrze że jak następuje korupcja to zachodzi ona punktowo ponieważ nie jest on u nas tak mocno rozpowszechniony. Problem się zaczyna gdy grupa jest spora i dopiero wtedy zaczyna się w niej dziać coś złego. Ty właśnie na taką natrafiłeś.

@Shivaa Doświadczenia z buddyzmem mam i ja. Szkoda, że w moim mieście nie ma sanghi zen, na pewno bym praktykował. Kiedyś w Łodzi próbowała się tworzyć grupa zen i zamiast wpuszczać na spotkanie ludzi z polecenia znajomych, to rozwiesili plakaty, że medytacje, że każdy może przyjść, wstęp wolny. Dość naiwne podejście, bo oczywiście przyszły chłopaki z Młodzieży Wszechpolskiej i była imba. Wyproszeni z mieszkania, bo to w mieszkaniu było, najpierw chórem odmówili pacierz pod drzwiami, a potem rzucali czymś w okna tego mieszkania.

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

#niewiemjaktootagowac #psychologia #medytacja

Gdzieś słyszałem, że dla układu nerwowego, bardzo korzystne jest wykonywanie czynności powoli a że mam tendencje to zapieprzania, to dziś w górach, celowo szedłem wręcz absurdalnie wolno - przynaj jak na moje standardy. Skupiałem się na odgłosach kroków na śniegu, na oddechu, starałem się uwolnić głowę od głupich, nachalnych myśli. Trochę taka chodzona medytacja. Przyspieszyłem tylko, gdy mijałem tlumy, aby po kilku minutach znów zwolnić. Muszę przyznać, że jestem teraz wyjątkowo wyluzowany i takie wyciszenie chyba działa. Polecam. Będę nad tym pracował.

e4a6a2c5-8a66-4594-a6ed-5b26ee930a9e
Lubiepatrzec userbar

@Lubiepatrzec Pracuj nad tym. W końcu osiągniesz ideał. Czyli będziesz STAŁ* zamiast chodzić. Ale za to będziesz miał w głowie totalny spokój.

* stąd się wzięła nazwa STOIcyzmu.

Zaloguj się aby komentować