Jesteś sobie kartoflanym fuhrerem, rozkraczonym między podnóżkiem botoksowej małpy z Kremla, a listwą progową do Europy. Kraj trzyma się dzięki dyktaturze i resortom siłowym, opłacanym w blinach i importowanym gulaszu (dobrze się komponuje z blinami). Wtem drony botoksowej małpy lecą na kraj NATO znad twojej kartoflanej domeny, a tamtejsi imperialiści i twardogłowe trepy aż piszczą z ochoty, czekając na pretekst, by wjechać na oficjalnie neutralną Białoruś z jakąś misją stabilizacyjną, interwencją pokojową czy inną demokracją dostarczaną nalotami dywanowymi.
Sensowniej więc te bezpilotniki postrącać, zanim narobią tęgiego zamieszania i skończy się tkwienie w samozadowoleniu na wielkiej stercie bulw ziemniaczanych.