Dlaczego podlewanie wodą ze studni i systemy nawadniania to nie rozwiązanie?
Jedna z osób napisała mi, że sposobem na braki deszczu, ograniczenia wodociągów gminnych jest własna studia i system nawadniania. To jednak pomysł, który opiera się na myśleniu, że zasoby wody pod ziemią są niewyczerpane. Jednak prawda jest taka, że złoża wody to złoża jak każde inne - można je wyeksploatować. Co prawda powoli odnawiają się, ale... po pierwsze, jeżeli wydobycie będzię szybsze niż odnawianie, to na pewno kiedyś się skończą. Po drugie, odnawiają się z wody opadowej, która przez setki i tysiące lat przesącza się przez grunt. I wracamy znowu tutaj do tematu opadów, których nie ma.
(I to nie jest "twoja własna" woda, bo ujęcie masz na twojej działce. Jest twoja w równym stopniu, jak powietrze nad twoją działką jest twoje. Warstwy wodonośne nie uznają granic działek geodezyjnych. Pobierając wodę podziemną, pobierasz wodę, która jest dobrem wspólnym nas wszystkich).
Podlewanie ogródków wodą ze studni, to przejadanie "oszczędności", jakich dokonała natura. Doskonałej wody pitnej, która jest naszym cennym narodowym skarbem i którą powinniśmy zachować dla przyszłych pokoleń, a nie trwonić ją na zabawy w angielskie trawniki w pustynniejącym klimacie środkowej Europy.
Dobrym przykładem czym kończy się taka rabunkowa eksploatacja podziemnych złóż wody, jakby jutro miało nigdy nie nadejść, jest dolina San Joaquin w Kalifornii. Z powodu intensywnego pompowania wody do nawadniania upraw, w zaledwie 50 lat [!] cała dolina zapadła się już miejscami nawet o 10 metrów. Braki wody w nieodległej perspektywie czasu to jedno, a już dziś nieruchomości tracą na wartości przez osuwanie się terenu i pękanie.
https://www.gospodarkamorska.pl/kalifornia-zapadla-sie-po-wypompowaniu-wody-spod-ziemi-68460
https://www.reddit.com/r/collapse/comments/1mibfug/californias_sinking_land_causes_central_valley/?tl=pl
https://www.newsweek.com/california-sinking-land-local-homes-lose-value-2108418
#ekologia #ogrodnictwo #pogoda
Komentarze (36)
@dradrian_zwierachs Dokładnie tak jak piszesz. Można mieć mimo suszy zielony ogród, tylko trzeba postawić na roślinność, która tej suszy się nie boi. Rodzime rośliny, które nie wymagają regularnego podlewania. A nie zielony trawnik, który jest modą która przyszła z Wysp Brytyjskich - gdzie pada dużo częściej a trawę regularnie "strzygą" owce.
Ale to wymaga sposobu myślenia i zmiany postrzegania tego, co "ładne". Dzisiaj szczytem marzeń przeciętnego Polaka jest trawnik i rządek tuj dookoła pod płotem. No, może jakieś jeszcze mikroskopijne drzewka - pizdryki szczepione na pniu. Taki ogrodniczy odpowiednik Passata B5 w dieslu.
@dziad_saksonski Problem z sosnami jest taki, że pod nimi nic nie chce rosnąć bo zakwaszają glebę (jak mi ktoś w poprzednim wpisie napisał). Ale są odporne na suszę i dają jakiś cień. Chociaż osobiście poszłabym w kilka "pięter" - tak jak idę u siebie w ogrodzie - drzewa liściaste (owocowe, żeby było dwa w jednym pożytku), krzewy ozdobne a najniżej niskie byliny i krzewy okrywowe. Chronią glebę przed wysychaniem a korzenie pozwalają lepiej łapać wodę deszczową, umożliwiając jej lepsze wsiąkanie.
Niby tak, ale... Pisanie że woda w studni nie jest Twoja i korzystanie z niej powinno być "społecznie odpowiedzialne" jest niby prawdą, ale z mojej perspektywy zakrawa na absurd, w sytuacji gdy paręnaście km dalej mam dwóch "producentów" wody butelkowanej, którzy pobierają spod ziemii HEKTOLITRY wody każdej doby, przyczyniając się do ciągłego pogłębiania leju depresji w całej okolicy.
