#refleksje #nostalgia #smierc

Właśnie się dowiedziałem, że zmarł dziadek mojej żony. Mial 93 lata, jak to mówią, ładny wiek. Jednak jakoś mi żal. Jeszcze zdążyliśmy go odwiedzić niedawno a żona jeszcze wczoraj pojechała żeby się z nim zobaczyć. Tym samym odeszło w naszej rodzinie pokolenie pamiętające II wojnę światową. Poza tym zawsze, gdy ktoś taki umiera czuję upływ czasu niemal namacalnie i nachodzi mnie masa refleksji.

Komentarze (8)

@WatluszPierwszy wiadomo, że zawsze szkoda i jest myśl, że przecież jeszcze by się odwiedziło. Niemniej swoje przeżył, zapewne wszyscy razem z nim się już z taką możliwością oswoili. Kto miał go odwiedzić, ten nawet jak spóźnialski to zdążył, bo taki termin zaczynał się już pewnie ponad dekadę temu.


Niech odpoczywa sobie teraz w pokoju, bo tyle lat to nie w kij dmuchał.

@WatluszPierwszy w lutym zmarła babcia mojej żony w wieku 95 lat. Te same odczucia.


@onpanopticon nawet jeśli ktoś w podeszłym wieku odchodzi nagle to zawsze pojawia się uczucie straty. Wydaje mi się, że nieco inaczej jest jak osoba przez dłuższy czas choruje tak, że nie ma z nią już kontaktu - wtedy rodzina bardziej odczuwa ulgę.

@aerthevist Wiem, poczucie straty jest zawsze. Aczkolwiek łatwiej sobie to przerobić w głowie, mniejszy jest ból. Bo jednak z taką myślą człowiek się z wolna już wcześniej oswajał, a rozumiemy, że w nieskończoność przeciągać się nie da. Zwłaszcza, że bardzo często im dalej w las, tym jakość tego życia jest coraz gorsza dla samej starszej osoby. Moja prababcia odchodziła w podobnym wieku i już rok wcześniej mówiła, że coś jej ten bóg wziąć nie chce, a ona już by z chęcią poszła na tamten świat, bo jest zmęczona.

@WatluszPierwszy Moje kondolencje. Do dzisiaj nie mogę sobie wybaczyć, że bardziej z uwagą nie słuchałem opowiadań Babci, jednej i drugiej. Jedna u Niemca w niewoli była (ale nie obozie), druga we Francji robiła u NIemca za dzieciaka. Dziadek w wojsku służył, Edward, pamiętam, że miał dużo medali. Ale umarł jak miałem jakoś 6 lat chyba, ponoć dużo chlał i rękę miał ciężką. Ja go pamiętam jeszcze jako dobrego dziadka, pamiętam że mu nogi myłem Ale to było na wsi, jeszcze wtedy wodę ze studni się czerpało, a wychodek był na dworze. I pamiętam też, że jak umarł to kiedyś ciało leżało w domu. Siedziałem z nim w pokoju i nie bardzo rozumiałem o co chodzi. Eh. Dzisiaj to bym ponagrywał na pamiątkę te wszystkie rozmowy z babciami, a tak tylko strzępy wspomnień pozostały. Muszę matulę jeszcze raz przesłuchać póki żyje I godny wiek. Teraz ludzie coraz szybciej odchodzą niestety. Takie mam wrażenie, jak patrzę na moje otoczenie.

@Djnx ehh dobrze cię rozumiem, miałam takie szczęście że niedługo przed odejściem babci, mieliśmy długą rozmowę na temat jej życia, co najlepsze, temat wyszedł od mojego męża i jestem mu za to dozgonnie wdzięczna, bo dowiedziałam się naprawdę wiele i dla mnie to teraz wiedza bezcenna Żałuję za to cholernie, że nie dane mi było przeprowadzić podobnej rozmowy z moimi rodzicami, ale teraz już za późno niestety

@Shivaa Współczuję. Człowiek to zawsze mądry po czasie. Gdy coś przeminie to wtedy nagle się budzi i żałuje. A czasu nie da się cofnąć. Podobnie miałem z moim Tatą, chociaż zawsze miałem z nim na bakier i słowo "tata" nie przechodziło mi przez usta. Zawsze żyliśmy w złości i niezrozumieniu. Po czasie zrozumiałem, że chciał na swój sposób dobrze dla mnie, ale byłem wtedy młody i zdecydowanie zbuntowany. Chociaż miałem stracić to robiłem odwrotnie, żeby tylko zrobić na przekór. Po prostu byłem głupi i miałem złe wzorce. No, a druga sprawa, że ojciec był cholerykiem, darł ryja i często robił awantury z "dupy". Ale wracając do tematu, jak ojciec nagle zaczął być normalny i zaczęliśmy się dogadywać (a już miałem wtedy prawie 40 lat) to okazało się, że ma raka nieuleczalnego (rak pierwotny wątroby zdaje się, rozlany na obu płatach) i zawinął się w rok od diagnozy (eksperymentalna chemia mu bardzo w tym pomogła). I jak się z typem znałem przez 40 lat tak przez rok może rozmawialiśmy normalnie. Umarł w moje urodziny, 9 kwietnia. Chyba mi na złość, żebym nigdy nie zapomniał. Teraz jak patrzę na to wszystko z perspektywy czasu to wciąż łzy mi napływają do oczu. I mam żal do ojca i do siebie tak samo. Stracony czas, a mogło być inaczej.

Edit. Miałem ojca, ale nigdy nie miałem Taty. Niestety.

@Djnx u mnie w rodzinie był taki problem że za dużo się nie rozmawiało, szczególnie o przeszłości i mocno osobistych tematach, no i tak jak ty byłam mocno zbuntowana co przez większość młodości przełożyło się na słabe relacje z rodzicami Też patrzę na to inaczej z perspektywy czasu, doceniam ich bardzo i rozumiem dlaczego byli dość wycofani Ale czasu nie cofnę, teraz mogę jedynie budować lepszą relację z córką

Zaloguj się aby komentować