@bartek555 dlatego broń, gdzie wystarczy pociągnąć za spust, żeby jedno życie odebrać, a drugie, swoje, rozjebać - nie powinna być powszechnie dostępna. Zawsze pojawia się ktoś z argumentem "a nóż". Nie, z nim musisz się zbliżyć do przeciwnika, pewnie musisz go solidnie zachlastać, musisz pokonać masę większych przeszkód psychicznych, niż ruch palcem wskazującym z odległości.
Bo o ile w tym przypadku "dobrze się stało", że patus spadł z rowerka. To chłop rozjebał sobie życie. Przez emocjonalną decyzję. Przez moment wkurwu w którym pewnie wielu z nas było. Tylko jak masz w ręku sztachetę, kija, albo nawet ten nóż, to najpewniej się opamiętasz w porę, albo jeszcze dodatkowo zbłaźnisz. Mając broń, gdzie możesz typowi odjebać łeb z dystansu, bo wystarczy że ci coś krzyknie jak w niego celujesz i się nie opanujesz - jest pozamiatane, nie ma już wczytania sejwa.
A że działał pod wpływem nagłej emocji, to widać. On znał procedury, wiedział jak to wygląda, ale wówczas nie myślał. Ostatnim odruchem jeszcze ten ostrzegawczy oddał. A prawda jest taka, że gdyby działał "na zimno", to mógłby to tak zrobić, że odjebałby nawet nie typka, a ze dwóch i został bez wyroku, albo nadzwyczajne złagodzenie. Wszak to nie musiał być akurat ten dzień. Mógł darować sobie wychodzenie z bronią ponownie. Mógł wziąć ją tydzień później, zasadzić się. Ćpuny i tak by go zaczepiły, zastrzeliłby, poszedł na policję i się oddał w ich ręce. Byłoby git. Nawet aresztu by nie miał, a mógłby odjebać dwóch, albo i całą trójkę, przy poklasku całej Bystrzycy.
Ale wracamy - to są emocje. Mając karabinek, chciał pewnie ich zastraszyć, oni myśleli że w chuja wali i strzelił. Emocje, wkurw, ciśnienie. Coś, czego nie zrobiłby dzień później, a dzisiaj najpewniej żałuje i wali głową w ścianę. Bo nikt nie chce zmarnować własnego życia na jakiegoś ulicznego śmiecia, który najpewniej za kilka lat i tak zdechnie przećpany, albo mu kumpel kosę sprzeda, czy wypierdoli za robotą do holandii.