Pojechałem sobie na trzeciego #avatar do IMAX w Madrycie. W Warszawie każdy blockbuster oglądałem w IMAX, więc niby nic nowego, ale tam jest stary, ksenonowy. Tu pierwszy raz widziałem film w laserowym i matko bosko - jaka to jest różnica. Kolory, kontrast, rozdzielczość. Zupełnie nowy poziom.
A sam film - Avatar jak Avatar. Uczta dla oczu. Historia mogłaby być ciekawsza, ale na to się idzie, żeby ładne obrazki pooglądać. Niesamowite, że w czasach CGI robionego po taniości, mamy ten jeden cykl, który urywa d⁎⁎ę pod tym względem. Techniczne i artystycznie.
Tylko minus za to, że nie wszystkie sceny są wyrenderowane w 48 FPS. Niby chodzi o to, że sceny dialogowe w wysokim klatkażu wyglądają sztucznie i teatralnie (kto oglądał Hobbita w ten sposób, ten wie), ale jak film przeskakuje z 48 do 24 klatek, to oczy krwawią. Liczę na remaster
#filmy #imax
