Mam trzech angielskich kumpli - wędkarzy. Napisałem do nich, czy nie chcą pojechać dzisiaj na ryby, ale każdy miał jakąś wymówkę: że pogoda nie bardzo się nadaje, że z partnerką ma kwasy itp. Jesteśmy ludźmi w średnim wieku i ciężko się zgrać, człowiek czasem nie ma chęci, a czasem nie ma za dużo wolnego czasu, rozumiem to. Czułem jednak lekki zawód, tak więc dzisiaj, kiedy ledwie po pół godzinie łowienia wyciągnąłem taki okaz, wysłałem im - przyznaje się bez bicia - z czystej złośliwości pokaz tego, co stracili zostając w domu:


https://www.youtube.com/watch?v=nQennWOfcJI


Efekt? Dwóch odpisało, że żałują, a trzeci pogratulował

Micha mi się cieszyła przez resztę dnia.


Przepraszam, że to po angielsku, ale nie chciałem specjalnie ryby męczyć, by nagrywać polską wersję.


#felnarybach #wedkarstwo #hobby #emigracja #pokazmorde

Komentarze (14)

@Felidiusz W brytyjskim wędkarstwie to jest dziwne, że musisz wypuścić złowioną rybę do wody. Ale może dzięki temu trafiają się takie przypakowane okazy bo żyją tam w tych stawach do śmierci.

@Lemon_ Zgadzam się. Łowiłem w Polsce wiele lat. Właściwie jedynym sposobem na złowienie sensownej ryby było wybranie się na płatne łowiska właśnie dlatego, że wody PZW są nadmiernie przełowione i prawie nic w nich nie ma. W UK owszem, złapane ryby mogą nosić ślady wcześniejszych odłowień (np. uszkodzony otwór gębowy), ale przynajmniej w wodzie aż się kotłuje od życia. Musiałem się trochę przestawić mentalnie ("jak to nie mogę jej zjeść?!"), ale radocha większa.

@rith Dzięki Mieszkam 14 lat w Yorku, czyli akcent Yorkshire. Niby znałem i lubiłem angielski, kiedy tu przyjeżdżałem, ale i tak miałem problemy, głównie ze względu na dziwną intonację i specyficzne słownictwo (w szkole uczą słownikowego angielskiego, a nie co znaczy: "Ey up luv, fancy a cuppa?"), plus, i to jest coś, czego nawet w szkole nikt mi nie powiedział, akcenty mają swoje odmiany, dialekty i taki West Yorkshire wydaje mi się trudniejszy do zrozumienia od North Yorkshire.

Od ponad 5 lat jestem też w związku z Brytyjką urodzoną w Yorku z typowym dla tego miejsca akcentem i siłą rzeczy musiałem przywyknąć do jej wymowy i nawyków językowych, co doprowadzało czasem do śmiesznych sytuacji, ale to opowieść na inną okazję.

Z czasem przyzwyczaiłem się do tych wszystkich dziwactw lingwistycznych do tego stopnia, że dzisiaj dorabiam sobie jako tłumacz face to face głównie w szpitalach i przychodniach, a ostatnio także w więzieniu i na posterunkach policji. Tu nie mogę wchodzić w szczegóły ze względu na GDPR. Powiem tylko, że płacą dobrze

@Felidiusz Mówisz, że pomagasz dobrym chłopakom z osiedla?

Dobre dobre. Zawsze fascynowało mnie to w j. angielskim, że można być z jednego miasta i mieć różne akcenty oraz, że więlu ludzi po tym jak mówisz od razu zgadnie skąd jesteś i z jakiego 'stanu' xD

@rith Mnie to do dzisiaj fascynuje, ja nawet filologię studiowałem z tego powodu. Kiedy rozmawiamy z kimś przypadkowo i wyłapuję nowy akcent, często pytam Emmę: "A ten/ta, to skąd oni byli, że tak mówią?" i ona często wie właśnie po ichnim zaciąganiu słów. Ostatnio zagadką była dla nas pewna kelnerka, żadne z nas nie potrafiło umiejscowić jej wymowy. Okazało się, że urodziła się w RPA, a wychowała w Kanadzie, czyli taki mix.


A tłumaczenia kryminalistów i świadków to dosyć ciężki emocjonalnie kawałek chleba. Opowiadanie szczegółów morderstwa czy gwałtu siedzą potem w twojej głowie, przynajmniej na razie, bo takie rzeczy robię dopiero od kilku miesięcy. Może potem przywyknę.

@Felidiusz o wow, czyli załatwiasz jakieś grubsze tematy. Myślałem że jakaś drobnica typu dobre chłopaki prześladowane za rasizm albo gibona. To nie zazdroszczę, nie każdy potrafi to od siebie odciąć.

Zaloguj się aby komentować