Film przygodowy familijny, klasyczne przygody, na plus to, ze rzeczywiscie bylo to kręcone w krajach, w których sie dzieje a nie jakis greenscreen. Moim zdaniem ocena na filmweb jest zaniżona. Przyjemnie sie to oglada, ladne aktorki i czasem nawet humorystyczne sceny. Taki Indiana Jones z temu. Ogolnie polecam
Silvia ze swoim partnerem żyje z połowu alg. Nie może mieć dzieci, ale gdy przygarnia suczkę Yuri, dużo się zmienia.
Silvia czuje dużą więź z psem, ale gdy suczka dorasta i ucieka, podążając za swoim instynktem, kobieta przywołuje traumę z dzieciństwa, gdy w trakcie zabawy zgubił się jej rówieśnik nad morzem.
Relacja z Yuri przybiera skomplikowaną formę, która tworzy konflikty pomiędzy psem a kobietą.
Bardzo ciekawy film, który początkowo oceniałam na 6/10 ale po rozmowie z kolegą, który też był ze mną na seansie, doszłam do wniosku, że kumpel ma rację i całkiem inaczej spojrzałam na ten film i nagle to, co mi tam nie pasowało, wszystko wskoczyło na swoje miejsce.
To zobligowało mnie do dyskusji z koleżanką z festiwalu - że czy ja jestem ujowa w ocenie filmów, bo jako jedyna potrafię elastycznie zmieniać zdanie, a na przykład inni trzymają się swojej oceny i nawet jeśli kiwają głową, rozumiejąc tłumaczenia innych to już nie zejdą z raz obranej oceny?
A może wprost przeciwnie, może dzięki otwartemu umysłowi jestem wręcz idealnym krytykiem filmowym, który lubi zyskiwać różne perspektywy na jeden film i analizować więcej "po" niż "w trakcie seansu"?
W każdym razie był to przez to jeden z ciekawszych seansów festiwalu.
"Nie widzę swojego życia poza granicami oblężenia. I nie widzę końca oblężenia poza granicami mojego życia." - napis na drzwiach mieszkania jednego z bohaterów filmu.
Palestyna. Oblężenie widziane z różnych perspektyw.
Arafata już psychicznie zjechanego, grupki znajomych chowających się w czasie ostrzału w wypożyczalni filmowej. Na sam koniec mamy akcję w szpitalu. Codzienność ludzi, którzy postanowili tu zostać.
Nie jest to na pewno mocno depresyjne kino, to raczej tak wygląda codzienność ludzi - ludzi, którzy są zdolni przystosować się do wszystkiego, dalej kochać, przyjaźnić się, kochać, rozsiewać dobrą energię. Ale jednak więcej tych przeszkód w nawet takich ograniczonych warunkach codzienności - bo przecież gdy chowacie się w zimnej starej wypożyczalni kaset video to warto by wykorzystać stare kasety do rozpałki, ale jedna z osób oburza się, bo dla niej te kasety to niezrównany symbol "życia przed", symbol kultury i wspaniałości życia, gdy nie było oblężenia. Dziś jednak nikt nie ogląda kaset, a ogrzać się trzeba, gdy na zewnątrz trwa ostrzał.
Wisconsin, lata 80. XIX wieku, czyli Dziki Zachód.
Szeryf i pastor równocześnie zanosi z innymi znalezione ciało żołnierza do miasteczka (Jacob też kiedyś był żołnierzem). Ale doktor mówi, że to choroba zakaźna i że trzeba działać bardzo ostrożnie.
Na razie nie chcą wzniecać paniki, ale zaczyna chorować coraz więcej osób. Do tego zbliża się prawdopodobnie wielki pożar do ich miasteczka.
Śmierć zbiera swoje żniwo. Horror, groza, piekło.
Bardzo mocny film, w pewnym momencie czułam, że wchodzę do piekła i bam! nagle tam jestem ze wszystkimi bohaterami. Jeszcze na początku czy w środku filmu można trochę brechnąć śmiechem, ale im dalej tym groza zabiera fun i wkraczamy na depresyjne klimaty gdzie śmierć jest codziennością.
Turcja. Udane małżeństwo z czternastoletnią córką. On dramaturg i wykładowca na uniwersytecie, ona główna aktorka Teatru Narodowego w Ankarze.
