Wizyta u psycholożki to nie jest terapia


Na początku przegląd tygodnia to powiedziałem, że miałem spotkanie z trans dziewczyną i byłem na speed friending. Ogólnie miło. Bardzo widać po mnie reakcje bo mówiąc o tym byłem pozywtny a o studiach wkurzenie. Fajnie, że próbuje nowych rzeczy, zdobywam doświadczenia.


Gdy powiedziałem, że fajnie jak trans dziewczyna traktuje mnie jak człowieka i w ogóle takie są super. To mnie prostuje, że tylko jedną poznałem i nie wszyscy są tacy sami. Na mnie to robi wrażenie bo przez całe życie trochę kobiet się przewinęło to nie mam żadnych pozytywnych doświadczeń z kobietami.



Tak myśląc, że za 80 lat to bym powiedział sobie by poszedł po sznur lub paskiem od spodni o klamkę. Bo nic się nie poprawia, czuję, że cofam się w rozwoju. Każde moje staranie kończy się porażką, szydzeniem ze mnie. 



Próbowała ze mnie wydobyć bym coś pozywtnego powiedział o studiach, ale nie jestem w stanie. Jedyne pozytywne to, że zobaczyłem Mazury z osobą z studiów a sam bym nie pojechał. Ewentualnie dłuższy urlop na UOP. Nie widzę by zawodowo coś się poprawiło, zdobyłem wiedzę, umiejętności networking. Nic z tego nie zauważyłem. Dobrą moją stroną jest determinacja, sumienność, a ja wypełniałem obowiązki i tyle.


Mam wrażenie, że niektóre rzeczy łapie, niektóre nie bo mówiła bym się zaangażował w koło naukowe a wspomniałem o tym to zacząłem tłumaczyć, że jestem tam jedną z najbardziej zaangażowanych osób, ale to nic nie daje to nie chce mi się w tym roku brać udziału w konferencji związanej z moim tematem pracy. Chcę tylko zaliczyć i mieć spokój.



Myśl na dziś:

Neguje siebie, stawiam wysokie wymagania. Wiem o tym, ale nie wiem jak z tym pracować.

Zawsze jest szansa, że coś pozywtnego się wydarzy. Jest możliwe, mimo, że wcześniej niemożliwe. np mówiłem, że nie mam szans na relacje a byłem na  friending i udało się pogadać spędzić miło czas. Dać sobie szanse i nadzieje.


Nie potrafię uwierzyć jak te psychologiczne mumbo jumbo pomaga innym skoro są to ogólniki i kocopoły. Ludzie płacą po 400zł za wizytę. Kobiety to chociaż się nasłuchają, że wszystko co złe w ich życiu to wina patriarchatu, toksycznych rodziców.

#psychologia

Komentarze (32)

@Dudleus trans dziewczyna, czyli pani z siusiakiem, czy pan bez? Bo nie jestem zaznajomiony z terminologią.


A poza tym to powodzenia - przerabiałem na studiach 2 semestry psychologii i pamiętam, że 2 rzeczy są istotne: przełamać się i trafić na "kompatybilnego" psychologa.

@Dudleus o toksycznych rodzicach, to się nasłuchają nie tylko kobiety a patriarchat to gówno także dla facetów, bo nas nierzadko wbija w role do których się nie nadajemy, albo nie chcemy w nich być.

Nie znam Cię i nie znam też Twojej terapeutki, więc trudno mi mówić czy gada jedynie kocopoły. Wiem, że zdarzają się przypadki kiedy tak jest. Sam raz byłem u takiej, która tylko głową kiwała i słuchała, więc bywa różnie. Ja wiem, że to trochę zabrzmi jak pierdolenie kołcza ale na terpię trzeba się otworzyć. Jak się przyjmie postawię negacji, albo stawiani okoniem, to najlepszy terapeuta z tysiącem sukcesów i kilkoma dyplomami nic nie pomoże. Niestety, ale terapia polega na budowaniu relacji z terapeutą i w większej części na pracy Twojej a nie pani terapeutki. Natomiast wszystko to, co teraz mówisz i czujesz jest jak najbardziej spoko. Z sesji terapeutycznej nie raz się wraca wkurzonym, zrezygnowanym albo zobojętniałym. Moja terapeutka powiedziała kiedyś, że jakbym za każdym razem wychodził od niej zadowolony i byłbym nią zachwycony, to by znaczyło, że coś idzie nie tak.