Innymi słowy - zgadzam się z Tobą, ale apelowanie do ludzi by nie podlewali trawniczka czy warzyw, to trochę tak jak apelowanie by nie kupowali spalinowego auta z 2 litrowym silnikiem bo ekologia.
A temat niedoborów wodnych jest bardzo poważny i sam obserwuję go od przynajmniej 15 lat, kiedy to prostowanie i meliorowanie każdego naturalnego cieku wodnego za unijne pieniądze było priorytetem każdej gminy...
@wiatrodewsi "Producent" płaci za pobieranie tej wody, właściciele przydomowych ujęć nie. Woda wydobyta przez "producenta" służy ludziom do picia (jak ludzie kupią i wypiją tą wodę to wypiją mniej kranówy, więc bilans wychodzi na zero). I last but not least woda do picia jest nam niezbędna do życia, więc wydobycie jej w tym celu jest moralnie usprawiedliwione. W odróżnieniu od perfekcyjnych nawadnianych trawniczków, które są wyłącznie kaprysem i fanaberią dyktowaną modą, a nie niezbędną życiową potrzebą. Trzymając się twojego samochodowego porównania - samochód, tak, jest niezbędny praktycznie każdemu, tak jak woda, ale nie musisz kupować 4-litrowej terenówki, która gabarytami zajmuje 2 miejsca parkingowe.
A temat retencji i melioracji to osobna sprawa, oczywiście jest tak samo ważny - bez kompleksowych działań w tym kierunku i świadomości, zarówno władz jak i zwykłych ludzi, nie powstrzymamy katastrofy.
@GazelkaFarelka Sorry, ale co to za argument że producent wody butelkowanej za nią płaci? Komu? Ziemii? Klimatowi? W jaki sposób przybywa nam od tego wody? I nie - to że ludzie nie wypiją wody z kranu tylko z butelki nie czyni bilansu zerowym. Równie dobrze można pisać że my możemy czerpać więcej bo przecież w Afryce wodę oszczędzają. Jest w chuj istotne czy tą wodę pobiera się równomiernie na ogromnym terenie, czy pompuje się hektolitrami punktowo.
Co w sumie nie zmienia faktu że dyskusja jest czysto akademicka - bez głębokiej refleksji władz i odgórnej strategii, przeciętny Kowalski gówno może, nawet jeśli ma hektar trawnika.
@wiatrodewsi Opłaty i koncesje na wydobycie pobierają i przyznają "Wody Polskie", czyli jak mniemam trafia do budżetu państwa. To nie jest tak, że producent wpada na pomysł sprzedawania butelkowanej wody, zamawia ekipę, wbija do podziemnych złóż i sobie za darmo wodę pompuje ile mu się podoba. W teorii koncesja na wydobycie przyznawana jest tylko taka, która nie będzie nadmiernie eksploatowała podziemnych złóż - pomyśl o tym jak o wycince lasu, gdzie co roku jest ustalana jakaś pula, którą można wyciąć bez szkody dla całego kompleksu leśnego.
Więc może i takie przedsiębiorstwo bierze dużo wody, ale jest to w jakiś sposób kontrolowane. Natomiast jak miliony domków, w skupiskach dużych aglomeracji - obwarzanki wielkich miast, porobią sobie swoje studnie, okoliczni rolnicy swoje, to nikt tego nie kontroluje, bo teoretycznie do nie ma obowiązku tego zgłaszać do głębokości 30m i poboru do 5m3 na dobę. A w praktyce nikt nie sprawdzi, czy ty sobie zrobiłeś 30 m czy 100 m, ani nie sprawdzi ile w rzeczywistości pobierasz, nie ma zgłoszonej studni, nie ma licznika, ile tam leci to tylko ty sam wiesz. Ty jesteś ucziwy i wystarczyłby ci 1 m3, ja jestem uczciwa i wystarczyłby mi 1 m3, reszta się nie szczypie, jest za darmo to leci. A skala robi swoje.
Ponadto każdy taki odwiert, każda dziura to potencjalne zanieczyszczenie złóż.
@GazelkaFarelka Nie, to tak niestety nie działa. Praktyka jest taka że producent co prawda płaci koncesje i podatki, ale potem bierze ile chce. Naprawdę myślisz że jak biznes mi się rozwinie i będzie potrzebował tej wody 5 razy tyle, to powie sobie nie nie, nie mogę, bo osuszę lokalne studnie, źródliska i rzeki? Przecież to się dzieje nagminnie. A nawet jeśli płaci dużo, to w żaden sposób nie przybywa od tego wody, bo i jak? Problem się tylko pogłębia.
