3 ulubione utwory - Eroll, Son Of The Blue Sky, Beniamin
Drugi album z mojego polskiego top 3. Debiutancki album Wilków to chyba najbardziej sentymentalny album jaki przesłuchałem kiedykolwiek. Słuchając go znowu jestem dzieciakiem. Znowu widzę braci przygotowujących się do zlotu indiańskiego. Znów czuję zapach tytoniu prosto z fajki. Znów jestem w swoich najbardziej beztroskich latach, gdzie nic mnie nie martwiło.
4,5* to tak na lekko. Myślę, że za 200-300 albumów i tutaj pojawi się 5*, bo na pewno przewinie się jeszcze nie jeden raz w tym roku.
Album nr 13: Touch & Go - I Find You Very Attractive
Ocena ogólna: 42,00% (2*)
3 ulubione utwory - Tango in Harlem, Would You...?, Mein Freund Harvey
Ale kaszana, po co ja sobie przypominałem ten album. Nie żebym wcześniej go nie ocenił wyżej ( ͡° ͜ʖ ͡°)
W skrócie ten album to: dmucham w trąbkę i ona pierdzi.
Poza kultowym "Would You", które było przedmuchane (hehe) swego czasu tu i tam, ten album oferuje jeszcze całkiem niezłe Tango in Harlem (żona miała polewkę jak pląsałem do tego xD), a poza tym - nic ciekawego.
3 ulubione utwory - Eat The Rich, Get a Grip, Cryin
Mam bardzo duży sentyment do tego albumu i pewnie dlatego go tak wysoko oceniłem. Nie mniej jednak - uważam, że to super album. W sumie nie ma co się dziwić temu, że ten album sprzedawał się najlepiej wśród całej dyskografii Aerosmith, bo jest tu coś dla fanów metalowego łojenia (jak np. zespół Coma ( ͡° ͜ʖ ͡°)) i zarówno dla tych, którzy wolą coś znacznie lżejszego (np. zespół Coma ( ͡° ͜ʖ ͡°)).
4,5* to być może za wysoka ocena, ale w końcu to moja własna ocena, a nie Rolling Stone czy coś.
@skorpion ten zespół to był bohaterem anegdoty - i myślałem, że ten zespół nie istnieje w rzeczywistości.
Wykładowca opowiadał, że tam na jakieś wsi czy tam miasteczku, jeszcze za komuny, miał wystąpić jakiś zespół ludowy.
3 dni przed dożynkami okazało się, że zespół ludowy nie wystąpi. W związku z tym rozpoczęły się gorączkowe poszukiwania zespołu. W miejscowym MDK była kapela Przejebane i z nimi zaczął wójt czy ktoś tam z gminy/miasta zaczął ich namawiać na występ na dożynkach z tym, że kazali im na występ zmienić nazwę. Bo dzieci, partyjni dygnitarze i lokalny ksiądz. Wicie, rozumicie. Wystąpili więc jako zespół - Nie jest dobrze. W tym momencie wykładowca oddaje nam wyniki kolokwium i mówi
3 ulubione utwory - Ale Feeling, Lucy, A gdyby tak
Tego albumu chyba też mało kto by się tu spodziewał. ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Ale feeling, ale jazz. No musze przyznać, że miałem lepszy feeling słuchając tego albumu niż niejednego "kultowego".
Ludzie znają inny, niewymieniony przeze mnie kawałek - "Bananowy Song". Męczony do porzygu w złotych przebojach i innych dziwnych stacjach. Ludzie, którzy to puszczają w radio zamiast chociażby "Lucy" powinni dostać w pysk. Wstyd!
Album nr 9: Big Cyc - Pierwsza komunia, Drugie śniadanie, Trzecia Rzeczpospolita
Ocena ogólna: 52,50% (2.5*)
3 ulubione utwory - Zbyszek Kieliszek i koleżanka Szklanka, Twoja niemoc rodzi przemoc, Tylko Mamona
Ależ się męczyłem wczoraj słuchając tego albumu. "Z gitarą..." było już takim sobie albumem, ale "Pierwsza komunia" to już totalny zwrot w stronę... no właśnie. O ile "Zbyszek" to typowy Big Cycowy humor i przede wszystkim za⁎⁎⁎⁎ście zagrany kawałek, o tyle patrząc na resztę albumu jest po prostu gorzej niż średnio. Utwór "Guma" po prostu mnie przerasta. Dałem mu 2,5* chyba tylko ze względu na sentyment. A im dalej w dyskografię tym jest gorzej (nowsze albumy też raczej wezmę na tapet, bo są tam fajne utwory jak chociażby "Antoni wzywa do broni"). Może jutro przesłucham sobie coś starszego. Bo przede mną jeszcze trzy najważniejsze albumy z ich dyskografii.
2,5* to w mojej opinii zasłużona ocena. Mogło być gorzej.
Album nr 8: Budgie - Never Turn Your Back on a Friend
Ocena ogólna: 88,89% (4.5*)
3 ulubione utwory - You're the Biggest Thing Since Powdered Milk, Breadfan, Parents
Ależ ten album żre. Ależ mi się go dobrze słuchało. Gdyby nie miałkie "Riding My Nightmare" - ten album byłby perfekcyjny.
Głównie przez ten utwór album nie zasłużył na 5*.
Coś czuję, że za te 200-300 albumów będę musiał zmienić ocenę i tak, zarówno tu jak i przy Paranoid - 4.5* brzmi jak ocena zbyt niska w obu przypadkach. A wiem co mnie czeka dalej.
Cultes des Ghoules poszło najprawdopodobniej do piachu, ale mamy Sodality, całkiem zgrabnego pogrobowca z równie zatęchłym klimatem i tym samym panem na wokalu.