Dziwne newsy ze strony Orange-Mana. Stwierdził, że Ukraina może z finansową pomocą Europy i NATO odzyskać całe swoje terytorium.


Dodatkowo, dorzucił jeszcze, że gospodarka rosyjska się sypie, i a ruscy ugrzęźli w bezsensownej wojnie, którą prawdziwa armia by rozstrzygnęła w tydzień. xD


Ciekawi mnie jak Trumpo-rusko-boty będą teraz sobie radzić z dysonansem.


https://www.reuters.com/world/china/ukraine-can-win-back-all-territory-lost-russia-trump-says-2025-09-23/


#polityka #trump #ukraina #rosja #wojna

Komentarze (12)

@LondoMollari Ja go dobrze rozumiem, bo też tak mam. Trump trzyma z wygrywającymi i brzydzi się przegrywami. Rok temu myślał, że r0sja wygrywa, więc z nimi trzymał. Teraz przeczytał najnowsze raporty i zrozumiał, że r0sja przegrywa militarnie, a do tego jej gospodarka za chwilę się zawali. Więc żeby nie wyjść na przygłupa po wojnie, teraz przestawił wajchę na Ukrainę. Potem już nikt tego nie będzie mu pamiętał, może jeszcze dostanie najwyższe ukraińskie odznaczenie państwowe - Order Wolności.

Ale ta wojna jeszcze potrwa. Ponownie prognozuję, że do maja 2027.

Po spotkaniu Trumpiszona z Zełeńskim moskiewska giełda się załamała:

d4770832-7493-4ca5-97b7-ae50e376722c

żeby nie wyjść na przygłupa po wojnie


Na to jest o wiele za późno, oczywiście nie dotyczy to wyznawców MAGA z mózgami złotej rybki.

@Kronos Oczywiście, że za późno - łatkę przygłupa ma od dawna. I ma ją w dupie, bo po raz drugi został prezydentem USA - to dostatecznie elitarny klub. Podobnie zwisa mu Nobel.

A przygłupy spod czapeczki MAGA to inna sprawa. Politycznie fanatyczni osobnicy, niezależnie od denominacji, są bez wątpienia przygłupami. Ale ci, którzy im przewodzą, przygłupami być już nie muszą.
To tak, jakby stwierdzić, per analogiam, że Kaczyński jest przygłupem. Jego zwolennicy często takimi są (choć roi się tam od cynicznych oportunistów), ale on sam jest całkiem sprytnym graczem. Udało mu się wsadzić swojego prezydenta, no-name'a. To kurde jest osiągnięcie.

Trump jest aktorem, cały czas gra rolę. I mam wrażenie, że całkiem nieźle dogaduje się z innym aktorem - Zełeńskim. Odgrywają całkiem pasjonujący teatrzyk dla tłuszczy, tworząc przy okazji sprzyjające fakty...

@LondoMollari To wydaje się dziwne, jeśli przyjęło się konkretne założenia co do Trumpa. Mniej dziwnym się wydaje, kiedy się spojrzy na to bez uprzedzeń.

Retoryka Trumpa jest dziwaczna i niekonsekwentna, ale jej celem nie jest przekazanie informacji - im dłużej to obserwuję, tym bardziej dochodzę do wniosku, że to bardziej testowanie odzewu. Tymczasem, na płaszczyźnie działań, zachowuje się on całkiem konsekwentnie. I to konsekwentnie antyrosyjsko.

Trump jest biznesmenem - a biznes po amerykańsku to ciekawe zwierze. Mam okazję znać blisko pewnego amerykanina uwikłanego w całkiem spory biznes w Polsce i prowadzi go dokładnie tak, kropka w kropkę, jak Trump prowadzi Stany. W skrócie, słowa służą badaniu rzeczywistości, lub odzewu. Czyny nie muszą się z nimi zgadzać. To, że tym razem się z nimi zgodzą jest prostą konsekwencją faktu, że Trump nie musi już udawać poparcia. W kontekście biznesu jego krótki pseudoromans z Putinem też miał sens - jak wykopujesz kogoś z rynku to dajesz mu bieda ofertę wykupu, ostatnią szansę (żeby się później nie wozić z bankrutem). Jak to nie działa, to drugiej oferty już nie ma.

O zawiłościach Trumpowej polityki pisze czasem @Kronos na swoim blogu. Całkiem niedawno był też wywiad z Wojczalem z w miarę dobrym opisem działań Trumpa: https://www.youtube.com/watch?v=Kw3dUO5gnVg.
Nie trzeba być psychofanem Trumpa, konserwatystą, by podejść do jego działań na zimno. Zresztą, wpisywanie się w konkretne nurty polityczne jest domeną debili.

@ataxbras Korekta, to nie jest mój blog, ja tylko go tu wklejam - autora nawet nie znam i nie zawsze sie z nim zgadzam. Ale widzę że Tobie jest bliżej do jego opinii na temat działań Trumpa.

@Kronos Ach, OK.

Tak, blisko mi do tych bardziej wyważonych opinii nie powodowanych skrajnościami.
Też nie zawsze się z nim zgadzam, ale staram się czytać źródła z wielu stron dyskursu społeczno-politycznego.

Co do samych działań Trumpa - do tej pory okazały się całkiem skuteczne pod kątem mobilizacji Europy do zorganizowania się wobec zagrożenia. Odbyło się też spotkanie Ursuli von der Leyen z Trumpem i ona zapewniła, że Europa zrezygnuje z dostaw rosyjskiej ropy bardzo szybko (Trump zaczął ten temat jeszcze za Merkel). A Trump, ze swojej strony powiedział, że jeśli Orban będzie kręcił nosem, to sam z nim pogada i ten przestanie.
A kroczków niewidocznych jest więcej i widać je dopiero po starannym przyjrzeniu się całej sytuacji.

