
W podkijowskiej miejscowości Petropawliwska Borszczahówka doszło do protestów wokół budynku powiązanego z jednostką Azow, który według relacji miał służyć jako miejsce przetrzymywania zmobilizowanych żołnierzy i dezerterów.
Rodziny i demonstranci twierdzili, że w budynku przetrzymywano nawet około 40 osób, które miały być bite, pozbawiane kontaktu z bliskimi i odpowiedniej pomocy medycznej. Pojawiły się też początkowo informacje o śmierci jednej osoby, ale policja je zdementowała.
Na miejsce przyjechała prywatna karetka, której personel początkowo nie został wpuszczony. Później lekarka wraz z policjantem weszła do środka i oceniła, że przebywa tam około 25–30 osób, z czego cztery wymagają hospitalizacji. W mediach pojawiły się nagrania mężczyzn z widocznymi obrażeniami.
Protestujący próbowali sforsować bramę, a osoby znajdujące się na terenie obiektu miały użyć wobec tłumu gazu. Później doszło do kolejnych starć, w których ranni mieli zostać także dziennikarze.
Dowódca Gwardii Narodowej Ołeksandr Piwnenko przyjechał na miejsce i stwierdził, że obiekt był jedynie tymczasowym punktem zakwaterowania i przetwarzania zmobilizowanych żołnierzy przed wysłaniem ich na szkolenie. Powiedział, że czterech hospitalizowanych mężczyzn wcześniej zatrzymano po dezercji.
Azow potwierdził, że obiekt należał do jednej z jego jednostek i że czterech żołnierzy odniosło obrażenia, ale zaprzeczył systemowemu znęcaniu się. Zapowiedział działania, jeśli śledztwo potwierdzi bezprawną przemoc.
Na miejsce przyjechał również Kyryło Budanow, szef kancelarii Zełenskiego. Przyznał, że w Ukrainie istnieją inne podobne obiekty i zapowiedział zbadanie sposobu ich funkcjonowania.
Próba wywiezienia pozostałych żołnierzy doprowadziła do kolejnej eskalacji. Protestujący blokowali autobus, a według relacji próbowali go przewrócić. Budanow twierdził, że 14 osób miało zostać przewiezionych do szpitala i apelował o rozejście się tłumu.
Ministerstwo Spraw Wewnętrznych Ukrainy ogłosiło formalne śledztwo. W sprawę zaangażowano Państwowe Biuro Śledcze oraz biuro wojskowego rzecznika praw człowieka.
Tekst łączy tę sprawę z wcześniejszymi zarzutami dotyczącymi tajnych miejsc przetrzymywania i tortur w Ukrainie. Przypomina raport Amnesty International i Human Rights Watch z 2016 r., opisujący tajne areszty SBU i przypadki przemocy wobec zatrzymanych.
Sprawa pojawia się także na tle kontrowersji wokół przymusowej mobilizacji i rosnącej liczby dezercji. W październiku ukraiński deputowany Ołeksandr Fedijenko szacował, że swoje jednostki mogło opuścić nawet około 500 tys. żołnierzy, zaznaczając jednak, że dokładna liczba nie jest znana.
#wiadomosciswiat #wojna #ukraina


