
Prezydent Nikaragui Daniel Ortega zapowiedział, że kraj nie będzie już organizował wyborów, ponieważ mogłyby one umożliwić opozycji przejęcie władzy. 80-letni autorytarny przywódca, rządzący od 2007 roku, chce również przyjąć nowe ustawy tworzące „mur” przeciwko przeciwnikom politycznym, których nazywa zdrajcami i puczystami.
Nie wiadomo jeszcze, czy planowane na 2027 rok wybory zostaną całkowicie odwołane, czy jedynie formalnie wykluczona zostanie z nich opozycja. W praktyce reżim już wcześniej zlikwidował konkurencję polityczną — przed wyborami w 2021 roku zdelegalizowano partie opozycyjne i uwięziono wszystkich najważniejszych kandydatów na prezydenta.
Analitycy oceniają, że decyzja Ortegi i jego żony Rosario Murillo, pełniącej funkcję „współprezydentki”, oznacza ostateczne przekształcenie Nikaragui w rodzinną dyktaturę. Zamiast organizować kolejne sfałszowane wybory, władze zdecydowały się całkowicie usunąć rywalizację wyborczą.
Reżim systematycznie zaostrza represje. Po protestach w 2018 roku siły bezpieczeństwa zabiły ponad 350 osób, tysiące ludzi trafiły do więzień, a niemal milion Nikaraguańczyków wyemigrowało. Obecnie w kraju przebywa około 50 więźniów politycznych. Władze pozbawiły obywatelstwa 546 osób oraz zamknęły ponad 5600 organizacji pozarządowych, 29 uniwersytetów i 58 redakcji medialnych.
Ortega uzasadnia likwidację wyborów koniecznością ochrony państwa przed rzekomymi zamachowcami i zagraniczną ingerencją. W rzeczywistości oznacza to formalne przyznanie, że jego reżim nie zamierza już nawet zachowywać pozorów demokracji.
#wiadomosciswiat #polityka #amerykapoludniowa #bekazlewactwa