@ataxbras Cóż, jesli skutkiem działań Trumpa będzie otrząśnięcie się Europy z marazmu to pozytyw.

Gorzej że może to się również skończyć poświęceniem nas "w imię pokoju" tak jak w 1939. Myśląc jak biznesmen a nie geopolityk może nas łatwo przehandlować w zamian za ewentualne poparcie rosji przeciwko Chinom.

@Kronos Owszem, to ryzyko.

Ale taki handel jest bardzo nieprawdopodobny. Powodów jest tutaj wiele.

Pierwszym jest, o dziwo, lojalność plemienna. Stany potrzebują sojuszników, a jedynymi w miarę pewnymi są państwa europejskie, z którymi ten kraj współdzieli znaczną część etnosu. NATO powstało właśnie z tego względu. I wbrew zapewnieniom, nie było wyłącznie sojuszem obronnym, a sojuszem w celu wyeliminowania zagrożenia wschodniego (jak wiele innych sojuszy europejskich w historii). Wyeliminowania pasywnie, bądź aktywnie. Ten element wspólnoty NATO jest bardzo istotny z punktu widzenia żywotnych interesów USA, bo gwarantuje znacznie szerszą projekcję siły na planecie.

Niekompatybilność kulturowa powoduje również niemożność robienia handlów z państwami Azji - one mogą być jedynie ustawione do pionu jakimiś działaniami, ale nie mogą być trwałymi sojusznikami (kolejny casus wynikający z historii). Wyjątkiem może tu być Japonia, ale jedynie dlatego, że również jest mentalnie bardzo różna od sąsiadów.

Następnym powodem jest miałkość oferty rosyjskiej. O ile armia chińska jest niezaprawiona w boju, o tyle rosyjska, nawet doposażona, jest obciążona oligarchiczną strukturą dowodzenia, która wyklucza jej efektywne użycie. Oczywiście można przemielić dodatkowe kilka milionów ruskich w wojnie z Chinami (co już też było ćwiczone historycznie i to całkiem niedawno, acz na małą skalę), o tyle efektywność takiego rozwiązania jest wątpliwa.


Miałkość tej oferty polega również na braku dodatkowych atutów - przemysł rosyjski jest przestarzały, niewydolny i dławiony korupcją. Nie można nań zrzucić dodatkowych obowiązków. Ach, wspomniałem o niedoborze pracowników i nadciągającym w tym kontekście kryzysie demograficznym? No właśnie. Zasoby naturalne są wbrew pozorom marnym argumentem.

Idąc dalej, rosja nie może wyplątać się z układu BRICS - to jedyne pewne źródło środków i technologii. Tymczasem, mając USA za sojusznika trzeba spełnić kilka wejściowych warunków, których rosja nie będzie mogła spełnić przez wiele najbliższych lat. Nie chodzi o demokratyzację, a o stabilny, wolny rynek. Bez gigantycznego narzutu korupcji. Trump już tego posmakował w Ukrainie - wycinanie raka korupcji nie jest łatwe, ale czas wojny sporo ułatwia. Niemniej, to duży problem mentalnościowy. A Ukraina, za czasów ZSRR była najbardziej zindustrializowaną republiką sojuza, z najbardziej praktycznym podejściem do biznesu (jeśli można mówić o biznesie w kontekście gospodarki planowej). Jednak problem dławienia inicjatywy wszechobecnym bakszyszem spowodował, że po odzyskaniu niepodległości Ukraina się stoczyła. A raczej - nie poszła w górę tak, jak choćby Polska. W rosji, ten problem jest dużo głębszy i z punktu widzenia Trumpa, inwestowanie w takiego niepewnego (z powodu różnic mentalności) i zasobożernego (bo czarna dziura korupcji zeżre, co się da) sojusznika jest mało sensowne.

Mógłbym pisać dalej, bo jest o czym, ale na razie wystarczy.

@Kronos Niemal równolegle z moją odpowiedzią, w ciemnych zakątkach internetu, ktoś wyprodukował niezwykle zbieżny z naszą dyskusją tekst, który postanowiłem ukraść i tu wstawić :

(...) the soviet system siphoned talent and resources from everyone. It's just that a ton of russia percentage wise was perpetually fucked. Shitty (as in even by soviet standards) industry, often being put higher in priority than better one in different places, shitty agriculture, shitty resource extraction and so on.
Kinda like the UVZ plant: the whole T-72 had to be developed because that factory in the bumfuck shit hole of USSR couldn't produce the more advanced designs from Kharkiv and Leningrad, so they had to develop a dumbed down tank. Why couldn't they produce it? Because both the local industry capabilities and workforce were worse than in other places.
Or the perpetually fucked agriculture in "non-black-soil regions" of russia - a ton of money gets invested there, a few years go by and it's still fucked there. But nobody cares because there are other parts of USSR which will pick up the slack.
That's not to say that there wasn't anything good or top-tier done in russia proper, it's just that it got decimated by both internal and external brain drain since 90s. It's not that just engineers would leave to emigrate, but they'd also leave their core competency positions to work in some BS place, since they could actually get money there. As in why would you work in Roskosmos (the RU space agency corp) for $450 per month where you could earn $900 by selling fuckin' cellphones lmao. Why aren't they paid okay despite infinite oil and gas money? Because of three reasons:
- since early 90s things were fucked and the idea was "why bother with X, we have oil and gas, we'll buy X abroad";
- the soviet culture of treating workforce as subhuman cattle, you think US corp world is bad? bruh, you're in paradise compared to soviet BDSM shit;
- it's a mafia regime, it physically can't do complex long-term productive shit outside narrow focused crap done with giant overhead and corruption;

Zaloguj się aby komentować