@Tyraxor hmm, mój wpis chyba byl zbyt radykalny, bo faktycznie zabrzmiało jakbym krytykował samo swiatotworstwo. A przecież każda fantastyka się na nim opiera. I imho największą siłą sci-fi jest ten intelektualizm, tradycyjnie komentujący aktualny, rzeczywisty świat, ale tak jak napisałeś też często będący rozbudowaną spekulacją.
Tylko, że ma to swoje wady, których trzeba być świadomym. Bo nie da sie nigdy brnąć w nieskończonosc w szczegóły. Jeśli jest się złośliwym i trochę pogrzebie, to obrazek zawsze zaczyna się sypać. I ze świata, który miał pokazywać klasyczny baśniowy quest jak w Star Wars, ze złym imperium i dobrymi rycerzami, robi się opowieść o patologicznym systemie Republiki, z systemowym niewolnictwem, monarchami rządzącymi całą planetą i religijnymi radykałami sterującymi państwem zza kulis. A przecież to tylko tło, które ma nie ingerować w odbiór historii. I to mam na myśli mówiąc "głupiutkie". Jest to celowe i niezbędne - trzeba na poczet historii przykryć część obrazka i udawać, że go nie ma. I to raczej przydatny feature niż bug. M.in. ułatwia pisanie - można skupić się na pewnym wycinku, zostawiając ewentualne paradoksy świata samymi sobie. Zawsze mozn któreś z nich wybiórczo poruszyć, ale koniec końców to trochę robota głupiego, bo można ich wyszukiwać w nieskończoność, a nic nie wniosą do historii.
I tutaj dobrze pokazuje to Diuna - skupia się na pewnych aspektach ze szczegółami, żeby stworzyć tło, ale gdyby ten świat wziąć na poważnie, to jest wręcz groteskowo nierealistyczny, z gigantycznym kosmiczny imperium które rozklepuje banda beduinów i kolo po sesji z magicznym napojem, z prymitywnym ujęciem rozwoju religii, skalą historii przypominającą bardziej większy powiat niż galaktykę itd. I na tym polega naiwność światów fantastycznych, które ja osobiście doceniam. I nie widzę problemu, jeśli autor zostawia w budowie świata dziury albo absurdy wielkości kraterów księżycowych. Zbyt dużo naczytalem się sci-fi, które wchodząc w takie dywagacje zaczyna być autoparodią gatunku. Albo kiepskim retro futuryzmem, który nie dość, że nudzi, to jeszcze wybija z immersji.
Światy sci-fi zawsze były i będą naiwne oraz dziurawe - nie da się tego uniknąć, ani się o to obrażać. Ale opowiadane historie już nie - w żaden sposób to się nazwzajem nie wyklucza, a nawet dzięki temu pisanie głębszych narracji jest łatwiejsze.