@bscoop szacun za tak merytoryczną odpowiedź, bardzo mnie cieszy, że wreszcie można z kimś pogadać na takim poziomie 🙂
Genialnie to rozpisałeś, masz absolutną rację z tym podziałem na techno "przed i po 1991" i dorzuceniem do tego EBM-u.
Kluby we Frankfurcie i tamtejsza scena mocno czerpały z Front 242 czy Nitzer Ebb, stąd brał się ten surowy, wręcz "wojskowy rygor" który potem połączył się z kwasami z Chicago i kosmicznym Detroit.
To prawda, że niemieckie podejście zabrało techno trochę tej pierwotnej, detroitowej "duszy" i przestrzeni na rzecz hipnotycznego, zapętlonego rygoru (ten nieszczęsny, stereotypowy "hook dla Kowalskiego" jak to nazwałeś) ale to właśnie ta zmiana pozwoliła na totalną rewolucję w sound designie.
Nawet samo Detroit (jak Underground Resistance czy potem Jeff Mills solo) musiało podkręcić tempo i agresję, żeby nadążyć za zmianami na europejskiej scenie.
Co do UK Bleep - pełna zgoda. To było czyste nieskażone komercją przeniesienie techno na europejską scenę, z którego potem rozwinął się eksperymentalny IDM i wczesne ambient techno od Warp Records (Aphex Twin, Autechre).
Moim zdaniem wizerunek techno mocno zepsuły późniejsze, komercyjne projekty typu euro-dance, hard-dance czy hands up z lat 90. typu Scooter czy Brooklyn Bounce.
Niemieccy producenci komercyjni zauważyli wtedy, że na elektronice można zarobić miliony i zaczęli masowo pchać to do radia, TV i na wielkie dyskoteki, a media niesłusznie wrzuciły wszystko do jednego worka z napisem "techno". Podobnie było m.in. w Holandii i Belgii.
W UK z kolei ten mocny bit i proste melodie zaczęto nazywać hard house, a potem prześmiewczo "stupid house". (Nie wiem bo nie zagłębiałem się w to jak to wyglądało w innych krajach)
Kiedy to dotarło do Polski, narodziła się cała ta era "vixy" białych rękawiczek i gwizdków - początki Manieczek, a potem pierwsze festiwale Sunrise.
Ludzie potocznie mówili na to "techno" i "techniawki" (co z perspektywy czasu było niezłym wstydem, hehe).
Dopiero z czasem zaczęto to przemianowywać na trance, bo ludziom pewnie znudził się już ten stupid-house'owy i vixowy klimat.
Ale to właśnie to zjawisko zepsuło wizerunek gatunku w oczach masowego odbiorcy, choć z prawdziwym techno z Detroit nie miało to już nic wspólnego.
Co najciekawsze, dzisiaj po około 30 latach, mamy powtórkę z rozrywki.
To, co teraz masowo nazywa się "hard techno" to w zasadzie stary hardcore, gabber i rave zmiksowany z szybkimi, prostymi melodiami wpadającymi w ucho (czyli taki neorave / neogabber).
Z kolei w wolniejszych tempach media też błędnie wciskają metkę "techno" rzeczom, które są zwykłym dancem z prostą melodią, w Niemczech prześmiewczo nazywa się to wręcz "szlagier techno". Ogólnie: TikTok techno i business techno robione pod wielkie festiwale.
To samo dzieje się w house - moda na slap house sprawiła, że ludzie nazywają to deep housem "bo takie nazwy się sprzedają" z którym ta muzyka nie ma kompletnie nic wspólnego. Oj dużo by o tym pisać wszystkim...
Ale się rozpisałem, hehe.
Wracając jednak do Twojego komentarza - jeśli o to chodzi, to pełna zgoda. Super pogadać z kimś, kto tak szeroko widzi tę ewolucję i rozumie, że to nie była "zwykła rąbanka", tylko potężne krzyżowanie się gatunków na przełomie dekad 🙂
Piszę sobie też powoli m.in. o historii techno i house'u od samych początków i o tym, jak ja to widzę.
To będzie wersja w skrócie, bo nie chcę pisać książki (pewnie i tak pominę wiele rzeczy) ale i tak pewnie wyjdzie z tego kilkanaście części.
Jak coś tam źle napiszę, to będziesz mnie poprawiał i najwyżej to dopracujemy, hehe 😉 Ale to za jakiś czas, bo wcześniej planuję wrzucić tutaj inne rzeczy, które powoli kończę.