Rosja podstępem zmusza Hindusów do udziału w wojnie przeciwko Ukrainie

Przybysze z Indii mają nadzieję na pracę w firmach ochroniarskich, a tymczasem są wysyłani na ukraiński front.

W ubiegłym miesiącu indyjskie służby bezpieczeństwa informowały o odkryciu „sieci agentów" zaangażowanych w handel ludźmi. Według ich ustaleń, mieli oferować młodym mężczyznom z biednych wiosek rybackich dobrze płatną pracę w Rosji...
Nieświadomi zagrożenia Hindusi, przekonani, że zgadzają się na pracę ochroniarzy, byli po przyjeździe do Rosji pozbawiani telefonów i paszportów. Następnie dawano im do podpisania umowy przygotowane w języku rosyjskim, którego żaden nie znał. Podpisując je, mężczyźni nie wiedzieli, do czego dokładnie się zobowiązują. Szybko okazywało się, że zakres obowiązków i warunki zatrudnienia bardzo różnią się od tych, które obiecywano im na początku. Zamiast do firm ochroniarskich, trafiali prosto w szeregi rosyjskiej armii.

Zdaniem indyjskich mediów kontrakt z rosyjskim ministerstwem obrony mogło w ten sposób podpisać nawet 100 obywateli Indii.

Dziennikarze BBC dotarli w ubiegłym tygodniu do dwóch Hindusów, którym udało się wrócić w Ukrainy do ojczyzny. 23-letni David Muthappan, rybak z południowoindyjskiego stanu Kerala, opowiedział dziennikarzom, że jesienią ubiegłego roku zwrócił uwagę na ogłoszenie o pracy w Rosji zamieszczone na Facebooku. Wynikało zeń, że za posadę „pracownika ochrony" mógłby otrzymać ponad 200 tys. rubli miesięcznie, wielokrotność swoich dotychczasowych zarobków. Muthappan bez wahania odpowiedział na ofertę i już kilka tygodni później znalazł się w... okupowanym przez Rosjan Doniecku.
„Po całej ziemi porozrzucane były części ciał" – wspominał w rozmowie z BBC pierwsze dni służby w Doniecku.

Kilka tygodni później złamał nogę i następne miesiące spędził w szpitalach na terenie samozwańczej Ługańskiej Republiki Ludowej (ŁRL), a także w Wołgogradzie i w Rostowie nad Donem. Dzięki pomocy rodaków miało udać mu się skontaktować z ambasadą Indii w Moskwie, ta zorganizowała Davidowi powrót do domu.
David Muthappan podkreśla, że nikogo nie zabił: – Pewnego razu Ukraińcy byli ok. 200 metrów od nas. Kazano nam iść naprzód, ale nie oddałem w ich kierunku ani jednego strzału. Nie jestem w stanie nikogo zabić".
Historia drugiego mężczyzny, z którym skontaktowali się brytyjscy dziennikarze, jest podobna. Princ Sebastian również zdecydował się na podjęcie pracy w Rosji w nadziei, że w krótkim czasie podreperuje domowy budżet. Zgłosił się więc do biura pośrednictwa z prośbą o pomoc w znalezieniu zatrudnienia i szybko otrzymał niemalże taką samą ofertę jak David Muthappan. Musiał jednak najpierw sowicie opłacić działalność pośrednika, który za swoje usługi zażądał 770 tys. rubli. W tym celu zaciągnął pożyczkę i kilka tygodni później był już w Moskwie.

Na lotnisku, jak opisują dziennikarze, Sebastiana oraz kilku jego kolegów przywitał niejaki Aleks, posługujący się znanym Hindusom językiem malajskim. Dzień później odwiózł wszystkich do położonej kilkaset kilometrów od Moskwy Kostromy, gdzie podsunięto im do podpisania umowy, a następnie skierowano do jednostki wojskowej w obwodzie rostowskim. Od tego momentu nie mieli żadnego kontaktu ze światem zewnętrznym; odebrano im nie tylko paszporty, ale i telefony.
Z Indii do Rosji, krótkie szkolenie i na front
Z opublikowanego przez BBC materiału wynika, że początkowo Hindusi nie zdawali sobie sprawy, iż znaleźli się w potrzasku. Intensywne szkolenie wojskowe sprawiało im przyjemność.
– Czekały tam na nas różnego rodzaje broni. Cieszyłem się, traktowałem je jak zabawki – opowiadał Sebastian.

