tyle się mówi o zwolnieniach w #programowanie (sorry jak zły tag, IT jest za krótki dla hejto). Jedni płaczą drudzy się cieszą. Zaskoczenie takie jakby to miało być niewiadomo co. Pomijając to, że znacząca większość danych opiera się o to, że za covidu kosmicznie skoczyło zatrudnienie i teraz się redukuje adekwatnie. Przecież tu po prostu zachodzi normalizacja (+zwrot w działaniu firm ogólnie) na miejsce ślepego pędu. To nie jest branża dla każdego (jak każda specjalistyczna) i teraz to wychodzi. Niedawno (a szczególnie podczas covidu) masa znajomych mnie pytała jak wejść w to całe IT. Ci ludzie nie mieli pojęcia jak działa komputer, nigdy się tym nie interesowali, chodziło wyłącznie o kasę. Ponownie zaznaczę - nie trzeba być niewiadomo kim żeby programować. Ale tak samo jak nie lubię chemii to ciężko będzie mi wziąć się za pracę w laboratorium. Jasne, coś bym się nauczył ale jak mnie na rekrutacji zestawisz z kimś kto faktycznie tego chce - no nie mam szans. Nie poświęcę miesięcy na zgłębienie tematów.
W firmie rekrutujemy ostatnio na jedno stanowisko. Zajęło mam kilka miesięcy, żeby znaleźć kandydata, który może nie ma 100% pasującego skillsetu ale za to ma bardzo dobre nastawienie i podejście. Płacimy powyżej rynku i szukaliśmy w całej Polsce (zdalnie). Mimo odsiewu przez HRy (z tych mądrych co faktycznie coś wiedzą) i jasno wyłożonych wymagań przychodzili głównie tacy co mieli obcykane pytania rekrutacyjne.
Takie tam moje przemyślenia
edit: nie mówiąc już o tym, że ostatnio ogólnie lidziom ciężej się żyje - w każdej branży