Mi niewiele zabrakło do podobnego scenariusza, kiedy odsunąłem od ściany szafę w tyle co zakupionym mieszkaniu. I znalazłem za nią drzwiczki rewizyjne do jakiegoś komina. Starzy mieszkańcy bloku twierdzili, że od zawsze ogrzewanie było na gaz i prąd, co by się zgadzało, bo to blok na 11 pięter. Więc co może pójść nie tak? Otworzę, zobaczę cóż tam jest.
To było trzy miesiące temu. Sadzy, która runęła z kilku metrów komina spalinowego, nie doczyściłem w pełni do dzisiaj... Okazało się, że jednak w 1961. gdy budynek oddano do użytku, był on ogrzewany jak kamienica, piecami na węgiel w każdym mieszkaniu.
Miałem ochote urwać łeb każdemu, który twierdził, że "paanie, tu od zawsze gaz i prąd do ogrzewania tylko był". Sadza runęła mi z około dwóch metrów wysokości komina. To łaskawy wyrok, bo komin ma metrów trzydzieści. Na całe szczęście osiadła tylko w jednym pokoju, bo jego drzwi jakimś przypadkowym cudem zamknąłem, zanim otworzyłem drzwiczki rewizyjne komina.