Powiedzmy, że dostajecie propozycję pracy która podwoi wasze aktualne wynagrodzenie. Przez pierwsze pół roku macie wprowadzenie do projektu, szkolenia z matmy, dsp, awioniki itp. Potem praca, ale będzie ona dotyczyła rozwijania uzbrojonego drona wojskowego, który autonomicznie podejmuje decyzję o tym czy kogoś zabić czy nie. Zdecydowalibyście się na taką pracę?
@tmg Kurde, właśnie tego się obawiam - że wejdziemy na nowy poziom zabijania. Jak by to powiedzieć, następuje dehumanizacja wojny. Nie staje się już oko w oko z przeciwnikiem. Zabijanie staje się kliknięciem w komputer. To w sensie dosłownym maszyna do mielenia ludzi za którą nikt nie zapłaci wyrzutami sumienia - ani żołnierze ani społeczeństwa - bo nie ma tego kosztu. Poza programistami może ( @Wannasauna @pawel-mikolajuw-rak-krol-albanii )
@inskpektor od dawna tak jest, artyleria to czym się różni, albo rakiety naprowadzające? bardziej zdehumanizowane jest likwidowanie ludzi przy pomocy dronów, czy siekier?
@pawel-mikolajuw-rak-krol-albanii No nie wiem. Przy artylerii faktycznie nie widać bezpośrednio efektów działań, ale jednak to człowiek wybiera cel i naciska spust. Jest intencja, jest sprawczość. Przy autonomicznym dronie to on wybiera cel i decyduje o zabiciu delikwenta.
W odcinkach „O co w tym chodziło?” będę omawiał różne słynne powiedzenia i wsadzał w kontekst, od którego nierzadko bardzo daleko funkcjonują.
Zaczynamy od Sokratesa który jest trochę jak… Leo Messi. Niezależnie co gra obecnie, świat ciągle widzi w nim ikonę futbolu, podobnie niezależnie od merytorycznego wkładu Sokrates ma murowane miejsce we wszystkich „TOP” filozofów wszechczasów. Nierzadko uchodzi przy tym za symbol sceptycznego naukowca i przejawem takiej postawy miałoby być właśnie słynne „Wiem, że nic nie wiem”. Ale z tym jest pewien problem… zapraszam więc do słuchania
Привіт! Jako, że mamy tu tworzyć normalną alternatywę dla Wykopu na którą nie wstyd zaglądać to postanowiłem, że się przyłączę ze swoim contentem.
Od 2017 roku prowadzę blog „Filozofia dla januszy” o filozofii i humanistyce… dla januszy właśnie. Dinozaury mogą kojarzyć moje wpisy na Wykopie, tam zresztą zaczynałem. Od kilku tygodni zacząłem nagrywać podcast. Pierwsza seria czyli „Alfabet rozkmin codziennych” poświęcona jest alfabetycznie wymienionym zjawiskom dnia codziennego poddanym spojrzeniu przez pryzmat humanistyki właśnie.
Dzisiaj w „Alfabecie rozkmin codziennych” temat który już mi kiedyś chodził po głowie, ale uznałem, że odgrzebałbym skamielinę sprzed kilkunastu lat. Tymczasem niedawna afera pokazała, że coachowie od banałów motywacyjnych i poszerzenia strefy komfortu dalej mają setki tysięcy fanów w social mediach i są istotną częścią współczesnej codzienności. Tak więc dzisiaj o tym co mają wspólnego coaching i pozornie podobna do niego filozofia oraz o tym dlaczego ta druga jest o niebo lepsza
@loginnahejto.pl doszedlem do arystotelesa i przerwalem. Skupiles sie na gosciu bo zrobil szum a Ty zalozyles, ze jak popularny to z czegos musial sie wybic.
Dzejkob magik sie wybil swoimi rozkminami. Slyszalem jedna i to nie dla mnie. Ale wlasnie fenomen tego wybicia sie polegal na trafieniu w nisze potrzeb. Ludzie chcieli uslyszec jak ktos popularny prostymi slowami mowi jakie sa roznice w zachowaniach miedzy pokoleniem mlodych a urodzonych w latalch do 95 roku. Jak sie powinno traktowac matke babke siostre dziewczyne. Boom sprzedalo sie. Tu nie ma zadnej filozofii. Poza tym z tego co pamietam zawsze mial na profilu coaching