Ja się zgadzam że nawadnianie trawników to głupota. Mój jest rudy już w czerwcu, bo mieszkam na piaskach. Ale skupiasz się na jednym, jedynym aspekcie, wcale nie najważniejszym. Pomyśl - czy mycie się 2 razy dziennie też jest moralnie uzasadnione? A to też jeszcze nic. Zdajesz sobie sprawę ile tysięcy hektarów i plantacji jest nawadnianych, często tylko po to żeby potem można było krzyczeć i odszkodowanie bo klęska urodzaju? Ja wiem - każdy lubi jabłka, ale kiedyś nie było nawadniania i sadów ekstensywnych, a ludzie też je jedli...
Tak, nawadnianie trawników jest niepotrzebne i może głupie, ale jakoś ciężko mi patrzeć wilkiem na typa co nawadnia 5 arów trawy gdy obok ktoś z tego samego źródła wody nawadnia w celach komercyjnych 10 hektarów maliny czy 20 jabłoni. A w tym czasie władze lokalne przy ogólnym poklasku likwidują resztki lokalnej retencji. O czym my w ogóle rozmawiamy...
@wiatrodewsi
bierze ile chce
Nie bierze ile chce, masz ilość określoną w pozwoleniu wodnoprawnym, bierze tyle na ile dostał pozwolenie. Jak chce więcej, to musi się starac o nowe pozwolenie.
3. Opłaty za pobór wody (opłaty zmienne i stałe)
Po uzyskaniu pozwolenia, za sam pobór wody (usługi wodne) ponoszone są opłaty na rzecz Wód Polskich, które zależą od ilości pobranej wody (m³).
Skupiam się na tym aspekcie, ponieważ przeciętny człowiek ma na niego wpływ a zmienianie świata należy zacznać od siebie. Co nie znaczy oczywiście, że mamy ignorować pozostałe rzeczy, o których piszesz. Na przykład:
ktoś z tego samego źródła wody nawadnia w celach komercyjnych 10 hektarów maliny czy 20 jabłoni.
Jest bardzo prawdopodobne, że robi to nielegalnie, bo teoretycznie powinien mieć te studnie zgłoszone, założone liczniki i za tą wodę musiałby normalnie płacić i już by mu się tak nie opłacalo lać bez umiaru. Dlaczego zakładasz, że patrzeć wilkiem można tylko na jedną grupę ludzi?
P.S. Tak, mamy w domu tylko prysznic, ogólnie zużywamy mało wody.
@GazelkaFarelka Ale Ty mi ciągle udowadniasz że biznesmen który pobiera wodę do celów handlowych jest spoko bo płaci. A ja jeszcze raz pytam - co z tego? W jaki sposób poprawia to sytuację wodną na danym obszarze? Wracając do Twojego przykładu z lasami - jeśli regionalna dyrekcja Lasów Państwowych powiedzmy w Warszawie wpłaci do budżetu parę razy tyle co teraz, to rozumem że nie będziesz miała nic przeciwko temu że wytną wszystkie lasy na Mazowszu? Przecież w lubuskim jest dużo, więc bilans wychodzi na zero
Apelowanie o rozsądne gospodarowanie wodą jest jak najbardziej prawidłowe i uzasadnione, ale czepianie się tych trawników to uderzanie w promil problemu - po prostu bez sensu w obliczu całości i złożoności problemu. Ile litrów trzeba by wyprodukować jednego t-shirta? A przecież ludzie tak łatwo je wyrzucają. Ile kosztuje wyprodukowanie jednego kilograma wołowiny? A przecież powinniśmy ograniczać mięso...
Jeszcze raz powtarzam - ryba psuje się od głowy i zanim zacznie się jebać malutkich za trawniczek, trzeba najpierw zacząć wymagać realnych działań na samej górze. Bez tego i tak chuj z tego...
@wiatrodewsi Nigdzie nie twierdzę, że pozostałe aspekty nie mają znaczenia. Wpis nie jest kompleksową analizą zużycia wody, a jeden czynnik nie unieważnia innego.