Ale pewnego dnia wszystko rozsypuje się jak domek z kart. On zostaje wydalony z uczelni za to, że namawiał studentów na wykładzie do wyjścia na demonstrację, ona za to, że po spektaklu nie poszła zrobić zdjęcia z gubernatorem.
Polityka wchodzi i psuje całkiem satysfakcjonujące życie tych ludzi. Bez pracy i pieniędzy są zmuszeni wyjechać do Stambułu i zamieszkać u teściowej. On jeździ taksówką, ona zapewne zaraz będzie grała w jakichś telewizyjnych serialach.
On pisze nowy dramat Żółte listy i postanawia wystawić go w małym lokalnym, zaprzyjaźnionym teatrze. Ogólnie film o tym, że tacy ludzie i tak sobie poradzą, tylko kosztem rozpadu rodziny, gdy zmieniają się podejścia jego i jej, wobec zmian polityczno-społecznych, które dotykają klasę średnią w dużych miastach.
Ciekawostka: niemieckie miasta udają Ankarę i Stambuł (Berlin i Hamurg).
Jakkolwiek oceniać temat filmu - sam obraz ogląda się dobrze, aktorzy top, akcja leci, nie nudzi się widz.
Miałem w głowie, że remake to był gniot. Przyjemnie się rozczarowałem. Nawet nie brałem poprawki na wiek tego dzieła. To jest po prostu bardzo dobry film i dalej się go dobrze ogląda.
Drugi film pani Marie Kreutzer na festiwalu. Wyostrzone, błądzące pomiędzy jawą a snem wyostrzone kino jak brzytwa.
Bardzo mi się podobało, ostatecznie wyniosłam wiele wniosków, w tym jeden, który pozornie odrzucamy na początku - że to właśnie intensywna praca zabiera cię w lepszy świat, bo twoje życie poza pracą, albo jest i tak na niej skoncentrowane, albo nie ma tam bliskiego, ostrego ale znanego "kopa".
Myślę, że to film, który zyskuje przy drugim seansie, ale dla mnie to była wystarczająco gruba jazda, więc rewatcha nie planuję w najbliższym czasie.
Spoilers alert!
Lola to perfekcjonistka. Pnie się po szczeblach kariery i teraz jej priorytetem jest pewien projekt. Ale Lola ma też parę tajemnic. Ma romans z przełożoną i chorą psychicznie siostrę.
Brak snu odbija się na Loli i zaczyna doznawać omamów, ale może to tak naprawdę sygnały ostrzegawcze? Przed tym, że wcale nie trzyma kontroli nad swoim życiem. Błądząc pomiędzy siostrą a przełożoną, kolejnymi miejscami i przeciążona pracą, bo chce być przeciążona pracą, przeżywa wszelkie stadia kryzysu – od masy piętrzących się problemów, po samobójstwo siostry, i wreszcie przychodzi ukojenie w postaci domkniętego projektu. Ale czy na pewno?
Tego już nie wiemy, ani ona pewnie też. Możemy tylko się domyślać, że nawet jeśli przyjdzie chwila refleksji, to Lola i tak rzuci się w kolejny projekt, bo takie jest jej życie i tylko to ją napędza, tak naprawdę.
Javier Bardem gra doświadczonego reżysera, który wraca do Hiszpanii, by nakręcić swój najnowszy film i odzyskać kontakt z córką, w której życiu nigdy nie uczestniczył. Proponuje jej jedną z głównych ról. Dla niej to szansa, bo nie jest znana i zazwyczaj gra w jakichś TV chałach.
Relacje jej i ojca oraz całej ekipy podczas kręcenia filmu czasem przybierają różny obrót. Ojciec i córka obserwują siebie z dystansem, próbując traktować siebie profesjonalnie, ale widać, że brak dopowiedzenia odciska swoje piętno.
Bardzo dobry film, dużo zbliżeń, które nie są robione dla samych zbliżeń, ale mają nam pokazać myśli dwójki głównych bohaterów, jak w jednym spojrzeniu wyraża się uczucie i ciężar wobec samych siebie.
Znakomite kino, znakomite aktorstwo i bardzo przemyślane zdjęcia. Plus w bonusie zaglądamy za kulisy pracy filmowej.
Taka bardziej gorącokrwista "Wartość sentymentalna".
