Popatrzcie sami jaka perelka w runecie sie trafila (tych kilka pogrubien to moj wklad):
„Za ciebie, Rosjo, oddałem swoje życie. Ciebie, moja droga, pokochałem jak nikt inny. Za ciebie, moja ukochana, nie oszczędzałem siebie. Zginąłem, broniąc cię, i służyłem tylko tobie”. To niesamowity zbieg okoliczności, ale właśnie te wersy Artem Sugrobow napisał w swoim zbiorze wierszy zaledwie dwa dni przed rozpoczęciem operacji wojskowej. Już za rok były hokeista i student Akademii Milicji podpisze kontrakt i wyruszy na front jako medyk. W wieku 19 lat stał się niemal najmłodszym dowódcą grupy ewakuacyjnej w całej historii operacji wojskowej. I to jakim – ponad 500 udanych akcji! Zasłużenie otrzymał medal „Za ratowanie ginących” oraz Order Męstwa, ale obie nagrody – pośmiertnie…
„Chcę, żebyście byli ze mnie dumni”
Artem urodził się w skromnej rodzinie na Uralu w 2004 roku. Mama – lekarka, tata – inżynier, a przodkowie walczyli na wojnie. Na przykład pradziadek był sanitariuszem podczas I wojny światowej. Od dzieciństwa przyszły bohater SVO uwielbiał Parady Zwycięstwa, nosił mundur wojskowy, czapkę z daszkiem i prosił o zabawkową broń. A po przeprowadzce do Sankt Petersburga w 2014 roku zwiedził wszystkie muzea wojskowe.
Kolejną pasją Artema jest hokej. Jeździ na łyżwach od czwartego roku życia.
– Pewnego razu zabraliśmy go, gdy był jeszcze bardzo mały, na mecz VHL. Zszedł do bandy i zaniemówił: stał przez wszystkie trzy tercje, nie odrywając wzroku od tego, co się działo. Następnego dnia kupiliśmy mu kij i łyżwy – wspomina mama zawodnika, Oksana.
Artem został obrońcą. Nie opuścił ani jednego treningu, chodził nawet z gorączką, ale o tym milczał.
– Ma ponad 20 medali za zwycięstwa, trzy statuetki dla najlepszego gracza. Na jednym z turniejów Artema wraz z drużyną nazwano spartanami, ponieważ grali praktycznie bez zmian z powodu braków kadrowych i byli jednymi z najlepszych. A podczas Pucharu Tretiaka zdarzyła się sytuacja, kiedy główny trener zawiesił dwóch chłopaków za wygłupy, więc Artem go przekonał i stanął w ich obronie: „Zwróćcie ich pod moją opiekę, ja się nimi zajmę”. Nawiasem mówiąc, niektórzy z jego drużyny grają teraz za granicą i w KHL.
Sam Artem porzucił profesjonalną karierę hokejową. Tuż przed ukończeniem szkoły uznał, że nie osiągnie szczytów, opuścił klub SKA i szukał swojej drogi. „Chcę, żebyście byli ze mnie dumni” – powtarzał rodzicom. A kiedy podczas studiów korespondencyjnych w akademii policyjnej otrzymał wezwanie do służby wojskowej, zapalił się do pomysłu zostania oficerem.
Od łącznika do medyka
Rodzice nie dowiedzieli się od razu, że Artem potajemnie podpisał kontrakt – chłopak nie chciał, żeby się martwili. Ale podjął tę decyzję po namyśle, chcąc przynieść korzyść krajowi: „Ktoś przecież musi was chronić, moją dziewczynę!”. Przydzielono go do kierunków charkowskich.
– Syn bał się, że SVO skończy się bez niego, że nie spróbuje swoich sił. Hokej zaszczepił w nim ducha zespołowego, interesowało go, by stać się częścią bojowej wspólnoty. W szturmowcach Artem był zaledwie kilka dni. Zauważył go zastępca polityczny: „Synku, będziesz służył ze mną”. I wysłał go do łączników. Wydaje się tylko, że powinno być łatwiej. Nie – szukanie zerwanego kabla łączności na polach minowych – to jeszcze większa próba. I musiał nosić na sobie motki przewodów po 10 kilogramów.