Jakbym zrobila wpis o szkodliwości konserwantów w żywności, to byś mi tłumaczył ze niepotrzebnie się czepiam bo palenie papierosów czy picie alkoholu szkodzi duzo bardziej? No nie, bo jedno nie wyklucza drugiego, a ja nie piszę wpisu o wszystkim, co szkodzi zdrowiu, tylko o jednym jakimś czynniku.
Mówiąc o bilansie mam na myśli bilans danego lokalnego subzbiornika właśnie. A nie ogólnopolski. Ustalane są stany i limity dla zbiorników podziemnych w poszczególnych regionach, nikt nie bilansuje wydobycia w Zachodniopomorskiem stanem zbiornika w Bieszczadach, bo to przecież bez sensu.
@GazelkaFarelka bardzo dużo domów na wsi i pod miasteczkami ma takie trawniki. Myślę że może ich dzieci dopiero zaczną coś z tym robić. Szczycą się tymi pięknymi trawniczkami bez chwasta i ze studniami głebinowymi do ich podlewania i oszczędzania na wodzie z wodociągu. Dopuki nie będzie jakiejś regulacji odnośnie wód gruntowych i ich wykorzystania to nic się nie zmieni
@GazelkaFarelka fajny post i ogólnie zgadzam się, że nadmierny pobór może stać się realnym problemem, a nawet zagrożeniem jak w przytoczonej Kalifornii.
Natomiast zastanawia mnie realny wpływ poboru wody głębinowej na użytek własny w gospodarstwach domowych. Szczególnie w kontekście podlewania ogrodów. W momencie poboru wody ze studni w celu podlania ogrodu, większość tej wody jednak przesiąka przez grunt i ponownie zasila warstwy wodonośne. Częściowo odparowana woda wraca do nas również w postaci deszczów. Oczywiście, proces przesiąkania wody trochę trwa, ale jeżeli mówimy tutaj o przepuszczalnych gruntach, a nie glinach, to są to chyba raczej tygodnie do miesięcy, a nie tysiące lat. Więc wydaje się, że pobór nie jest jednak tak obciążający dla całego systemu, do czasu nim nie pobieramy dziesiątek tysięcy litrów dzień w dzień. W pewien sposób jest to dość krótki domknięty cykl.
Sprostuj mnie proszę jeżeli mocno rozjeżdżam się tutaj w rozumowaniu z prawdą.
@galencjusz
większość tej wody jednak przesiąka przez grunt i ponownie zasila warstwy wodonośne.
W przypadku trawników, większość odparowuje albo jest pobrana przez rośliny i z roślin odparowuje.
Częściowo odparowana woda wraca do nas również w postaci deszczów.
Nie wraca, ten deszcz spada gdzieś indziej a nie u nas. My możemy liczyć na deszcze z wody, która paruje z Morza Śródziemnego oraz z Atlantyku. Jeżeli do nas dotrą. A ostatnio nie docierają. Cykl by się domykał, gdybyśmy mieli śnieżne zimy, deszczowe i burzowe wiosny i jesienie. Ale nie mamy.
Jeden dom różnicy nie czyni. Skala milionów domków w całym kraju robi różnicę.
Tylko czy taka studnia (na którą nie trzeba operatu wodnoprawnego i pozwolenia) która jest głęboka powiedzmy na 5-6 m i pobiera na dobę 2-3 m3 wody robi jakąkolwiek różnicę dla warstw wody głębinowej, która pobierana jest przez wodociągi? Bo mam wrażenie że porównywanie takich studni do tego co robi się w Afryce czy USA to jednak nietrafione porównanie.
W kwestii eksploatacji studni istnieją w Polsce przepisy, które to regulują.
@dez_ Po pierwsze skala setek tysięcy domków (jak obwarzanki aglomeracji), a po drugie ile faktycznie tych niezgłoszonych studni jest rzeczywiście do 30 m i pobiera tylko 2-3 m2 na dobę? Nikt tego nie weryfikuje, bo skoro nie ma obowiązku zgłaszania to nikt nie zgłasza, a więc skąd niby w ogóle miałoby być wiadomo, kogo kontrolować?
@GazelkaFarelka ale my tu nie o zgłaszaniu studni (lub nielegalnym poborze wody). Może inaczej, wg Ciebie lepiej żeby te trawniki były podlewane wodą głębinową, przetworzoną przez wodociągi ? Opcją jest zakaz posiadania trawnika?
