@Alembik Ja to sobie mogę co najwyżej palcem w bucie poruszać.
Problem jest taki, że w UE rządzi ideologia i tutaj wszystko się zaczyna i kończy. Mówienie oczywistości, że UE odpowiada dziś za jakieś 5–6% globalnych emisji, nie dociera do tych ideologów. Nawet gdyby UE jutro zniknęła z powierzchni Ziemi, globalnego problemu CO₂ to nie rozwiąże.
Nie wnikam już nawet w to, że efekt nawożenia CO₂ faktycznie istnieje i większa ilość CO₂ pomaga części roślin rosnąć szybciej i może zwiększać plony. Oczywiście nie znaczy to, że im więcej CO₂, tym zawsze lepiej, bo dochodzą temperatury, susze itd.
Cały problem polega na tym, że na ETS-ie i całej tej zielonej ideologii zbudowano mechanizm kontroli gospodarki.
I potem masz takie paranoje, że Niemcy wydają pierdyliony euro na „zieloną stal”, która jest droższa od zwykłej. Nikt jej nie będzie masowo kupował, jeżeli tańszą stal może kupić gdzie indziej. Więc co robi UE? Dotacje, cła albo zmuszanie firm do kupowania droższej stali.
Tylko że wtedy europejski produkt też jest droższy = jeszcze mniejsza konkurencyjność = zamykanie fabryk albo przenoszenie produkcji gdzie indziej.
To jest zwykła matematyka.
Chiny są już na takim poziomie, że weszły nawet w produkcję dużych samolotów pasażerskich. Nadal są tutaj za Airbusem i Boeingiem i zależą od części zachodnich technologii, ale lista rzeczy, których Chiny „nie potrafią zrobić”, robi się coraz krótsza.
To samo masz z wodorem.
Tam też pompowane są pierdyliony, a ekonomia jest prosta i nieubłagana: potrzebujesz mniej więcej 1,5–1,7 jednostki energii elektrycznej, żeby uzyskać 1 jednostkę energii w wodorze. A potem masz jeszcze straty na sprężaniu, magazynowaniu, transporcie itd.
Wodór ma sens w konkretnych zastosowaniach przemysłowych, ale robienie z niego jakiegoś cudownego rozwiązania dla całej energetyki jest ekonomicznym absurdem.
Europa potrzebuje przede wszystkim TANIEJ i STABILNEJ energii.
Dlatego ekonomicznie powrót do taniej energii z Rosji ma oczywiście sens, choć politycznie jest to dziś bardzo problematyczne. Przez dziesięciolecia tani rosyjski gaz był jednym z fundamentów konkurencyjności niemieckiego i europejskiego przemysłu.
Docelowo rozwiązaniem powinien być atom, ale zbudowanie całej floty elektrowni atomowych zajmie lata.
Do tego UK powinno maksymalnie wykorzystywać opłacalne zasoby gazu i ropy na Morzu Północnym. Nie każde złoże jest rentowne, ale nadal są tam miliardy baryłek zasobów.
To samo z węglem. Jeżeli konkretna kopalnia jest rentowna i potrzebna do bezpieczeństwa energetycznego, to otwierasz kopalnię. Proste.
Europa musi też inwestować w wydobycie i przetwarzanie surowców krytycznych w Afryce i innych regionach: lit, grafit, nikiel, kobalt, miedź, rare earths itd.
I tutaj też trzeba w końcu zamknąć mordę z ciągłym pouczaniem wszystkich na temat ideologii, LGBT, praw człowieka itd., bo Chiny tego nie robią.
Chiny przychodzą i mówią: macie surowce, my mamy pieniądze, budujemy kopalnię, drogę, port, rafinerię i robimy interes.
A Europa przez 5 lat będzie dyskutowała, czy lokalny rząd spełnia 150 punktów jakiejś strategii ESG.
I potem zdziwienie, że Chiny kontrolują większość światowego przetwarzania surowców potrzebnych do baterii, silników, turbin, sieci itd.
Najlepsze jest jednak to, że Chiny wcale nie robią tego, co Europa.
W 2025 r. uruchomiły ok. 78 GW nowych mocy węglowych. Jednocześnie budują rekordowe ilości solarów, wiatraków, atomu, hydro i magazynów energii.
Czyli robią dokładnie to, czego Europa nie rozumie: OZE TAK, ale z zabezpieczeniem systemu.
Masz węgiel, atom, hydro i gigantyczną sieć jako backup, a potem możesz sobie stawiać milion paneli i wiatraków.
A głupki później wrzucają wykres: „Patrzcie, Chiny mają najwięcej OZE!”.
No mają.
Tylko że jednocześnie budują wszystko inne, żeby im światło nie zgasło, kiedy nie wieje i nie świeci.
Tak długo, jak UE będzie rządzona przez ideologię zamiast ekonomii, matematyki i bezpieczeństwa energetycznego, Europa będzie traciła przemysł, miejsca pracy i konkurencyjność.
Bo z matematyką się nie wygra.