W sobotę odwiedziłam kino, pierwszy raz od października. Na "Michaela" sobie poszłam. Nie spodziewałam się wielkich emocji i mega przeżycia, toteż nie wyszłam z kina rozczarowana.

Fajne filmidło, ale bardziej telewizyjne niż kinowe. Ukazuje życie wielkiego artysty i biednego człowieka. Ojciec przemocowiec, matka bierna. Pogubiona istota, choć przy tym sprytny przedsiębiorca.

Opowiadać fabuły nie będę.

Aktor odtwarzający rolę króla popu, który jest jednocześnie jego bratankiem w prawdziwym życiu zagrał dobrze, ale ja, oglądając go, nie czułam Michaela w Michaelu. Jakoś tak, no, nie pykło jak dla mnie.

Generalnie piękna laurka. Nie było o nim niczego złego.

Ma podobno powstać druga część. Ciekawe czy tam poruszą kwestie kontrowersyjne, które do tej pory poruszają opinię publiczną.

7/10 jak dla mnie, bo cenię jego kawałki i tupalam nóżką na seansie. Ale ogólnie to takie 6 naciągane.

#opinia #film #recenzja #gownowpis #michaeljackson

6eafd50d-558f-40eb-9ce9-c334f51fddbe

Komentarze (10)

@Kaligula_Minus czyli było tak, jak powinno być na biograficznym dramacie muzycznym. Fabuła z grubsza znana, bez wielkich uniesień, za to parę kawałków wpada w ucho. Ja byłem tydzień temu na "Dramie" i polecam, przyjemny film.

@aarahon niby tak, ale przy Bohemian Rhapsody jakoś bardziej miałam "ciary". A tu to wszystko grzeczne, ułożone... Biedny bity chłopiec, który cały czas był taki sam, choć ciało dojrzewało. Wszystko dla fanów, światło dla ludzi, niemal boska istota. Brakowało mi tam elementów zwykłego ludzkiego "kurestwa" (wykluczam z tej wypowiedzi ojca głównego bohatera)

@Kaligula_Minus czyli miałaś takie odczucia z tych filmów, jakie ja mam z ich muzyki. Gdyby ktoś mnie (czy nawet innego normika) zapytał o hity Queen, to padłoby tam Bohemian Rhapsody, We Are the Champions, We Will Rock You, ktoś mógłby wspomnieć o Radio Ga Ga, czy Don't Stop Me Now, a jeśli chodzi o dorobek Jacksona, to przeważającą odpowiedzią byłoby "Keczuoki".

Zaloguj się aby komentować