#psychologia #chcewyjsczbagna
Od dłuższego czasu nie pisałem nic na hejto ws. mojej walki z #depresja więc postaram się to nieco nadrobić. W zasadzie inspiracją było wczorajsze bieganie. Słońce świeciło, ludzie spacerowali, dzieci hałasowały, rowery rowerowały... było mi po prostu dobrze. Tak zwyczajnie. Był to pierwszy moment od dawna w którym poczułem, że nie muszę się kontrolować, stosować żadnych technik, myśleć. Mogę się po prostu czuć dobrze, ot tak. Przy okazji mniej kombinuję, co jest dużym plusem przy moim ADHD. Trybiki w głowie mniej wirują i jedyne czego bym sobie życzył, to poprawa koncentracji, ale nie wymagajmy zbyt wiele. OCD też jakby wyhamowało a przynajmniej wyciszyło się do tego poziomu w którym da się dobrze funkcjonować.
Poza tym naszła mnie refleksja, jak dobrze na ogólne samopoczucie wpłynęły:
-
rezygnacja z social mediów;
-
przystopowanie z wpierdzielaniem cukru - tu się nie udało zejść do zera, ale jest dużo lepiej niż było;
-
stała i w miarę regularna aktywność fizyczna;
-
zdrowsza dieta. Nie pilnuję kalorii, białka itp., ale po prostu staram się jeść zdrowiej.
W ciągu niespełna dwóch lat tej walki, która z męki stała się w zasadzie w kilku aspektach (np. sport) przyjemnością dochodzę o siebie. Z patyka o wadze 66-68 kg przy wzroście 186 cm stałem się patykiem o wadze 78-79 kg. Genetyki i budowy nie przeskoczę, ale przynajmniej nie wyglądam jak statysta z filmu o wielkim głodzie w Irlandii, tylko jak "ten szczupły typ, co biega". A to, uwierzcie mi lub nie, ogromna zmiana dla mojego zdrowia psychicznego.
Dobra, bo wyszedł #gownowpis ale chciałem się podzielić kilkoma refleksjami.
Przy okazji dziękuję Tosiom i Tomkom za każdy pieron w tagu #bieganie i #sztafeta i wszystkim tym, którzy piorunowali moje wcześniejsze wpisy dot. walki ze moim złym stanem psychicznym.

