Relacja z dzisiaj. Miałam zrobić przysiady bułgarskie ze sztangą, ale jakoś tak mną "zawirowało" przy próbie ustawienia się do tego ćwiczenia, że myślałam że upadnę. Zrezygnowałam więc. A skoro miałam już przygotowaną sztangę itd. pomyślałam, że ok, zrobię normalne przysiady (nie lubię ich, bo źle działają na mój chory kręgosłup). Poszło dobrze, choć pewnie ktoś mógłby śmiechnąć na 40kg w przysiadach. Więc tylko wyjaśnię, że to niemal 3/4 mojej wagi. Ogólnie niestety siła mi nie progresuje, ale chyba nie ma czego się spodziewać, skoro od 3 miesięcy jestem na redukcji i właściwie to nawet nie wiem, kiedy ją skończę, bo waga leci mi w dół bardzo wolno. Ale już nie mogę zmniejszać bardziej kalorii, bo musiałabym nie wiem, przejść na 1200 dziennie? Albo jeszcze mniej. Nie dałoby się na tym długo pociągnąć. Ogólnie jednak moje samopoczucie jest ok. Choć trochę jestem już zmęczona redukcją. I nie mam planu na to, jak w prawidłowy sposób przejść po niej na utrzymanie. Zresztą - żyły na dole brzucha mam już bardzo wyraźne. Nie wspominając o "kablach" na rękach. Tylko fat na nogach jakoś dość opornie idzie. Genetyka to k...a.
#projekttr #silownia