Problem polega na tym, że w USA (w większości przypadków) zawsze było warto zwiedzać tylko okoliczności przyrody czyli m.in. parki narodowe z małymi wyjątkami na kilka muzeów i NY dla poczucia "vibe-u" tego miasta bo faktycznie jest wyjątkowe plus większość wartych uwagi galerii sztuk czy muzeów jest właśnie w Nowym Jorku.
Historia USA? Jakby to powiedzieć nie jest zbyt długa. Kultura? Kultura czego? Imigrantów przyworzących swoją kulturę czy masz na myśli kulturę endemicznych ludzi? Jedzenie? Podaj przykład Amerykańskiego jedzenia.
Nowy Jork - mi się bardzo podobał ale trzeba obniżyć europejskie standardy czystości i zaprzyjaźnić się ze szczurami na stacjach metra
Monterey - fajny kurort dla bogatego WASP
San Diego - cieplejszy kurort dla emerytów
Las Vegas - fajna baza wypadowa na West Coast - wypożyczenie samochodu i trip, obecnie drogo i pusto (a kiedyś możnabyło wyrwać hotel za $30 za dobe)
San Francisco - fajny widok na most i miasto z północnej strony i z dwie miejscówki w mieści (parki hehe) na czilere, już w 2017 roku trzeba było uważać na samochód żeby Ci nic z niego nie ukradli
Los Angeles - centrum miasta to squat, Venice czy Long Beach są brudne i zaniedbane, obecnie nawet niespecjalnie się nadają na rolki na insta żeby sobie fame podbić, warte uwagi jest tylko obserwatorium Griffith
Chiraq (inaczej czikago) - jak sama nazwa wskazuje hehe
D.C. - spoko, powiedzmy, że tutaj można zażyć tej historii
A przyroda? Mordo jednym tchem zaczynając od NY masz "upstate NY" z Catskills, Niagare (co prawda fajniejszy widok jest od strony Kanady ale niech będzie), Grand Canyon, Zion, Monument Valley, Death Valley, Sequoia NP, Yosemite, co prawda już troche zamknięte ale Pacific Highway 1.
A to tylko miejsca w których byłem. Wszystkie zapierały dech w piersi, gdzie jeśli chodzi o miasta to podobne przemyślenia miałem tylko o Nowym Jorku.