@Carthago Możliwe, nie wiem jak to wygląda z premierami z Cannes, o ile sprowadzanie na festiwale to norma, to nie czaję reguł dotyczących ogólnej dystrybucji.
W każdym razie polecam pamiętać, warto! Dobry film.
Jakiś niezbyt fajny świat w przyszłości. Główną walutą są benzyna i kobiety.
W jednej osadzie, gdzie mają benzyny full, faceci pracują, ćwiczą i dają sobie sterydy. To świat męskich mężczyzn, masculine czy jak to się pisze.
Szef szuka następcy i wśród wielu facetów kandydatką jest kobieta, którą on ćwiczy i r⁎⁎ha.
Tymczasem do osady trafia kupiona za kanister benzyny kobieta, której w oko wpada owa Gorgona. W brutalnym męskim świecie Gorgona stara się być jak ci faceci, ale uświadomiona przez nową będzie walczyć o swoje, szczególnie że ma ukryte moce.
@Mahjong Tak jak śledzę feminizm akademicki i bardzo go cenię, tak ten "artystyczny" jest przeważnie po prostu niesmaczny i ja nie wiem czemu. Czy to brak pomysłu i tania reklama, bo się ludzie z obu stron rzucą, czy może coś innego? ¯\_(ツ)_/¯
@gwf-hegel-fangirl Ten film to akurat żaden artystyczny feminizm, to raczej parodia feminizmu ogólnego, jak już. To zwykły akcyjniak z cucuchami i ruchaniem i strzelaniem. Nothing more. Nazwałam to pseudofeministyczny madmax, bo tak wygląda - że babki przejmują władzę w czysto męskim świecie, głównie ruchaniem i strzelaniem xd
Hutu stanowili większość ludności Rwandy, Tutsi byli mniejszością.
Podziały etniczne zostały mocno pogłębione w okresie kolonialnym przez Belgów, którzy faworyzowali Tutsi.
Po uzyskaniu niepodległości władzę przejęli Hutu, a napięcia między grupami narastały.
W 1994 roku, po zestrzeleniu samolotu z prezydentem Rwandy, ekstremiści Hutu rozpoczęli ludobójstwo.
W ciągu około 100 dni zamordowano ok. 800 tys. osób, głównie Tutsi, ale także umiarkowanych Hutu.
Masakry zakończyły się dopiero, gdy kraj przejęły siły Rwandyjskiego Frontu Patriotycznego (RPF), złożone głównie z Tutsi.
Więc film mocno zahacza o tę tematykę. Główna bohaterka jest w stanie wybaczyć mordercy z Hutu, ale z drugiej strony nie umie zrozumieć swojej córki, która przed studiami zachodzi w ciążę.
Rodzinny film, w sumie o samych kobietach – babci, cioci i matce, która w końcu jednak wybiera wsparcie córki. Bo cóż? Skoro umiała wybaczyć mordercy z Hutu, to czemu nie miałaby mieć ciepłych uczuć do własnego dziecka? Bardzo mi się podobał ten film. Historia ludobójstwa jest zaledwie tłem, a z drugiej strony ma duże znaczenie - w gruncie rzeczy to od nas zależy co wybierzemy z tej historii - ja wybrałam nawrócenie głównej bohaterki na sprawy własne, rodzinne, przełożenie filozofii wybaczenia na zwykłą codzienność.
Opowieść o styku dzieciństwa z dorosłością. Trzy dziewczynki + młodsza siostra jednej z nich wybierają się w ostatnią podróż jako dzieci.
To wielka przygoda, kino drogi.
Po powrocie większość z nich czeka porzucenie szkoły i praca w fabryce. Realia Chin. Film mi tak średnio podpasował, ale wywołał myślenie, więc nie oceniam go źle. Kolejne smutne realia female stuff, tym razem z Chin.
Libańska wioska. Poznajemy zwyczajną rodzinę. Jedna z sióstr pracuje jako pielęgniarka, druga pracuje w polu i ma adoratora. Wszystko się zmienia, gdy ich brat potrąca śmiertelnie mężczyznę z wrogiego klanu. Ten klan domaga się zadośćuczynienia: albo śmierci brata, albo dwóch sióstr.
Rodzina więc ucieka, a siostry zostają zawiezione do szejka wrogiego klanu, który każe im wybrać, która tu zostanie i wyjdzie za mąż za jednego z nich.