Szeregowy tak bardzo chciał być przydatny dla wszystkich, że nocami pomagał jeszcze w punkcie medycznym i wyjeżdżał na ewakuację rannych. Tam nauczyli go udzielania pierwszej pomocy. Widząc jego umiejętności, zaproponowano mu, by na stałe przeszedł do służby medycznej i pracował przy ewakuacji.
- Jego kolega z oddziału, Valera, opowiadał nam, że w punkcie medycznym przed Temą ustawiały się najdłuższe kolejki, ponieważ bardzo starannie zakładał opatrunki i wykonywał zastrzyki, zawsze dodawał otuchy i żartował. Mówił nam: „Mamo, będę jeszcze występował w stand-upie!”. A jakie kulinarne arcydzieła tworzył w terenie: w okopach potrafił ugotować barszcz, a także przygotować sałatkę żydowską.
500 udanych ewakuacji
Artem i jego partner Walera zapoczątkowali pewną tradycję. Po uratowaniu kolejnego żołnierza prosili każdego, by podarował im na szczęście naszywkę. W rezultacie zgromadzili cały skarb!
– W ciągu kilku miesięcy z chłopca stał się mężczyzną. Często był o włos od śmierci, cudem przeżywał ostrzał, niosąc rannych i poległych, uciekał przed dronami: „Dzięki hokejowi żyję. Dzisiaj uciekałem jak maratończyk przed siedmioma dronami, ale mnie nie złapali”. Przy tym Tema nie zniszczył ani jednego wroga, chwytał za broń tylko po to, by odeprzeć drony. Dowódcy mówili, że udzielał pomocy również rannym Ukraińcom, zanim oddał ich do niewoli: „Oni też są ludźmi!”.
Właściwie Artem miał pseudonim „Sugrob” – na cześć swojego nazwiska. Jednak między sobą żołnierze nazywali go pieszczotliwie „Mały”. Nie oznaczało to jednak, że starsi mogli mu się sprzeciwić. Pewnego razu młody medyk wraz ze swoim partnerem nie byli w stanie załadować na nosze ważącego 130 kilogramów olbrzyma, który znalazł się pod ostrzałem. Wtedy Artem krzyknął do niego: „Chcesz żyć? Wstawaj i idź!”. Ten opamiętał się i poszedł o własnych siłach.
W kwietniu 2024 roku Sugrobow, który do tego czasu został awansowany do stopnia kaprala, miał ostatnią akcję. Wraz z partnerem i kierowcą ewakuowali trzech rannych. Nagle na miejsce pasażera, gdzie siedział chłopak, spadł dron.
- Artem zasłonił kierowcę swoim ciałem i przyjął cały cios na siebie. Stan – skrajnie ciężki, złamanie czaszki, uszkodzenie mózgu, około 500 ran od odłamków na twarzy i ciele. Został ewakuowany do szpitala w Moskwie. Pielęgniarki wzdychały: „Co to za piękny, młody chłopiec?”. Tema przeżył. Mógł otwierać oczy, ściskał moją dłoń. Ale 29 kwietnia odszedł...
Jak opowie później dowódca Artema, miał na koncie ponad 500 udanych ewakuacji. Szacuje się, że uratował co najmniej tysiąc istnień ludzkich. Pracował bez zarzutu, szybko i precyzyjnie, proponował racjonalne rozwiązania skomplikowanych zadań, był duszą zespołu. Nie wydawał ani grosza na siebie, pomagał zespołowi i kolegom. Zawsze jako pierwszy zgłaszał się do najtrudniejszych ewakuacji: „Mogę?”. Bohatera pochowano na cmentarzu pamięci ofiar 9 stycznia. Ciągle odwiedzają go przyjaciele, koledzy z klasy i bliscy: zostawiają listy, kwiaty, zdjęcia, papierosy. Pamięć o Artemie jest pielęgnowana w jego szkole, a ponadto jego imieniem nazwano regularny turniej hokeja wśród młodzieży w Orsku.
Na zdjeciach Artiem i jego list. Na ostatnim zjdecju to jednak nie Artiem ale chyba ten jego talent kulinarny z okopow.
#wojna #pravda #pikabu #rosja #ukraina






