@ZohanTSW
No bo nie chcę zostawiać tego w formie czarno białej: że albo mamy niską frekwencję i lepszą jakość, albo wysoką frekwencję i gorszą jakość
Ale niestety tak to wygląda i nie ma w historii przykładu, który by pokazywał, że zwiększona frekwencja wpłynęła pozytywnie na dyskurs polityczny. Wręcz przeciwnie, bo od początku historii nowoczesnego parlamentaryzmu istniały partie polityczny, które bazowały na populiźmie. W gruncie rzeczy obecna komunikacja polityczna nie różni się od tej z np. lat 20 lub 30 XX wieku. Jakbyś sobie posłuchał wystąpień Mussoliniego, Czarnka, Berkowicza, Gomułki, Trumpa czy Hitlera to tak naprawdę różnią się one tylko treścią, ale nie konstrukcją - populiści obiecują proste rozwiązania złożonych problemów + podają na tacy zagrożenie zewnętrzne, aby wywołać strach.
I wiedzą, że nie mogą sobie pozwolić, aby ich elektorat musiał myśleć/wybierać/debatować etc. Prostota nie wymagająca myślenia nie dość, że dobrze trafia do ludzi to jeszcze rozszerza potencjalny elektorat.
Idealny przykład to te wszystkie partie Korwina (temat znam z autopsji jako ex-korwinista): UPR czy Kongres Nowej Prawicy nie był w stanie przebić progu wyborczego, bo skupiał się na krzewieniu idei liberalizmy. Korwin z Berkowiczem opowiadali o konceptach wolności negatywnej, austriackiej szkole ekonomii, o Friedmannie, podatku pogłównym etc. I mówili miejscami dość sensownie, no ale to się nie sprzedawało. Dopiero jak jako Konfederacja zaczęli straszyć Unią, Ukraińcami to popracie wywaliło na 15% obecnie.
Więc przykro mi ale nie, obecny stan się nie zmieni, a wręcz pogłębi przez media społecznościowe