@ivaldir problem w tym, że ulatniający się gaz przy zmianie stanu skupienia z ciekłego jest w chuj zimny - także w przypadku dużych instalacji, zwłaszcza zawory, mają kontrolowaną temperaturę - nie pracowałem na tak dużym LNG, ale jestem święcie przekonany że są one (zawory awaryjne i rurki ulotowe za zaworami) w jakiś sposób podgrzewane. Jak ten system padnie (a zapewne już padł), to na 100% w końcu zamarzną i zablokują się zwykłą wilgocią atmosferyczną. A wtedy ciśnienie w zbiorniku zacznie rosnąć aż... się rozszczelni - albo na tyle delikatnie żeby zrobić sobie "naturalny ulot nadmiaru ciśnienia", albo... bardziej widowiskowo.
A drugie najgorsze jest to, że jak ciśnienie w zbiorniku przestanie być regulowane przez zawory robocze i awaryjne, tylko naturalnie zacznie się wyrównywać, to zamiast utrzymywać... nie wiem ile tam może być? 3 bary? 5 barów? to wyrówna się do atmosferycznego. Będzie nadal lustro cieczy które będzie się powoli gotować, nad nim zimny metan w stanie gazowym w ciśnieniu atmosferycznym i zachodzi ryzyko oddychania/mieszania się atmosfery z metanem - a wtedy już BARDZO łatwo o bum. Wbrew pozorom zapłon ulatniającego się gazu może być do pewnego stopnia bezpieczniejszy, jeśli rurka ulotowa jest wystarczająco długa/zabezpieczona, bo temperatura zapobiega zamarzaniu i podgrzewając wywołuje ciągły ulot, zapobiegając "cofkom" tlenu do instalacji.
Wiem, bo widziałem coś takiego na instalacjach naziemnych
LPG widziałem palące się i strażacy tylko zraszali wszystko wodą, czekając aż się gaz wypali.
W LNG widziałem ulot, ale zapłonu nie było - rozerwało na szczęście tylko drugi zawór awaryjny (po to jest), a nie zbiornik i sobie po prostu gaz uciekał przez kilkanaście godzin.