@Lopez_ doszukiwanie się racjonalnych powodów jest daremne. Serio. Z jakiegokolwiek punktu widzenia nie próbujesz ugryźć tematu, wychodzi Ci tylko "coś". Obawę o zbliżenie się Ukrainy do UE czy NATO spuściłbym w kiblu jako argument. De facto, to zbliżenie nastąpiło po wybuchu wojny. To, że takie hasła istniały na majdanie, to marginalna sprawa. To, że Kreml maczał tam paluchy, to raczej pewne.
To nie było tak, że sobie nie mogli poradzić kompletnie z separatystami. Ich armia była w maraźmie, niemal rozkładzie przed 2014 rokiem. Podobnie jak u nas. Zajęcie Krymu, a potem Donbasu było impulsem dla Ukrainy. Masa Uraińców przewinęła się przez Donbas, zyskując doświadczenie bojowe. Doświadczenia z tego konfliktu sprawiły, że zaczęli modernizować armię - najpierw od strony struktur i taktyki, dopiero potem od sprzętu. Polecam pracę Andrzewa Wilka "Najlepsza armia, jaką miała Ukraina" - bardzo ciekawe studium tego, co się zmieniło w armii ukraińskiej.
To też nie jest tak, że ruscy mieli w nich wjechać jak w masło. Przypominam, że zbieranie wojska na całej długości granicy trwało - o ile dobrze pamiętam - od listopada 2021 roku. Ściągano nowe jednostki, tworzono bazy. Amerykanie i NATO mieli w cholerę czasu, by podejrzeć co tam sprowadzili pod granicę, przekazywać informację Ukrainie. Ukraina też nie była bezbronna. Stosunek sił Rosji do Ukrainy był na niekorzyść.. Rosji. Sorry, ale jeśli atakujesz powinieneś zachować proporcję 3:1. Sun Zi dawno nie żyje, ale jego prawidła są nadal aktualne. Przy siłach jakiś 400,000 wojska ukraińskiego łatwo policzyć ile potrzebowałaby ruska swołocz do wygrania tego. Tymczasem oni rozdzielili się na trzy, nie mając przewagi liczebnej i utknęli. Najlepiej im szło na kierunku charkowskim, najgorzej na kijowsko-czarnobylskim. Tam to wygrali po calaku - wysłać desant WDW, który rozstał rozjebany w drobny mak, gdy ich wsparcie ugrzęzło w bagnach Polesia XDDD Sam pochodzę z Polesia Zachodniego i to nie jest teren do szarzy pancernych zagonów.
Ukraina nie otrzymała wsparcia, bo to była operacja kontrterrorystyczna w nomenklaturze ukraińskiej i walczono de facto z jakimiś zielonymi ludzikami. To była bardziej wojna pozycyjna przeciw separatystom, wspieranym przez specsił ruskich - Specnaz GRU czy FSB i inne różne jednostki specjalnogo naznaczenia. Na tyle było stać Rosję, to jest maksimum możliwości gównianego golema: rozpętanie quasi-wojenki o charakterze proxy.
Ukraina otrzymała wsparcie, bo cóż.. musiała. US i NATO grają większą partię szachów. Stany nie miały innego wyboru, jak włączyć się do tej wojny. Nie mogli po prostu machnąć łapą. W nadchodzącej, prawdziwej, wojnie światowej, Stany będą się napieprzać z Chinami. Na Pacyfiku. Teatr pacyficzny jest teraz priorytetem dla Stanów, nie europejski. Nie mniej, Waszyngton nie byłby sobą, gdyby troszkę pomgół europejskim kolegom. Musiał w kwestii osłabienia Rosji do tego punktu, gdzie nie będą mieli poważniejszych możliwości i nie będą stanowić zagrożenia dla Europy.
To generuje pewne konsekwencje: należy osłabić Rosję do pewnego poziomu, ale nie rozbić doszczętnie. Rozbita Rosja to automatyczny sklepik dla Pekinu, który połży łapy na złożach. Takie rozjebanie ich w drobny mak, pchnęłoby Kreml definitywnie w objęcia Pekinu. Rosja uchodziła za sojusznika Chin, więc istniało zagorżenie, że na froncie europejskim to właśnie Kreml będzie przeciwnikiem NATO. Jak wyszło - sami widzimy. Z drugiej strony, jeśli nie osłabi się możliwości Rosji, to oni wstaną. Wkurwieni, pełni zemsty za krzywdy (xDD) i gotowi do rundy drugiej. A nawet jeśli nie sami, to Pekin kupi im zabawki, uzależniając ich od siebie. Rosja przestała być graczem, a stała się podpórką Chin.