Jest więc OK. Zrobiłeś kolejny krok. To też banał, ale ważny banał, że nie olałeś sprawy. Poszedłeś, pogadałeś, masz jakieś odczucia z tym związane. Gituwa.

@Dudleus 

Nie potrafię uwierzyć jak te psychologiczne mumbo jumbo pomaga innym skoro są to ogólniki i kocopoły.

Auto słabo jedzie, co nie jest problemem samym w sobie, tylko jego skutkiem. Problemem może być przerwane połączenie między przewodem a pinem we wtyczce, ale bez ogólnika typu "poruszaj przewodami" lub żmudnego "sprawdź przejścia we wiązce" może nie udać się rozwiązać problem, bo poruszenie przewodu między czujnikiem a wiązką przy wymianie czujnika chwilowo pomaga i zbija mechanika z tropu. Pomaga też zrestartowanie komputera, bo ten uczy się odbierać właściwy sygnał z czujników. Kwestia naszego podejścia - czy będziemy próbować takich trywialnych rad, w poszukiwaniu problemu i rozwiązaniu go, czy skupimy się na nudnej, długiej diagnostyce i analizie otrzymywanych wyników. Tak samo jest w przypadku człowieka, jego problemy w dorosłym życiu mogą pochodzić z różnych czynników i trzeba albo próbować odszukać i rozwiązać problem, albo można przeanalizować całe dzieciństwo, dorosłe życie, uwarunkowania genetyczne, obecny stan zdrowotny i zebrać to wszystko by to usystematyzować. Obie ścieżki, prowadzone właściwie, dadzą rezultat, jednak w tej pierwszej mamy szanse na szybsze rozwiązanie problemu. Słuchając kilkuset różnych podcastów na temat różnych problemów które mogę mieć, trafiłem na dwa, które mnie totalnie poruszyły i opisały mój problem. Teraz mogę skupić się na ich rozwiązywaniu albo przedstawieniu ich psychoterapeucie. To chyba dużo lepszy stan, niż dalsze tkwienie w skutkach problemu.

@aarahon tylko wszyscy poza psycholożką są w stanie od razu powiedzieć mi jakie mam choroby psychiczne i złe schematy myślowe tak bardzo po mnie widać. Ja mam problemy w każdej dziedzinie z niczym sobie nie radzę, słuchałem podcastów i nie znalazłem dla mnie

@Dudleus ale już chodzisz na spotkania z panią psycholog. Zawsze to jakiś plus. Niestety ale wychodzenie z problemów, które masz, to długotrwały proces nierzadko kilkuletni i wymagający terapii, bywa że leczenia farmakologicznego oraz pracy nad sobą, pracy nad sobą i jeszcze raz pracy nad sobą. Później jeszcze pracy nad wyjściem ze schematów, które albo ktoś ci wtłoczył, albo sam sobie wtłoczyłeś do głowy, o też wymaga czasu. Nic się nie stanie w kilka tygodni czy nawet miesięcy.

@Dudleus ale gdzie ja Ci napisałem, że Ci się czegoś nie chce? Pisałem o pracy nad sobą. Nie bądź cały czas cyniczny, bo serio odechciewa mi się gadać z Tobą a uwierz, że cieszą mnie Twoje małe sukcesy i dobrze Ci życzę.

@WatluszPierwszy jestem przyzwyczajony, że zawsze mi tak piszą bo moje problemy biorą się z niczego nie robienia i tylko nikogo nie słucham. Później będą mi pisać, że nigdy u psychologa nie byłem. Wiem, że potrzebuję lat ciężkiej pracy by normalnie funkcjonować.

