Komentarze (21)
@rain A w ogóle - nie smutno ci czasami? Patrzysz sobie na listę rang, i szklany sufit coraz bliżej…
@DiscoKhan Ooo to @rain kogoś (lub coś) leczy ?
I to nie w szpitalu tylko na jakiejś uczelni ? A z córki @starszy_mechanik niech się nie nabija, adwokat zawsze się może przydać podczas obrony tego doktoratu czy tam jak ma - habilitacji
A serio:
Szacun za cierpliwość albo gratuluję farta z promotorem,uczelnią i całą resztą @rain
@dsol17 nie leczę, ale jestem doktorem nauk… Od prawie 10 lat. Więc teraz już zaczynam pracę nad habilitacją.
Nie miałam za dużo farta. Doktorat obroniłam dobrych kilka lat temu, a stalą pracę na uczelni mam dopiero od 3 lat. Wcześniej byłam na tzw. postdocu, pracowałam w innej branży i wreszcie spełniły się moje ambicje jeszcze ze studiów. Pewnie już sobie będę tym naukowcem, ale czy w tym miejscu, gdzie teraz jestem, jeszcze nie wiem.
nie leczę, ale jestem doktorem nauk…
@rain z leczeniem to humor był. Z doświadczenia wiem,że większość humoru to ludzie robiący z siebie głupka. Może się "żart" udał.Może nie.
Od prawie 10 lat. Więc teraz już zaczynam pracę nad habilitacją.
Nie miałam za dużo farta. Doktorat obroniłam dobrych kilka lat temu, a stalą pracę na uczelni mam dopiero od 3 lat.
Yyyyy ? W sensie na doktoranckich zaczynałaś 10 lat temu czy ki diabeł ? Niespójność chyba.
Nie miałam za dużo farta
Większego niż ja na pewno bo nie dałaś sobie spokoju ze studiami 3 stopnia.
@dsol17 to nie był fart, że nie dałam sobie siana ze studiami doktoranckimi. Zaczęłam coś i chciałam to doprowadzić do końca. Na tym polega ten "fart". Doktorat obroniłam na początku 2015 roku. Więc prawie 10 lat temu. Stałą pracę mam od 3. 7 lat bujania się z poczuciem, że nie mam nic stałego w życiu, że nie wiem jak długo jeszcze będę na króciutkich umowach itd. To jest ten fart?
Czy też próbujesz moim kosztem usprawiedliwić swoją porażkę?
Czy też próbujesz moim kosztem usprawiedliwić swoją porażkę?
@rain Kosztem ? Nie. Zwłaszcza że ani wymiernie ani niewymiernie tu nic nie tracisz więc jak "kosztem" ?
Usprawiedliwić ? W moim przypadku albo rzecz niemożliwa rzecz albo bezsensowna - albo usprawiedliwienia nie ma i tyle albo usprawiedliwianie w danych okolicznościach sensu nie ma bo w danych okolicznościach nie było żadnej "wolnej woli" tylko okoliczności zewnętrzne i wewnętrzne. Po prostu troszkę zazdroszczę i uważam,że miałaś trochę więcej "szczęścia" (rozumianego jako skupienie pozytywnych okoliczności - i wynikłej z części nich twych cech) w życiu. I tak,zdolność do determinacji i całej reszty która popłaci też wynika z czegoś.
Fartem to było co najwyżej to,że obiektywne okoliczności pozwoliły doprowadzić do końca. Oczywiście twoja determinacja i ciężka praca też na pewno miała znaczenie - i WIELKIE BRAWO TY [więc gdzie tu koszt - nie neguję tego,że ZASŁUGUJESZ],no ale nie oszukujmy się - gówno potrafi się zdarzać w nadmiernych ilościach i w najbardziej nieodpowiednich życiowo momentach. I oczywiście twoja determinacja,mindset itd ci bardzo pomogły,brawo. Ale nie na wszystko,nie każdemu,nie w każdych warunkach pomoże,życzę byś nigdy się nie musiała przekonać - i tylko dlatego nazywam twoją sytuację fartowną.
Stałą pracę mam od 3. 7 lat bujania się z poczuciem, że nie mam nic stałego w życiu, że nie wiem jak długo jeszcze będę na króciutkich umowach itd
Ale miałaś skądś siłę by wytrzymać i czas na tyle "krótki" by wytrzymać (co gdyby stałej umowy nie było jeszcze 3-10 lat ?) i okoliczności odpowiednie dla ciebie by wytrzymać ? no ? I to nazywam w uproszczeniu fartem. Wiesz jak było z Boltzmanem na przykład ? No ? Historia jest pełna również takich przypadków.
Taką kategorię zdarzeń którą podałaś (te 7 lat) nazywam właśnie "brakiem fartu". Taką i fakt,że zawsze może być gorzej. Powtórzę bo widzę,że najwyraźniej "ego zabolało": Ciężko pracowałaś i zasłużyłaś.
Ja mówiąc o farcie mówię tylko,że nie zawsze ciężka praca daje zasłużone wyniki. I to już nazywam w uproszczeniu "szczęściem" bo przyczyną jest tyle zjawisk,że wynik jest tak jakby emergentny.
Zaloguj się aby komentować
