Odratowany drozd już ze starymi. Zaniosłem go na skraj lasu tam, gdzie znalazłem i początkowo dosyć długo trzymał dziób na kłódkę ale jak zaczął ćwierkać to za każdym razem natychmiast odpowiadało mu krótkie gwizdnięcie. Nawet jak byłem kilkanaście metrów dalej (pilnowałem go przez lornetkę) to rodzice nie chcieli podlecieć więc nakarmiłem gościa po korek i na jakiś czas odszedłem (tak radziły chaty AI). Jak wróciłem po godzinie to był ale o dziwo niegłodny/nakarmiony a potem gdzieś go rodzice przemieścili. Z tego co wyczytałem to trudno ich bezpośrednio zobaczyć bo podlatują do podlotka tylko na kilka sekund aby go nakarmić a potem kierują z oddalenia głosem. Zgłębiłem trochę temat i drugi dzień to był właściwie ostatni moment aby rodzice go wciąż szukali i zapamiętali. Lubię drozdy i ich śpiew dlatego przed wypuszczeniem musiał mi obiecać, że jak założy rodzinę to nie będzie się powstrzymywał od prokreacji, nawet jeśli będzie preferował podróże i samorozwój. Już zacząłem czytać o przygotowaniach do wypuszczenia, jak go uczyć samodzielności i umiejętności przetrwania. Ale na szczęście będzie miał lepszych, ptasich nauczycieli. Na pożegnalnym zdjęciu widać jak błyskawicznie się taki podlotek opierza, przez niecałe dwa dni stracił resztki puchu i zaczęły mu wyrastać pióra z ogona.
#ptaki #ornitologia