@Dudleus i super. Wykonuj tę pracę i rób te małe kroki do przodu. Poza tym świat jest chujowy, niesprawiedliwy a najwięcej mają ci, którzy potrafią drugiemu wydrzeć ostatni kęs pazurami. Tego nie zmienisz. Natomiast możesz zmienić swoje mechanizmy a dzięki temu życie będzie znośne a momentami fajne. Moim zdaniem to już i tak sporo zrobiłeś.

@WatluszPierwszy nic nie zrobiłem, w lato 2024 byłem u psychologa na NFZ na kilku spotkaniach i niczego się nie dowiedziałem

@aarahon na której stronie książki jest o narzekaniu? Ja mam 24 lata, czego w życiu nie zrobię to zawsze wszystko źle, jedyne co mam w życiu to gdzie spać i co jeść, cofam się w rozwoju, podstawowe czynności sprawiają mi trudności, z każdy strony jestem wyśmiewany. Jak nie narzekać i działać chcieć poprawić swój byt?

Chodzę do psycholożki, ćwiczę uśmiechanie i nie poprawia. Robię co mi ludzie każą i stoję w miejscu od gimnazjum.

@Dudleus nie ma samego narzekania, ale da się je odczuć w tym co jest tam napisane. Ale sam przyznałeś - książka nie jest o tobie.

@aarahon kojarzę tylko fragment z rozdziału "Marcin". Nigdy nie czytałem całości xd tam było też, że dudleus jest zero emisyjny, wege a ja jestem nazistą

@Dudleus no właśnie. Słuchaj, narzekasz strasznie, pewnie dlatego że wyolbrzymiasz, jak w tym fragmencie:

Ja mam 24 lata, czego w życiu nie zrobię to zawsze wszystko źle,

a założę się że zrobiłeś dziś wiele rzeczy dobrze, pewnie lepiej niż inni.. Czasem cię tylko emocje ponoszą i przez to podejmujesz gorsze decyzje, a później się nimi przejmujesz. Próbowałeś kiedyś wstać rano, zrobić poranną toaletę, zaścielić łóżko, zrobić przedziałek czy zaczesać włosy i się od siebie odpierdolić? Serio, pomaga. Bo takim myśleniem, że wszystko robisz źle, robisz sobie krzywdę. Możesz niewidzieć, że sam sobie robisz podgórkę czymś, bo tego nie zauważasz, a to jest zależne od ciebie, a nie od twoich chorób. I chyba masz to samo, co ja kiedyś, gdy byłem w twoim wieku. Chodzi o to:

Robię co mi ludzie każą i stoję w miejscu od gimnazjum.

A może powinieneś robić to co ty uważasz za słuszne? Może powinieneś porozmawiać o tym z psychoterapeutą, który zajmuje się takimi sprawami. Pisząc "o tym" mam na myśli nauczenie się trudnej sztuki znajdowania drogi do celu. Dla przykładu - chcesz mieć dziewczynę, czy tam zbudować relacje. Robisz to co ludzie ci mówią i odbijasz się od ściany bo to co mówili nie sprawdziło się w tej konkretnej sytuacji. Powtórzenie schematu nic nie da, oprócz zniechęcenia, zmiana schematu na inny da kolejną, najczęściej nieudaną próbę. Możesz wyćwiczyć się w sztuce podrywu, tylko co ona ci da, skoro będą to narzędzia, których trzeba wiedzieć jak i kiedy użyć. Nauczenie się tej umiejętności odnajdywania drogi do celu jest bardziej wartościowe, pomaga na każdej płaszczyźnie, ale też jest cechą, którą porządają kobiety. A wiesz czemu jej porządają? Bo one wtedy widzą faceta, którego zasobem jest to, co one nazywają prosto - zaradnością - i wiedzą, że jak czegoś będą potrzebować, to on może znaleźć drogę do tego. A prowadzenie kogoś za rękę, to nie jest to co chcą w życiu robić.
Przemyśl sobie to.

