Natrafiłem niedawno na film krytykujący rządy imperatora z powodu nadmiernego przywiązania do militaryzacji imperium co było marnowaniem zasobów bo i tak nie prowadzono przeciwko nikomu jakieś wielkiej wojny i taka armia nie była przystosowana do konfrontacji z rebelią która od otwartej walki wolała walkę partyzancką. W legendach te działania miały sens ponieważ imperator wiedział o nadchodzącej inwazji Yuuzhan Vongów_._ Disney jednak usunął ich z kanonu przez co Palpatine faktycznie wyszedł na kretyna. Dlatego tak bardzo nie lubię nowego kanonu gwiezdnych wojen. Disney odrzucił wszystko co fajne na rzecz jakiś idiotyzmów jak ostatnie filmy.


https://www.youtube.com/watch?v=YotOC1qEjhA


#filmy #gwiezdnewojny #ksiazki #starwars

Komentarze (11)

kodyak

Disney myślał że te logo to samo sprzedająca się maszynka jednak az tyle to chyba nie

bishop

Palpatine chciał tylko utrzymać porządek w imperium co by się udało gdyby nie ci przeklęci terroryści i sekciarze.

AureliaNova

Zauważyłem, że im bardziej poważnie traktuje świat takich wielkich struktur w SciFi, tym wychodzą większe absurdy :P wychodzę z założenia, że trzeba zostawić te konwencje samymi sobie, bo nagle z fajnej historii o walce z Wielkim Złem robi sie nudne doktoryzowania się z politologii i socjologii, a ludzie tylko się chcą pozabijać na konwentach. SciFi zawsze było głupiutkie na pewnym poziomie, i imho lepiej działa upraszczanie i niedopowiedzenia, niż tłumaczenie wszystkiego racjonalnie. Też wtedy ułatwia to opowiadanie nowych historii, bo nie ma bagażu "kanonu".

Al-3_x

@AureliaNova

SciFi zawsze było głupiutkie na pewnym poziomie, i imho lepiej działa upraszczanie i niedopowiedzenia, niż tłumaczenie wszystkiego racjonalnie.


Co xD? @Tyraxor odniesiesz się?

Tyraxor

@AureliaNova Walka z wielkim złem to tylko ułamek fantastyki. Fantastyka, szczególnie naukowa, nie musi być baśnią. Jest piękna angielska fraza "speculative fiction" - określająca gatunek w którym świat przedstawiony to piaskownicę myśli. Intelektualizm nie jest przeciwny pięknu, ba, nie ma nic nudniejszego niż oglądanie pustych landszaftów. Okruszek filozoficzny tak często owocuje niekończącymi się dyskusjami, a może nawet spekulacjami :3


Odebranie sobie tego piękna, traktowanie fikcji jako ciąg zdarzeń, to jest takie kurewsko smutne zjawisko. Taki delikwent się nie angażuje - rzeczy się dzieją na ekranie - i jeszcze gardzi ludźmi którzy się świetnie bawią, brak mi słów.


Moc w gwiezdnych wojnach działa świetnie jako amalgamat ziemskich religii, niejasnych mocy wszechświata. Otwiera pole do historii skupionej na podmiotowości, angażujących personalnie. Natomiast w diunie, precyzyjnie opisana przyprawa daje pole do poruszania tematu ekologii, teorii polityki, państwowości. Moc jako dziedziczna cecha powoduje dysonans, bo sednem opowieści jest ścieranie się eugenicznych rodów, wbrew całej narracji. Z drugiej strony odebranie precyzji diunie, oznacza że rzeczy się dzieją, niewiadomo po co i jak. Budowanie mechanizmów czy niedopowiedzeń to narzędzie narracyjne.

AureliaNova

@Tyraxor hmm, mój wpis chyba byl zbyt radykalny, bo faktycznie zabrzmiało jakbym krytykował samo swiatotworstwo. A przecież każda fantastyka się na nim opiera. I imho największą siłą sci-fi jest ten intelektualizm, tradycyjnie komentujący aktualny, rzeczywisty świat, ale tak jak napisałeś też często będący rozbudowaną spekulacją. Tylko, że ma to swoje wady, których trzeba być świadomym. Bo nie da sie nigdy brnąć w nieskończonosc w szczegóły. Jeśli jest się złośliwym i trochę pogrzebie, to obrazek zawsze zaczyna się sypać. I ze świata, który miał pokazywać klasyczny baśniowy quest jak w Star Wars, ze złym imperium i dobrymi rycerzami, robi się opowieść o patologicznym systemie Republiki, z systemowym niewolnictwem, monarchami rządzącymi całą planetą i religijnymi radykałami sterującymi państwem zza kulis. A przecież to tylko tło, które ma nie ingerować w odbiór historii. I to mam na myśli mówiąc "głupiutkie". Jest to celowe i niezbędne - trzeba na poczet historii przykryć część obrazka i udawać, że go nie ma. I to raczej przydatny feature niż bug. M.in. ułatwia pisanie - można skupić się na pewnym wycinku, zostawiając ewentualne paradoksy świata samymi sobie. Zawsze mozn któreś z nich wybiórczo poruszyć, ale koniec końców to trochę robota głupiego, bo można ich wyszukiwać w nieskończoność, a nic nie wniosą do historii. I tutaj dobrze pokazuje to Diuna - skupia się na pewnych aspektach ze szczegółami, żeby stworzyć tło, ale gdyby ten świat wziąć na poważnie, to jest wręcz groteskowo nierealistyczny, z gigantycznym kosmiczny imperium które rozklepuje banda beduinów i kolo po sesji z magicznym napojem, z prymitywnym ujęciem rozwoju religii, skalą historii przypominającą bardziej większy powiat niż galaktykę itd. I na tym polega naiwność światów fantastycznych, które ja osobiście doceniam. I nie widzę problemu, jeśli autor zostawia w budowie świata dziury albo absurdy wielkości kraterów księżycowych. Zbyt dużo naczytalem się sci-fi, które wchodząc w takie dywagacje zaczyna być autoparodią gatunku. Albo kiepskim retro futuryzmem, który nie dość, że nudzi, to jeszcze wybija z immersji. Światy sci-fi zawsze były i będą naiwne oraz dziurawe - nie da się tego uniknąć, ani się o to obrażać. Ale opowiadane historie już nie - w żaden sposób to się nazwzajem nie wyklucza, a nawet dzięki temu pisanie głębszych narracji jest łatwiejsze.