O tym, że nie bierze udziału w zabawie, ale w prawdziwej wojnie, przekonał się wkrótce, kiedy został oddelegowany na wschód Ukrainy w grupie liczącej trzydziestu żołnierzy.
Jak opowiada, po przybyciu do okupowanego przez Rosjan Lisiczańska, on i jego koledzy otrzymali granatniki RPG-30 i granaty ręczne. Zaledwie po 15 minutach na froncie został ranny i „upadł na zwłoki rosyjskiego żołnierza".
– Byłem w szoku i nie mogłem się ruszyć. Godzinę później, gdy zapadła noc, wybuchł kolejny granat, który poważnie uszkodził mi lewą nogę – wspomina.
Po kilku tygodniach spędzonych w szpitalach na południu Rosji dzięki pomocy kapelana wojskowego skontaktował się z ambasadą Indii. Urzędnicy, tak samo jak w przypadku Muthappana, pomogli mu wrócić do domu.
Obaj mężczyźni zamierzają na powrót zając się połowem ryb.
 – Muszę spłacić pożyczone pieniądze i zacząć życie od nowa – powiedział dziennikarzom Sebastian.
Dodał przy tym, że nie wie, czy jego koledzy, którzy również wbrew swojej woli znaleźli się w rosyjskiej armii, nadal żyją.

Niezależna redakcja Meduza przypomina, że MSZ Indii wielokrotnie apelował do swoich obywateli, by „trzymali się z dala" od konfliktu rosyjsko-ukraińskiego, a także podkreślał, że wywiera presję na Moskwę, domagając się zwolnienia z armii Hindusów, którzy zostali do niej wcieleni podstępem.
W zeszłym tygodniu szef resortu Subramanyam Jaishankar stwierdził, że to „powód bardzo głębokiego zaniepokojenia" Indii.

#ukraina #rosja #wojna

src: GazWyb
https://wyborcza.pl/7,75399,30888392,rosja-podstepem-zmusza-hindusow-do-udzialu-w-wojnie-przeciwko.html#S.TD-K.C-B.3-L.2.duzy
Nemrod

Na Kremlince było info, że podobnie próbują werbować w Indiach lekarzy na front.

cotidiemorior

@MostlyRenegade tak, Rosjanie ich podstępem zmuszają, a oni biedni nic nie wiedzą, do nikogo nie strzelają. Aż łezkę uroniłem. xD

MostlyRenegade

@cotidiemorior to przecież normalne, że jak dostajesz do podpisu papier w języku, którego kompletnie nie znasz, to go podpisujesz.

Co złego może się stać? ( ͡° ͜ʖ ͡°)


Z drugiej strony, wojna pokazuje, co bieda robi z ludźmi. A totalitaryzmy na niej żerują.

panbomboni

@cotidiemorior no fajnie się pisze na komputerze czy telefonie w cywilizowanym kraju i ocenia decyzje biednych, niewykształconych ludzi "na końcu świata", którzy są zdesperowani by zarobić jakieś pieniądze, żeby rodzina miała co do gara włożyć.

Only2Genders

@panbomboni przypominam, że Indie mają nadwyższkę 80mln mężczyzn nad kobietami, są całe obszary- wioski( 50tysięczne lub większe) że nie rodzą się dziewczynki, na 1800 narodzin nie było zadnej urodzonej dziewczynki

Stashqo

@cotidiemorior ale to często prawda, było kilkukrotnie na Kremlince. W Indiach czy Nepalu dają im umowę w lokalnym języku, że będq pracować np. w logistyce czy gdzieś pilnować baz na Syberii. Po przyjeździe do Rosji, dostają do podpisania nową umowę, juz po rosyjsku, z której wynika, że dobrowolnie zapisują się do udziału w specoperacji. Potem krótkie szkolenie i jak to "ciornych", wysyłają ich ma mięsne szturmy. Sporo z nich połapało się na szkoleniu i zdążyło uciec. Kto trafia na front po tym ślad najczęściej ginie, rodziny nie dostają ani ciała, ani odszkodowania, ani nawet wieści o śmierci.

kodyak

W Rosji jest potrzebne mięso armatnie. Jak widać biorą kogokolwiek i jakkolwiek.

Zaloguj się aby komentować