Okazuje się, że napisanie jednego sonetu dziennie to wcale nie jest taka prosta sprawa! Nie dość że warunki niesprzyjające, bo to trzeba się przed policją ukrywać, to i jeszcze tematów zaczyna brakować. Jednym słowem (no, niech będzie, że trzema): nie jest dobrze!
I jakaś nostalgia silna mnie z tego powodu ogarnęła, tęsknota jakaś za tym co było kiedyś – w pewnym wieku już się tak człowiekowi robi. A jeszcze później to ta tęsknota i ta nostalgia zostały dodatkowo nakarmione ostatnimi wspominkami przerzucania się niegdyś rymami przez kolegę @splash545 i koleżankę @moll , i przez wspomnienie morskich opowieści, i zatęskniłem wredy za ptaszkiem, i za sraniem w krzakach, i za śniętymi rybami w Odrze, a i zatęskniłem nawet też za okładaniem mnie bakłażanem, niech będzie. I z tego wszystkiego, z tej nostalgii i z tej tęsknoty mojej, wiersz taki mi się napisał, wiersz smutny, acz dający nadzieję, jeśli to wołanie moje zostanie wysłuchane, bo chciałbym już się już z tego stanu tęsknoty wyleczyć:
***
Mój apel
czyli Kiedyś to było, a teraz to nie ma
Na bezrybiu i rak ryba -
problem mnie tego typu dotyka
że inspiracji mi jakoś ubywa,
bo content od mojej muzy zanika.
Ten brak inspiracji mocno przeżywam:
w stan już popadłem katatonika,
swoje cierpienie głęboko skrywam,
z mego cierpienia apel wynika:
pamiętasz może jak pierwszych tygodniach
w młodej poezji płonęłaś ogniach
aż zapomniałaś o swoim locie?
Jak zrozumiałaś: “zapłacić muszę”,
bo sonet pisałaś w autobusie? –
weź znów coś odwal! I tym mnie pociesz.
***
#nasonety
#zafirewallem