Tyraxor

@AureliaNova jestem zaskoczona składnością odpowiedzi i ogólnie się zgadzam. Z uwag, głupoty Gwiezdnych Wojen trzeba ignorować żeby filmy bawiły, ale traktowałabym je jako błędy scenariuszowe. Jaki sens ma film skupiony na polityce, gdzie ta polityka się kupy nie trzyma? I jaką rolę pełni baśniowa estetyka i fabuła? Te filmy istnieją tylko jako estetyczna skorupa i tym trzeba się zadowolić. Uważam to za skandal, skok na kasę i tyczy się to zarówno prequeli i sequeli.


Z założeń, ta fabuła powinna polityki unikać, albo bardzo na czasie, ograniczyć ją do pogłosek, nie do końca wiarygodnych źródeł. Bumelanci, a na czele największy obibok - George Lucas - świat nadwyjaśnili. Bardzo to podobne do wypełniania jakiegoś podręcznika do scenopisarstwa. Sam scenariusz był uzupełniany doraźnie, podczas kręcenia. Bardzo ciekawe zjawisko dla studentów, ale dla widza jest to jak splunąć w twarz. Ta fuszerka powinna być piętnowana. To że dużo kina fantastycznego ma takie tendencje, chyba to wina konsumentów, zadowolonych wybrakowanym produktem.

Tyraxor

@AureliaNova Pogląd że film może mieć w sobie masę treści bez ładu i składu, trochę to ze mną nie leży. Pewien opór mam.

AureliaNova

@Tyraxor zgadzam się, bo trylogia prequeli jest książkowym przykładem, tego o czym napisałem: że próbując załatać te dziury w świecie, tworzy się milion więcej, a sama historia mocno na tym straciła. Lucowi naprawdę nie była potrzeba informacja o systemie administracyjno-politycznym, żeby przeżyć osobisty konflikt w relacji z ojcem, ani żeby mieć motywację do skopania Palpatine'a. A odgłosy wybuchów w kosmosie, albo błędy projektowe gwiazd śmierci były tylko okazją do żartów fandomu który się w filmach zakochał. Mnie podchodzenia z dystansem do kreacji świata przyszłości nauczyły klasyczne anty-utopie, typu Orwella czy Bradburego. Bo dzisiaj są karykaturalne w swoich przewidywaniach, i wyraźnie widać, ze przede wszystkim opisują swoją epokę - jej lęki oraz nadzieje. Tylko nagle filozoficzny przekaz robi się paskudnie płytki, bo autor sobie narzucił ograniczenia świata, które nie pozwalają na więcej. A z drugiej strony bardzo lubię sposób kreacji świata w SG-1 i dr Who. Mają wręcz tradycję do tworzenia umownych teł, co pozwala na szybkie przejście do historii i skupienia się na bohaterach. Ale to jest ekstremum i moje odchylenie w jedną stronę. Też nie wiem, czy bym bardzo cisnął po konsumentach ani scenarzystach. To czy jakiś film wypali ma w sobie sporo przypadku. I poza ewidentnymi oszczędnościami, typu kiepskie CGI albo film wypuszczony w ekspresowym tempie, to imho tam cały sztab się stara, żeby stworzyć coś fajnego. Ostatecznie kto by pomyślał, że Star Wars nie będzie kolejnym filmem klasy B, tylko fenomenem popkulturowym. A np: słynna Diuna Hodorkovsky'ego prawdopodobnie byłaby kiepskim filmem.

Al-3_x

@AureliaNova Generalnie mnie zirytował ten komentarz bo odniosłem wrażenie jakby Science Fiction miałoby być z założenia czymś płytkim i nastawionym na rozrywkę. Przede wszystkim trzeba być świadomym, że SF dzieli się na różne podgatunki. Gwiezdne wojny to tak zwana opera kosmiczna gdzie dominuje klimat romantycznych przygód i tutaj polityka faktycznie powinna być traktowana jako swego rodzaju tło. Jednak masz inne podgatunki jak cyberpunk, hard sf, social science fiction gdzie baśniowa/przygodowa struktura historii się już nie sprawdza i one koncertują się już bardziej na wątkach politycznych/społecznych/filozoficznych.


Co do motywu antyutopii jak ta Orwella to oczywiście powstały one często napędzane ówczesnymi lękami, ale one nie powstają koniecznie by przewidywać to co ma się wydarzyć co przestrzec przed takim scenariuszem by mu zapobiec. Z drugiej strony niektórzy by powiedzieli, że Orwellowska wizja realizuje się współcześnie, ale w Chinach. Na zachodzie ma się bardziej realizować wizja Huxleya.

2696e402-a2bf-4663-83ec-2b5d36c1be33

Zaloguj się aby komentować