Rosyjski tankowiec jak tykająca bomba. Jest wypełniony gazem, alarm na morzu

Uszkodzony rosyjski tankowiec bez załogi i z wielką dziurą po uderzeniu, dryfuje między włoskimi wyspami Lampedusą i Linusą oraz Maltą. Rząd Włoch zwołał nadzwyczajne posiedzenie w jego sprawie i zastanawia się, co z nim zrobić.


Ostatnio tankowiec dryfował 30 mil na wschód od Linosy na wodach międzynarodowych. Wiatr spycha statek w stronę Malty - dotarł już do maltańskiej strefy obserwacyjnej, poszukiwań i akcji ratunkowych (SAR). Włochy deklarują gotowość pomocy Malcie.


Rosyjski tankowiec LNG Arctic Metagaz został uszkodzony na początku tego miesiąca i obecnie dryfuje bez załogi po wodach międzynarodowych Morza Śródziemnego. [...]


#wiadomosciswiat #malta #morzesrodziemne #statek #niebezpieczenstwo #politykazagraniczna #polskieradio24

Polskie Radio 24

Komentarze (8)

@Mr.Mars akurat jeśli chodzi o ładunek LNG, to "ekologicznie" jest on znacznie bezpieczniejszy od ropy. Przyczyni się jakoś tam do dziury ozonowej i jeśli jesteś w pobliżu to może być bum, ale z perspektywy zanieczyszczenia, to w takim okrećie groźniejszy jest sam kadłub i jego bardziej konwencjonalne paliwo, smary itp.

Najlepiej to tego nie dotykać. LNG transportuje się w niskich temperaturach, a ten wrak nie wygląda na taki na którym działa system schładzający. LNG cały czas się podgrzewa i powoli przechodzi w stan lotny, rośnie ciśnienie, a zawory bezpieczeństwa upuszczają nadmiar, kontrolując ciśnienie. Póki zawory są sprawne, to raczej "nie j⁎⁎⁎ie".


Jedyny problem, to taki, że dopóki nie przewentyluje się zbiorników po "wygotowaniu" się gazu, to ten wrak zawsze bedzie niebezpieczny.


Ba, bardziej niebezpieczny jest kiedy w zbiorniku jest już lotny gaz, niż tylko skroplony.


Pewnie poczekaja, aż większość gazu ucieknie, a potem zrobią mu pożegnanie z powierznią, jeśli sam nie zatonie.

@ivaldir problem w tym, że ulatniający się gaz przy zmianie stanu skupienia z ciekłego jest w chuj zimny - także w przypadku dużych instalacji, zwłaszcza zawory, mają kontrolowaną temperaturę - nie pracowałem na tak dużym LNG, ale jestem święcie przekonany że są one (zawory awaryjne i rurki ulotowe za zaworami) w jakiś sposób podgrzewane. Jak ten system padnie (a zapewne już padł), to na 100% w końcu zamarzną i zablokują się zwykłą wilgocią atmosferyczną. A wtedy ciśnienie w zbiorniku zacznie rosnąć aż... się rozszczelni - albo na tyle delikatnie żeby zrobić sobie "naturalny ulot nadmiaru ciśnienia", albo... bardziej widowiskowo.


A drugie najgorsze jest to, że jak ciśnienie w zbiorniku przestanie być regulowane przez zawory robocze i awaryjne, tylko naturalnie zacznie się wyrównywać, to zamiast utrzymywać... nie wiem ile tam może być? 3 bary? 5 barów? to wyrówna się do atmosferycznego. Będzie nadal lustro cieczy które będzie się powoli gotować, nad nim zimny metan w stanie gazowym w ciśnieniu atmosferycznym i zachodzi ryzyko oddychania/mieszania się atmosfery z metanem - a wtedy już BARDZO łatwo o bum. Wbrew pozorom zapłon ulatniającego się gazu może być do pewnego stopnia bezpieczniejszy, jeśli rurka ulotowa jest wystarczająco długa/zabezpieczona, bo temperatura zapobiega zamarzaniu i podgrzewając wywołuje ciągły ulot, zapobiegając "cofkom" tlenu do instalacji.


Wiem, bo widziałem coś takiego na instalacjach naziemnych

LPG widziałem palące się i strażacy tylko zraszali wszystko wodą, czekając aż się gaz wypali.


W LNG widziałem ulot, ale zapłonu nie było - rozerwało na szczęście tylko drugi zawór awaryjny (po to jest), a nie zbiornik i sobie po prostu gaz uciekał przez kilkanaście godzin.

Zaloguj się aby komentować