Norweski projekt muzyczny założony przez lidera zespołu Emperor, Ihsahna, oraz jego żonę Ihriel. Zespół zręcznie przekracza sztywne granice gatunkowe, łącząc post-black metal i awangardowy metal z elementami muzyki klasycznej, gothic rocka, industrialu oraz ambientu.
Wykonawca: SML
Album: How You Been
Utwór: Chicago Four
Amerykański kwintet jazzowy z Los Angeles. W swojej eklektycznej twórczości muzycy łączą jazz, elektronikę, muzykę improwizowaną i eksperymentalną z elementami krautrocka, psychodelii oraz soul.
Wykonawca: Aril Brikha
Album: Ex Machina
Utwór: Kept Within
Szwedzki producent muzyki elektronicznej pochodzący ze Sztokholmu. W swojej twórczości mocno inspiruje się brzmieniem sceny Detroit, tworząc utwory z gatunków techno oraz tech house.
Fiński zespół muzyczny założony w 2005 roku w Helsinkach. Twórczość grupy wpisuje się w nurt depressive suicidal black metal (DSBM), charakteryzujący się wolniejszym tempem, melancholijnymi melodiami oraz tematyką opartą na rozpaczy i izolacji.
Wykonawca: Quivver & Dave Seaman
Album: Speak Da Language
Utwór: Speak Da Language
Wspólny projekt dwóch brytyjskich weteranów sceny elektronicznej (John Graham oraz David Seaman). Jako duet łączą siły, tworząc nowoczesne i hipnotyzujące brzmienia z gatunku progressive house.
Wykonawca: Zventa Sventana
Album: На горе мак (Na gore mak)
Utwór: На горе мак / Poppy Flower On The Mountain
Rosyjski projekt muzyczny założony w 2005 roku przez Tinę Kuzniecową i Jurija Usaczowa. Zespół redefiniuje tradycyjny rosyjski folklor, łącząc archiwalne pieśni ludowe z nowoczesną elektroniką w stylistyce cyber-folk oraz house.
trochę jakbym się cofnął w czasie do 2005 i sobie słuchał ambientów z mp3 wp pl. Piękne czasy, do teraz trzymam sobie niektóre kawałki. No nic, trzymaj Pan lajka, rozwijaj się i nie daj się AI
Algierski kwintet grający Tuareg desert rock oraz assouf (pustynny blues) z Tamanrasset, założony w 2006 roku. Ich twórczość łączy tradycyjne afrykańskie rytmy z funkiem i psychodelią.
Wykonawca: Valravn
Album: Koder på snor
Utwór: Kroppar
Duńsko-farerski zespół założony w Kopenhadze. W swojej twórczości łączy tradycyjny nordycki folk z elektroniką (folktronica), wykorzystując instrumenty dawne i tradycyjne obok nowoczesnych sampli. Skład tworzą: Anna Katrin Egilstrøð, Martin Seeberg, Søren Hammerlund, Juan Pino oraz Christopher Juul.
Przyznam szczerze, że jako fan Nile przede wszystkim z okresu od Black Seeds of Vengeance (2000) do Ithyphallic (2007) miałem problem z zaakceptowaniem nowej formuly zespołu bez Dallasa Toler-Wade'a. Z czasem jednak powoli dotarło do mnie, że obiektywnie to może być ich najlepszy album od czasów Annihilation of the Wicked (2005).
Wykonawca: Debmaster
Album: Crocodiles Homieees
Utwór: Space Tribe
Francuski producent muzyczny z Berlina (Julien Deblois). Tworzy eklektyczną elektronikę i eksperymentalny hip-hop w klimatach juke, bass music, IDM, glitch oraz skweee.
Taki vibe do konca #noc y, szkoda z piekla wyszli ci n z i wymyslili takie debilizmy jak wlasnosc intelektualna bo takim soundtraczkiem to bym nie pogardzil.
Meh, mam problem z tym nowym #sleep . Nie podchodzę już emocjonalnie do takich spraw, więc to, że Al wypieprzył z zespołu Matta (ponoć tak to się odbyło według żony Matta), a wydawanie nowych Omów jako Sleep jest spowodowane tylko tym, że Sleep przyniesie więcej hajsu, to cóż... No ich sprawa. Dobra płyta to dobra płyta, nieważne pod jakim szyldem.
Pierwszy kawałek naprawdę mi się podoba. Bardzo fajnie płynie, ma świetny flow, bujałbym się do tego na koncercie. Tylko to niepotrzebne, beznadziejne intro. Drugi kawałek, też niepotrzebne beznadziejne intro, a później już tak nie buja jak pierwszy, ale jakiś tam jeszcze potencjał jest. Z dalszej części płyty pamiętam tyle, że nie ma już ani jednego ciekawego riffu, a solówki są diabelnie niepasujące. Jakieś nie wiem, z bluesa, jazzu? Nie znam się, ale kompletnie gryzą się ze zjaranym stonerem. A przesłuchałem tę płytę wielokrotnie z uwagą, bo naprawdę chce mi się słuchać pierwszego utworu, a później leci to już w tle do końca.
Absolutnie koszmarne są bębny i gitara. I wiem, że w kontekście tego, kto gra na bębnach, brzmi to, jakby mnie powaliło. I rzeczywiście, Dale Crover brzmi tu jakby jako jedyny z tej trójki dobrze się bawił grając te swoje piruety. Tylko to zupełnie nie pasuje do reszty muzyki - brzmi jakby oni się w ogóle nie kontaktowali ze sobą komponując album. Bębny swoje, bas swoje, a gitara... Albo w ogóle nie ma żadnej roli, albo coś tam delikatnie drapie, albo gra te swoje solówki ze szkółki gitarowej. Nie spotkałem się wcześniej z tym Bubbą Dupree, ponoć to też nie jest małe nazwisko, ale jak jeszcze sprawdziłem, jak oni wykonują teraz na żywo Dragonauta, to zwątpiłem, czy on w ogóle potrafi grać. Lou Reed to też wielkie nazwisko, a jakim był wspaniałym wokalistą, to wiadomo... Matt Pike to przecież też wirtuoz nie jest, a granie Sleep nie wymaga wielkiej technicznej precyzji - ale trzeba mieć to flow, ten luz. Inaczej to po prostu nie siedzi.
Na koniec prezencja sceniczna nowego składu. Nie ma jej. To tyle