@aarahon tak jestem impulsywny. Teraz bardziej nad tym panuję bo w podstawówce przez to często chodziłem do pedagoga i zmieniałem klasy. Że jak odpierdolić? Robię te czynności poza odpierdoleniem. Jedyne w czym robię postępy to gra na keyboardzie, ale nie jest to hobby akceptowalne społecznie. W szkole czy pracy tylko były komentarze, że źle robię, jestem za wolny, nie rozmawiam z innymi a jak się odezwałem do żarty ze mnie bo złego słowa użyłem.

Właśnie jak ja robię to co uważam za słuszne to jestem tylko odludkiem, chorym psychicznie, mam złe myślenie. Nie umiem tego wytłumaczyć, ale każda moja wypowiedź, działanie jest niezrozumiałe dla innych, odbierane negatywnie. Przykład z relacjami, nie mogę się odzywać po swojemu bo przez to tylko mają mnie za psychicznego, incela, nazistę. W rzeczywistości nikomu nigdy krzywdy nie zrobiłem i nie chcę. W zeszłym miesiącu usłyszałem pierwszy raz pozytywny komentarz od dziewczyny na swój temat i była ona trans.
Przez całe życie nie nauczyłem się zaradności.

@Dudleus co do pierwszego akapitu - odpierdolić w takim znaczeniu, żeby przez cały dzień nie myśleć o sobie źle, a ewentualne złe myśli wyganiać. Na przykład żebyś niw pisał w internecie, jak to wszystko robisz źle.


A myślisz że ja się nauczyłem zaradności, bo nawiązywałem relacje i miałem żonę? To jest coś co doskonalisz zawsze, nawet gdy jesteś na poziomie mistrzowskim. To jest cecha której da się wyuczyć, ale trzeba nad tym pracować, a myślenie o sobie jak o kimś kto wszystko zrobi źle bardzo w tym przeszkadza.

@aarahon nie potrafię nie myśleć o sobie źle, pierwszy raz w zeszłym miesiącu usłyszałem coś pozytywnego na mój temat i dziwnie mi z tym. Jak myślałem dobrze to nie było lepiej, systematycznie się pogarsza moje życie aż zacząłem myśleć źle. Lata temu miałem nadzieję, ale już nie mam bo to do niczego nie prowadzi

jak się nauczyć zaradności ? Ja tylko w grze na instrumencie widzę poprawę i nie jest to powiązane z zaradnością. Mówiłem psycholożce, że nie widzę efektów żadnych moich działań, nic się nie poprawia. Pozytywne myślenie, że się uda też nic nie zmienia i nie poprawia. Nikt mnie nie rozumie, nie potrafię tego wytłumaczyć. Wiem, że terapia dzięki ciężkiej pracy odmieni moje życie tylko już miesza mi się w głowie bo miałem iść na każdy możliwy nurt i muszę chcieć a przecież mi się nie chce i nie nauczyłem chcenia. Próbuję na różne sposoby, szukam rozwiązań i efekt zawsze jest ten sam.
Prawie wszyscy do mnie tylko, że narzekam i nic w życiu nie robię, wrzucałem dowody, że coś robię to jest wiecznie nie widoczne i ja tylko narzekam nic nie robię.

@Dudleus i widzisz, znów narzekasz, znów się w złym świetle stawiasz. Musisz przestać. Serio, to ci pomoże, mimo że będzie trudno.

Ja ze swojej terapii chciałem zrezygnować dwukrotnie, bo nie widziałem postępu, bo nie szło nic poza pogadankami. Za to jak już udało się trafić w kłębek, to każde albo co drugie spotkanie było jakoś owocne.

Często u mnie to było omawianie w pewnym sensie autodestrukcyjnych mechanizmów, które później obserwowałem. Z pozytywnym podejściem z wizyt wychodziłem może kilkukrotnie, bo większość miała efekt zadumy lub jakiegoś negatywnego zlepka myśli nieokreślonych.

Terapia to proces, a cel obieramy sobie trochę samodzielnie, a trochę kierowanie. Nie musisz przyjmować wszystkiego, co mówi terapeuta, jeśli nie czujesz, że to będzie dobre.

Zaloguj się aby komentować