Raczej nieoczywisty wybór, ale to chyba mój ulubiony kawałek z "Superunknown" obok "Like Suicide".
Uwielbiam ten dalekowschodni klimatyczny riff, niestandardowe strojenie gitar (kto próbował zagrać, ten wie co Kim Thayil wyczyniał z gitarami) i lekko psychodeliczny wokal Chrisa.
same here. cały album hitów i ten jeden kawałek, gdzie ten gitarowy flow się tak lajtowo ciągnie przez cały utwór. wręcz płynie i zabiera mnie z nurtem. coś w tym stylu podobnie miałem na przykład z "When the Levee Breaks" na Led Zeppelin IV.
Wiadomo, że to kiedy rejestrowali ten kawałek jako demko, to Alice to był już w pełni dojrzały zespół, po genialnym debiucie i kilku trasach koncertowych, więc nie traktuję tego jako "demo" per se.
Ale k⁎⁎wa! Na "Dirt" to nie brzmi tak dobrze jak w wydaniu z "Music Bank".
Co to byli za geniusze! Cantrell i jego kompozycje, harmonie wokalne i riffy, do tego głosisko Layne'a...
Widziałem Alice In Chains w Spodku w 2006 roku z Du'Vallem na wokalu, który potrafił w manierę Staley'a, było mega.
Jestem taki stary, że słuchałem Nirvany przed Nevermind. Czasy gdzie kasety kupowało się w butiku z ciuchami. I nie jakieś disco italo tylko np. Bathory.
@ErwinoRommelo z tych flanelowych chłopaków to najbardziej zbliżony do Stanleya, wydawał mi się wokalista popularnego ale dużo mniej Candlebox. Donću fink?
@BoJaProszePaniMamTuPrimaSorta lubię jeszcze "Vs." i trochę "Yield", ale reszta? Meeh, były momenty, ale to co robią i nagrywają teraz kompletnie mnie nie rusza. Za to moja żona lubi i mówi, że fajne... xD