Piekło kobiet wciąż istnieje, w tle plemienne waśnie, ale czemu za to wszystko co zmajstrowali faceci "płaci się" kobietami?
Smutny to film, wciąż razi, że dalej tak jest w XXI wieku. Z jednej strony kochająca się rodzina, ale gdy zawiśnie nad nią śmierć syna, nie ma zastanawiania się - wysłanie sióstr to o wiele mniejsza cena, a ich uczucia i to czego chcą od życia są drugorzędne, o ile w ogóle są ważne.
Zrobił wrażenie na mnie ten film, szczególnie ostanie sceny.
Lucy wyprowadza się z wypalonym pracą mężem i dziewięcioletnim synem na wieś. Ich życie wygląda jak idylla: Lucy ćwiczy swoje utwory na występy, synek skacze na trampolinie, a para uprawia miłe seksy na materacu.
Ale pewnego dnia do ich drzwi puka policja. Mąż jest oskarżony o rozpowszechnianie pornografii dziecięcej. Lucy natychmiast zabiera syna i wyprowadza się. Sprawę prowadzi policjantka, która sama boryka się z takim gentle potworem w domu, czyli chorym ojcem, który obmacuje opiekunkę.
Czy mąż Lucy popełnił po prostu błąd, czy może okłamuje Lucy przez cały czas? Film o tym, że nie można ufać najbliższym. Kochanie jest łatwe, ale wyłączyć kochanie gentle potwora już nie jest tak łatwo - to nie jest tak, że nagle dowiadujesz się, że twój mąż jest tym złym, to rzucasz wszystko - całe to życie i uczucie w środku. Nadzieja się tli do samego końca.
To było moje pierwsze (chyba, musiałabym sprawdzić) zetknięcie z filmami pan Kreutzer. Nie wiem czego się spodziewałam, ale nie dostałam ani emocjonalnej jazdy bez trzymanki ani sterylnej analizy problemu.
To bardziej przypomina relację z pola bitwy, gdzie walka jeszcze się nie zaczyna, a potem jesteśmy w środku - wyrąbani na zaufaniu jak żołnierz w okopach.
Bardzo fajna rola Léa Seydoux - muszę przyznać, że pani Kreutzer ma doskonałą rękę do aktorek, o czym upewniłam się na innym jej filmie.
Druga część "Bohemianr Raphsody"? Nie, ale znów Rami Malek jako homoseksualista chory na AIDS.
Opowieść o Jimmym George'u. A raczej o jego ostatnich tygodniach życia. Typ czuje się dobrze, mimo że jest blisko śmierci przez zaawansowane AIDS. Chce wystawić sztukę, znów występować i rusza nocami na imprezy, by korzystać z ostatków życia, jakie mu zostały. W tle dramat jego partnera. 8/10 po seansie, na dziś ocena lekko opadła.
Czuć było napięcie, chociaż nic nie wiedziałam o tym nowojorskim artyście.
Partner Jimmy'ego potraktowany po macoszemu, prawdziwym drugoplanowym bohaterem jest rudowłosy chuderlak, który z miejsca pała uczuciem i pożądaniem w stronę Jimmy'ego i myśli, że z tego tytułu ma jakieś prawa.
Film zrobiony bardzo dobrze, Malek szarżuje, ociera się o kicz, ale można dojść do wniosku, że George taki był, jako artysta czy tam performer.
Trochę mi przeszkadzało to, że losy Jimmy;ego obserwujemy parę tygodni później jak uciekł śmierci spod topora, dzięki jakiemuś tam lekowi. Koleś wygląda jakby wyszedł z siłowni, a nie ze ojomu. No ale powiedzmy, że reżyser chciał pokazać charyzmę bohatera nie tylko poprzez jego pasję do performensu i imprezowania, ale też przez piękną cielesność.
To zarazem smutna opowieść o tym jak dysonansowa może być żałoba samego przegranego z życiem i jego bliskich. Jego partner płacze w poduszkę, chodzi ze zbitą miną, a tymczasem Jimmy ćpa, chla i się r⁎⁎ha jak jakby jutra miało nie być... No właśnie.
