#podsumowanieroku
Rozliczenie celów 2025:
Pompki - 47290 / 50 000 = 95%
Przysiady - 25 710 / 35 000 = 73%
Obwody (trening z kettlem) - 317 / 1000 = 32%
Plank - 1584 / 2000 min = 79%
Bieganie - 1194 / 1000 km = 119%
Wziąć udział w parkrun
Wystartować w biegu na 10 km
Zaliczyć bieg na dystansie półmaratonu
Utrzymać wagę 95 - 100 kg = 99kg
Przeczytać i zrecenzować 30 / 30 książek
(10 696 / 10 000 stron) = 101%
Napisać 0 / 10 opowiadań = 0%
Praktyka stoicka - 317 / 350 dni = 91%
Medytacja - 4420 / 5000 min = 88%
Ogólnie jestem zadowolony i pomimo tego, że pierwotnie zakładałem zaliczenie celów na 100% to zaliczam sobie wszystko co zbliżyło się do 75%.
W przypadku pompek i przysiadów spodziewałem się progresu w postaci zwiększenia ilości powtórzeń. I progres przyszedł jednak jako polepszenie jakości ćwiczeń. Pompki robię wolniej, głębiej i bardziej kontroluję ruch, a przysiady robię pełne i głębokie, bez przytrzymywania się. Bo w pierwszym kwartale moje przysiady wyglądały tak, że musiałem się czegoś lekko przytrzymać i nie robiłem ich do końca, ze względu na ból kolan. Na chwilę obecną czasem dalej coś zatrzeszczy w kolanach, ale ból zniknął całkowicie. Plank to po prostu stagnacja.
Za to w bieganiu zaliczyłem największy progres, większy niż się spodziewałem i zaliczyłem wszystkie wyzwania biegowe. Cieszy mnie to, bo jeśli chodzi o sport to bieganie jest moją główną aktywnością, która przynosi mi najwięcej radości.
Jedyna aktywność fizyczna, która mi nie poszła to trening z kettlem. Była to nowa aktywność i początkowo szło dobrze, zaliczyłem progres, dołożyłem parę kilo, co przyniosło drobną kontuzję, po której doszedłem do siebie i wróciłem do ćwiczeń. Jednak z biegiem czasu przez natłok obowiązków domowych i osobistych po prostu zaczynałem zapominać o tym, żeby pomachać kettlem. Wybiłem się z regularności i straciłem zapał. Mniej więcej w połowie roku stwierdziłem, że to bez sensu i porzuciłem te ćwiczenia. Zabrakło mi uwagi, żeby wytworzyć nowy nawyk, utrzymując przy tym dotychczasową rutynę i godząc to wszystko z innymi obowiązkami. No trudno, tak wyszło i nie uważam tego za jakąś porażkę.
Książek przeczytałem dokładnie tyle ile zamierzałem i wrzuciłem recenzję każdej z nich na bookmeter. Z planowanych 10 opowiadań nie napisałem żadnego. Nie potrafiłem się zmobilizować i nie mam na to żadnego wytłumaczenia. Za to od połowy maja wróciłem do regularnego pisania dziennika.
W medytacji zaliczyłem stagnację, a było to spowodowane tym, że ulepszyłem swoją praktykę stoicką. Codzienny przegląd siebie, który wykonywałem najczęściej raz dziennie, w tym momencie robię dwukrotnie: rano i wieczorem. Kosztuje mnie to trochę więcej czasu, ale efekty są zauważalnie lepsze. Mam przez to mniej czasu na medytację, ale jakby nie patrzeć to te codzienne stoickie ćwiczenia mentalne również są formą medytacji. Nie będę ich jednak wliczał do licznika medytacji, bo w dalszym ciągu chce kontrolować czas tradycyjnej medytacji, w trakcie której po prostu czyszczę głowę z myśli.
No a poza tym wszystkim to:
- W trakcie zliczanych spacerów zrobiłem 329,7km. A na pewno było tego więcej.
- Kupiłem sobie supa i jako tako nauczyłem się na nim pływać. Mam z tego fun.
- Jeździłem po całej Polsce na hejtopiwa, głównie z kawiarenki #zafirewallem + 1 w Gdańsku.
- Byłem dwukrotnie na zagramanicznych wczasach i cieszy mnie to, bo przez długi czas w swoim życiu nie miałem takich możliwości. A od kiedy pamiętam to zwiedzanie krajów cieplejszych niż Polska było moim małym marzeniem, które teraz mam sposobność realizować.
Podsumowując, jestem zadowolony z siebie i z tego co robiłem w roku minionym. A czego sobie życzę w bieżącym? Otóż niczego sobie nie życzę, bo życie to nie koncert życzeń. ( ͡° ͜ʖ ͡°) Jednak czego by mi nie zesłał los dam sobie z tym radę i postaram się wykorzystać to w najlepszy możliwy sposób. #stoicyzm
Lista celów i wyzwań tutaj.
#oczynieniupostepow #postanowienia


