@DexterFromLab po trzecim roku studiow na polibudzie musialem odwalic praktyki i pamietalem, ze kumpel z licbazy robil dla kogos w rodzinnym miescie, w ktorym chcialem spedzic wakajki modele 3d i mnie wkrecil do firmy, po miesiacu darmowego zapieprzania zaoferowali mi kosmiczna flote czyli 3k na umowe o dzielo, ktore zaakceptowalem z pocalowaniem w reke, bo akurat poznalem tam dziewczyne, wiec wynajalem mieszkanie i przeprowadzilem sie z powrotem do malej ojczyzny konczac ostatni semestr dziennych studiow inzynierskich dojezdzajac na jeden dzien w tygodniu na polibude
zaczalem jako taki ziomeczek od niekrytycznej roboty, jakies cmsy w php do backendu, boty do testowania wydajnosci serwerow itp., ale klimat byl dosyc sredni, bo bardziej doswiadczeni koledzy srednio chcieli sie dzielic wiedza i pomagac. po 4 latach wolnych postepow i ciaglych slabych ocen podczas ewaluacji dziewczyna chciala sie przeprowadzic do innego miasta, gdzie firma tez miala biuro, mimo polrocznego uprzedzenia i zapewnien, ze "spoko, da sie zalatwic" jak doszlo co do czego, to zaczeli robic problemy, wiec zagrozilem ze w takim razie szukam w nowym miescie innej roboty i miejsce w tamtejszym biurze znalazlo sie w pol godziny. wtedy nauczylem sie, ze negocjacje do niczego nie prowadza
po przeprowadzce do najwiekszego biura, takiego pseudo headquaters bylo lepiej, ludzie bardziej profesjonalni i wyluzowani, praca przy glownym projekcie, przy samym gameplayu, co lubie, manager trzymajacy strone pracownikow, a potem szefowa z USA, chinskiego pochodzenia, ktora wcisnela mi PODWYZKE NA ZACHETE ale dobre czasy szybko sie skonczyly, jak managera wymienili na ukrainke, ktora wkrecila i protegowala swojego faceta-przyglupa, ktory byl moim scrum masterem, po angielsku rownie slabo gadal jak po polsku i ogolnie nie ogarnial o co cho, wiec mialem dwie osoby oceniajace moja prace z ewidentnym konfliktem interesow, spoko chinke wymienili na żymian siedzacych w usa i zaczelo sie kolchozowanie (ukrainskie kapo pod żymianskim zarzadem powierniczym).
jak juz mialem w sumie wyjebane, to wytknalem HRom niekonsekwencje w polityce premiowej i tak wykopalem sam sobie grob, grozac zwolnieniem i zachecajac polroczna odprawa dali mi do podpisania rozwiazanie umowy za porozumieniem stron, a po roku od zakonczenia przygody firma weszla na gielde, a za kase z udzialow pracowniczych kupilem se mieszkanie i siedze do dzisiaj na "tymczasowej emeryturze"