Sam mam zbiornik na deszczówkę + studnie która jest używana do dolewania wody gdy jej zabraknie bo deszczu nie ma. Nie obciążam sieci wodociągowej, nie marnuję przetworzonej wody na wlewanie jej do gruntu. Chce mieć ładnie za oknem, rozumiem tych którym podoba się stepowa łąka, ale nie mam w planach krytykować ich i nakazywać posiadania golfowej darni.
Co proponujesz zatem (w odniesieniu do tezy postawionej na samym początku) ?
@dez_ Proponuję świadomość i zmianę estetyki
Chce mieć ładnie za oknem
To kwestia mody i subiektywnego odczucia, zmieńmy że "ładnie" to połać pustego placka z trawą w określonym gatunku. Tak jak kryzys paliwowy nie jest porą na to, żeby modne były 4-litrowe terenówki, tak jak kryzys I WŚ spowodował, że przestały być modne i noszone na co dzień koronkowe, falbaniaste, powłóczyste damskie suknie, samo kryzys braku wody to nie pora na pielęgnowanie mody na wymagające podlewania trawniki. I nie mówię tutaj o kawałku trawniczka do pobiegania sobie przez dzieciaki, tylko areałach wielkości boiska piłkarskiego.
stepowa łąka
Niekoniecznie stepowa łąka, no właśnie to jest problem że w społecznej świadomości nie ma nawet żadnej "ładnej alternatywy". Możesz mieć "ładnie czyli trawnik i tuje", albo wiadomo, jak tego nie masz to zostają tylko brzydkie zapuszczone chaszcze i proponowanie ludziom braku trawnika i tuj traktowane jest na równi z propozycją nie mycia się czy nie sprzątania w domu.
Ciężko poznać realny stan, skoro prawo nie wymaga rejestracji - nie jesteśmy w stanie oszacować ile takich studni jest i jak realnie one wpływają. Teoretycznie powinieneś zgłaszać, ale w praktyce nikt tego nie robi, bo po co sobie dupę zawracać - kto ci sprawdzi, jak głęboko wiercisz i ile pobierasz? Na jakiej podstawie nawet miałaby wejść jakakolwiek kontrola, skoro żadna studnia u ciebie nie istnieje?
Bo że wpływają mozemy chyba uznać za pewnik? Jedna na pewno praktycznie nic nie zmienia, ale całe podmiejskie osiedla domków jednorodzinnych w aglomeracjach razem wzięte mają realny wpływ.
A inna kwestia to jeszcze promowanie takiego podejścia, czyli "Susza? Nie problem, zrób sobie własne ujęcie" - czyli jeżeli nawet na razie zapasy są bezpieczne, to promując takie podejście możemy je poważnie naruszyć.
Tutaj masz mapę - widać, ze są regiony w Polsce, gdzie ten stan wykorzystania zasobów wód podziemnych jest większy niż 100%, czyli prowadzi do deficytu:
https://www.pgi.gov.pl/images/psh/artykuly/stan-srodowiska/stopien-wykorzystania-2012-72dpi.jpg
@GazelkaFarelka kurcze mapka fajna, ale jak ona się ma do kilkumetrowych studni? Masz jakieś opracowania naukowe na ten temat? Wrzucasz tezę bez najmniejszego dowodu, na zasadzie "tak uważam, więc tak jest, bo to wg mnie logiczne". Mieszkam na takim osiedlu, studnie ma może 10% znajomych mi domów, po czym wnosisz że skala tego jest tak duża, skoro sama wiesz ze nie ma żadnych baz danych na ten temat?
A co do mapki - czerwony rejon na prawo od Poznania to terytorium PAK - elektrowni Konin, która bardzo mocno wpłynęła na poziom wód gruntowych swoją działalnością. Są na ten temat opracowania, choć możemy też twierdzić że to wina studni działkowców ;)
@dez_ @GazelkaFarelka trochę się zaperzyła w dyskusji ale nie, nie trafiła kulą w płot z przykładem Kalifornii. W Polsce mamy podobne zjawiska choć nie na taką skale i w innego rodzaju zbiornikach ale są.
