To i ja coś dorzucę. Przyjaciółka miała mieszkanie po babci, podnajmowała pokoje studentkom. Pomagałem jednej przepisać pracę magisterską, bo nie bardzo umiała w kąkuter szybko pisać, a ja od dawna klepałem bezwzrokowo, więc...
Anyway, piętro wyżej mieszkała stara niedojebana za młodu p⁎⁎da, której ciągle hałas przeszkadzał, już mi przyjaciółka na nią narzekała. Piszemy, i znowu zaczyna walić lachą w podłogę, pewnie klawiatura "za głośna".
Byłem z laską w dobrej komitywie, więc zasugerowałem że narobimy hałasu: udawaliśmy że się ruchamy, jęki, hałasowanie łóżkiem...
K⁎⁎wa stara zaczęła walić w podłogę z siłą wodospadu, na co ja poleciałem na górę i zacząłem walić w jej drzwi i krzyczeć czego mi przeszkadza.
Chyba się obsrała, bo od tamtej pory był spokój.