Stało się to czego się obawiałem już od jakiegoś czasu - moja stara Alfa nie wróciła do domu o własnych siłach po raz pierwszy od niepamiętnych czasów. Niestety po przejechaniu 380 000 kilometrów zaczęła się passa awarii - najpierw padła skrzynia biegów, później zgubiłem kluczyk i musiałem usunąć immobilizer, zaraz po tym elektronika świateł odmówiła posłuszeństwa, w zeszłym tygodniu wysiadł alternator (co ciekawe w podmienionym obrotomierzu z benzyny nie było kontrolki ładowania akumulatora i akurat w tym samym czasie padł alternator - nie padł przez te wszystkie lata gdy kontrolka była sprawna tylko akurat w tym tygodniu gdy jej nie było). No i mamy wisienkę na torcie, wczoraj podczas załatwiania różnych spraw nagle silnik zaczął wydawać dziwne odgłosy (na początku myślałem, że to źle założony pasek od akcesoriów który zdejmowałem aby wyjąć alternator). Wyłączyłem silnik i zjechałem na pobocze aby zbadać przyczynę hałasu. Po podniesieniu maski i oględzinach silnika z każdej strony nie znalazłem widocznej przyczyny więc odpaliłem auto jeszcze raz. Wtedy usłyszałem wyraźnie, że hałas pochodzi z silnika a konkretnie bezpośrednio z jego głowicy. Mimo wszystko postanowiłem jechać dalej. Auto było słabe ale jakoś jechało. Dźwięki zaczęły się pogłębiać a moc spadać więc stwierdziłem, że dalsza jazda nie ma sensu i czas najwyższy znaleźć jakieś dogodne miejsce na dłuższy postój. Załatwiłem sobie transport do domu, wziąłem nową Alfę i pojechałem przepakować wszystkie graty ze starej (wartość moich narzędzi przekracza wartość samochodu). Wieczorem znalazłem dwa "nowe" silniki w zaprzyjaźnionym zakładzie autokasacji w którym kupowałem też "nową" skrzynię biegów. Akurat dzisiaj wybieram się w tamtą stronę i planuję przy okazji zabrać jeden z tych silników do domu. Jutro pewnie przyholuję też auto do domu i zacznę wyciągać bebechy. Zrobię totalny remont kapitalny i będę miał spokój na następne 100 000 kilometrów. Akurat w wymianie silników w Alfach mam już trochę doświadczenia więc nie planuję komplikacji. Smutne jest to, że od pierwszej awarii udało mi się przejechać tylko 1000 kilometrów