Daleka wioska na krańcach Turcji. Po wojnie wraca wygnany ród, co nasila obawy mieszkańców o ich dalszy los. Mesut, starszy brat szejka wiochy, bierze swoje sny za boskie wizje i zaczyna namawiać do walki z przybyłym rodem. Odbiera szejkowską władzę swemu bratu i rozsiewa swoje wizje pośród ludu, co kończy się czystką i rzezią.
Dla mnie te "religijne wizje" to monstrum nie tylko społeczności, ale także głównego bohatera, którego od środka zżerają różne lęki. Gdy dowiaduje się, że żona prawdopodobnie urodzi bliźnięta to przechyla szalę - mówi się, że tylko we wrogim rodzie rodzą się bliźniaki - to diabeł wkłada tam "dodatkowego" dzieciaka.
Mesut doskonale odczytuje swoje lęki i równie doskonale "podkłada" je swojej społeczności, wysiudając pokojowo nastawionego brata i rozpoczynając misję "ku ocaleniu".
Ogólnie pokazanie tego wszystkiego - jak własne lęki pojedynczy człowiek może przełożyć na więcej ludzi i do czego to prowadzi - jest niestety bardzo współczesne.
W samym filmie czegoś mi brakowało - może bardziej ludzkiego czynnika. Doceniam to, o czym chce opowiedzieć ten film, ale coś mi kulało w sensie realizacji.
Inspirowana prawdziwymi osobami historia przyjaźni i rywalizacji dwóch nurków głębinowych.
Ciekawy pomysł na historię, piękne zdjęcia pod wodą (+ słitaśne delfiny) i klimatyczny soundtrack. Jednak film niepotrzebnie rozciągnięty, materiału to tam było na 1,5-2h seansu, a nie prawie 3h. Nie wiem, po co było pokazywać, jak Enzo i Jacques po raz 2137. pojawiali się na jachcie i szykowali do nurkowania.
Wgl Rosanna Arquette wyglądała w tym filmie, jakby w kreatorze postaci zblendował Sarę Michelle Gellar z czasów Buffy i Anę de Armas.
Proszę złożyć legitymację geeka w najbliższym centrum utylizacyjnym.
Albo oglądnąć jeszcze tysiąc filmow by wyrobić swoją wiedze i wrażliwość.
Gits2 to rozwinięcie wątków z jedynki przy bardzo płaskiej i prostej intrydze. Bronia się głównie techniczna perfekcja realizacji oraz smaczki z życia Batou.
Fabularnie Standalone Complex (serial) jest znacznie lepsze.
Będący w żałobie po żonie i synu Kowal wyrusza do Jerozolimy po namowie niespodziewanie spotkanego ojca, rycerza Godfryda.
Dobry spektakl od Scotta, zawierający kilka rozbudowanych scen batalistycznych, osadzonych w realiach średniowiecznych z większością akcji dziejącą się na Bliskim Wschodzie. Ciekawi bohaterowie drugoplanowi, zwłaszcza król Baldwin IV Trędowaty, którego twarz jest praktycznie cały czas zasłonięta maską (swoją drogą szkoda, że nie cały czas), Tyberiasz, Gwidon, czy Saladyn. Na mój gust różne rzeczy z początku filmu działy się zbyt szybko, tak, aby jak najszybciej dostać się do Jerozolimy. Zastanawiałem się też, czemu nie czułem wagi tego, co działo się na ekranie, i porównałem sobie film do innego dzieła Scotta, a mianowicie do Gladiatora. Najważniejszą dla mnie różniącą było przeniesienie środka ciężkości z bohatera na to, co działo się w tle. W Gladiatorze mamy historię człowieka, któremu zostało odebrane wszystko, a mimo to nie udało się go złamać; to człowiek, który musi walczyć o swoją rację, o swój honor, o pamięć o swoich bliskich, i płaci za to cenę krwi. W Królestwie Niebieskim miałem wrażenie, że głównemu bohaterowi, Balianowi, wszystko przychodziło zbyt łatwo, taka trochę Mary Sue. Z tego powodu zastanawiałem się, czy nie dać 6, bo mogło być bardziej angażująco, ale jak wspomniałem, drugi plan w miarę się broni. Poza tym podobało mi się przedstawienie muzułmanów, a szczególnie Saladyna, w sposób złożony i humanistyczny. Polecam fanom produkcji Scotta, czyli rozbudowanych widowisk historycznych.