Zakochałam się w kolesiu z którym luźno się spotykałam (chociaż nigdy nie było powiedziane ze to znajomość bez zobowiązań). Czując ze złapałam feelsy chciałam zerwać znajomość bo z jego strony nie czułam podobnej chemii. Przy zerwaniu jednak powiedzial ze nie chce końca choć nie powiedział wprost ze czuje to samo. Ja byłam klarowna w tym co czuje i ze mnie takie luźne spotkania na chacie raz na tydzień już nie jaraja. Oczywiście uległam. Minęło kilka dni a ja nie widzę zbytnio zmiany w jego podejściu a wręcz wiekszy dystans. Olać sprawę? Po co mi kadzil jak chciałam kończyć? Dodam ze typ był typowym fuck boyem jak się spotkaliśmy, nie przeszkadzało mi to bo mieliśmy dobre flow i na luzie podchodziłam do sprawy. Jednak jak uczucia wchodzą na ring to podejście się trochę zmienia. Wiem ze to nie miłość, znamy się 3 miechy ale zauroczenie mocno, wolałabym mieć spokój a nie zmartwienie. Mam opcje teraz wyjazdu na kilka tyg co byłoby dobra okazja do leczonka. Dziekuje z góry za wszystkie opinie