Mój śp. Stryj zawsze się denerwował jak nazywałem go wujem - wszak według dawnych hierarchi stryj od wuja ważniejszy...
Moja Mama rozróżniała wśród krewnych dodatkowo wujenki, czyli żony wujów - coś innego niż ciotki. Taaak, kiedyś na wsi stopień pokrewieństwa to była ważna rzecz. Można więc było mieć rodzeństwo stryjeczne, wujeczne lub cioteczne i po sposobie określania każdy już wiedział co to za rodzina i z której strony
Jak wielkie było moje zdziwienie, kiedy mój najlepszy kumpel ze studiów przez 3 lata licencjatu opowiadał mi o swoich siostrach i braciach, ja tu się spodziewałem że on ma co najmniej ośmioro rodzeństwa, a jak do niego pojechałem to wyszło, że jest jedynakiem xD
nic tylko go zimą w szajerku zakietować i durś całą noc zostawić, to może się normalnego języka nauczyłby ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Zaloguj się aby komentować