Czy podlewanie z przydomowych studni ma wpływ na zasoby wód podziemnych? Ma oczywiście ale jest on nie do oszacowania nawet ze względów różnych, choćby takich że nie wiadomo ile tych studni jest i jakie mają pobory. Wszelkie dane są bardzo fragmentaryczne a o deficytach dowiemy się dopiero wtedy, kiedy tej wody braknie. Można przyjąć, że na większości obszaru Polski pobór z rozproszonych ujęć o niewielkim poborze ma ten wpływ niewielki a ewentualne sezonowe zmiany poziomu wód gruntowych nie są nawet rejestrowane (bo kto ma świstawkę i dzienniczek pomiarów). Ten pobór będzie miał marginalne znaczenie przy zmianach wielkoskalowych sezonowych, regionalnych i przy wieloletnich trendach. Zjawiska zmian poziomu zwierciadła wody są analizowane na przestrzeni lat i zdecydowanie większy wpływ będą miały warunki klimatyczne niż podlewanie trawnika (https://www.pgi.gov.pl/psh/psh-2/najnowsze-publikacje/4715-nizowki-hydrogeologiczne-w-polsce-w-latach-1981-2015.html np. tutaj z całym brakiem szacunku do metod i danych PIGu coś tam jednak wynika). Co nie znaczy, że przy powtarzających się niżówkach w niektórych obszarach w studniach pompa może zapiszczeć cieniutko bo braknie wody.
Sam rozkład opadów w ciągu roku może spowodować, że usiłowania utrzymania trawnika staną się bezcelowe. Albo trzeba będzie przemyśleć dobór roślin i iść w kierunku niekoszonej łąki albo w skrajnych przypadkach mat rozchodnikowych. I twoje chcenie posiadania zielonego dywanu pozostanie w sferze marzeń
Problem jest dosyć szeroki.
@dez_ Totalnie rozminąłeś się z sensem z mojego wpisu, gdzie głównym stwierdzeniem jest, że koncepcja rozwiązania problemów z suszą przez podlewanie ogrodów czy upraw to "[...] pomysł, który opiera się na myśleniu, że zasoby wody pod ziemią są niewyczerpane." Chyba zgadzamy się oboje, że są wyczerpywalne tak samo jak inne surowce i że są na świecie przykłady, gdzie takie rzeczy się dzieją?
Nawet jeżeli bierzesz wodę z głębokości kilku metrów, to warstwy te są zasilane opadami. Których notorycznie brakuje.
Fajnie, że w twojej okolicy nie ma problemu z wodą podziemną. W mojej też nie ma. W innych jest problem. Jakby u ciebie wszyscy poszli zgodnie z twoją logiką, 100% ludzi czyli 10x więcej niż teraz założyło pompy do podlewania ogródków, po paru latach problem prawdopodobnie byś odczuł i musiał bić nową, głębszą studnię.
Pompowanie wody spod ziemi nie jest sposobem na walkę z suszą.
We wsi w innym regionie Polski, gdzie kiedyś mieszkałam (Wielkopolska), ujęcie wody dla wioski wyczerpało się - notorycznie leciał już jakiś żółty syf - z tego powodu projektowano już nową nitkę, aby połączyć wieś z wodociągiem gminnym zasilanym z innych ujęć. Robiąc własną studnię, trzeba było się liczyć z odwiertem ponad 100 m głębości, bez gwarancji powodzenia. Tak jak gdzieś pisałam, mieliśmy na oku działkę oddaloną od wodociągu, więc wysyłaliśmy zapytania o koszt potencjalnej studni przed zakupem i taką informację otrzymywaliśmy od wszystkich firm, które się tym zajmowały.
@GazelkaFarelka i dochodzimy do klu problemu. bo studnia studni nierówna. Studnia o której ja myślę to mały odwiert na kilka metrów (kilka, nie kilkanaście / kilkadziesiąt) z poborem wody na poziomie 1-2 m3 dziennie - masz prawo się nie zgodzić, z moim twierdzeniem że taka studnia ma pomijalny wpływ na wody gruntowe - dlatego że pobierane są wody podskórne, których odnowienie następuje bardzo szybko, a przy rozsądnym wykorzystaniu tej wody (podlewanie automatyczne w nocy) powoduje że znacząca część wody wraca znowu w glebę. Dla jasności - jestem świadom problemów hydrologicznych, ale takie mini studnie w mojej ocenie winne są tej sytuacji najmniej. Niestety bez rzetelnych badań ani Ty mi, ani ja Tobie nic nie udowodnimy.
@pigoku zgadzam się że problem jest znacznie bardziej złożony niż stwierdzenie "studnie przydomowe to zło".
Zaloguj się aby komentować

