W przeciagu wieku smiem stwierdzic, ze o ile postep technologiczny byl zaskakujaco szybki, o tyle standardy poszly do gore jeszcze bardziej stroma sciezka. Mowiac o standardach mam na mysli standardy spoleczne, a szczegolnie te rodzinne. Spojrzmy na zjawiska, ktore obecnie postrzegamy jako kompletna patologie:


-Bicie dzieci? 100 lat temu to byl po prostu srodek wychowawczy. 100 powiedzialem? W sumie to jeszcze z 30 lat temu ta praktyka byla bardzo powszechna. Nie mowie juz o biciu zony, albo o przemocy psychicznej/emocjonalnej.

-Uzaleznienia rodzicow? Stary alkoholik? Pilo sie, bo czlowiek mogl zapomniec o trapiacych go problemach. Trzeba bylo sie jakos rozluznic po ciezkim dniu. Przemyslenia na temat tego, czy jest sie uzaleznienionym chyba nie mialy miejsca.


Kiedys bylo "rodzina jest najwazniejsza", pomimo tego, ze stary chlal i bil matke, a matka palila papierosa za papierosem i lala syna. A sprobuj nie docenic tego, ze rodzice cie nie wyrzucaja z domu...


Dzieci z takich rodzin czesto doswiadczaly traum i skutki mogly byc oplakane, ale czesto ci rodzice niby to funkcjonowali w dobrej wierze. Wiadomo, zdarzaly sie rodziny, ktore za cel sobie stawialy pastwienie sie nad potomstwem, albo jednym z rodzicow. Jednak raczej nie po to ludzie zakladali te rodziny. Wiekszosc chciala byc dobrymi ludzmi.


A teraz? Ktos opowie, ze nie odzywa sie do matki, bo ta sie na niego darla cale dziecinstwo i jestesmy w stanie to zrozumiec. Moze niektorzy by uznali, ze nie ucinaliby kontaktu z takim rodzicem pomimo calego bolu, ale zrozumienie jakies dalej jest.


Te zmiany, tak z grubsza, sa na dobre, ale analizujac swoja relacje z rodzicami okazjonalnie zastanawiam sie, czy powinienem ich tak winic za to, jacy byli? Kiedys te patologiczne zachowania to byl standard. Po prostu. Czy za swojego zycia ci ludzie mieli w ogole szanse i czas, zeby podejsc do rodzicielstwa w inny sposob? Cos na zasadzie tego, czy jest sens winic zwyczajnych europejczykow sprzed kilku wiekow za to, ze byli rasistowscy, albo nacjonalistyczni.

#przemyslenia

Komentarze (6)

@bojowonastawionaowca przerażające jest to, że my nadal nic nie wiemy o mózgu. Pacjenci przychodzący z depresją do psychiatry słyszą, że będziemy strzelać lekami aż trafimy na takie które dobrze będą działać, w sumie nadal nie wiemy czemu pewne leki wpływają na nastrój i dokładnie dlaczego, wiemy jedynie że może zadziałać w określony sposób, no ale nie musi. Nie jest to zbyt miła perspektywa jak się siedzi przed takim lekarzem który z 10 lat się uczył i mówi "będziem strzelać"

@Solar troche paradoksalnie, wczesniej zaczelismy podbijac odlegly kosmos, niz rozumiec nasze mozgi, czyli cos, od czego byc moze powinnismy byli zaczac.

@solly-1 Dlatego rolą nas jako rodziców jest 'zerwanie' ze starymi metodami jak już wiemy o nich nieco więcej, mimo, że 'stare metody' 'działały' dziesiątki lat.

Łatwiej jest teraz znaleźć pomoc czy to z uzależnieniami czy przemocą, więc upuszczanie tych emocji w rodzinie przestało być akceptowane.

A co do rodziców - no cóż, jeżeli również te przemiany zauważyli i jakoś się zmienili to nie ma co rozpamiętywać, ale jak ktoś dalej stosuje swoje metody nawet względem dorosłych dzieci no to po co się męczyć w takiej relacji.

Zaloguj się aby komentować