Myślałem, że mi wczoraj łeb pęknie. Byłem wczoraj u znajomych u ktorych jest taki rozpierdol akustyczny, że cieszyłem się z powrotu do domu xD Głowa rodziny, kanapowiec, chce oglądać tv więc podglaśnia tyle ile trzeba. W jednej ręce pilot w drugiej telefon i jeździ po stronach. Babka chce rozmawiać z ludźmi, więc musi głośniej mówić inaczej tv by ją zagłuszył. Bąbelek 6 letni nauczony jedzenia przy tablecie włącza jakieś polskie źle udźwiękowione gówno w stylu Nastii czy innych tego typu produkcji i się denerwuje, że nie słyszy. Mój bąbel płacze, że też chce tablet do jedzenia, a nigdy nie ma. Głowa rodziny, więc zwiększa dwie kreski volume…
Komentarze (12)
@Marcin-Najman no też mam wrażenie, że guwniaki strasznie przytępiają słuch rodzicom
Najgorzej jak są jeszcze przyzwyczajeni do siedzenia w duchocie
@smierdakow Dokładnie. Smród, wilgoć i duchota. Bo po co wentylacja albo nawiewniki w oknach. Jeszcze by się bombelek przeziębił. A do tego wielkie pudło rezonansowe, bo "skandynawski dizajn". Zastanawiam się jak ludzie mogą tak żyć.
To jest częsty problem w wielu mieszkaniach, a często nawet biurach. Ludzie (a często też "architekci" wnetrz) nie wiedzą o tym, że istnieje coś takiego jak akustyka pomieszczenia. Dodatkowo mamy dziś modę na podłogi bez dywanów, brak firanek i zasłon i ogólny minimalizm. Często ludzie po remoncie albo budowie domu mają ogromy salon w którym jest tylko kanapa i stół.
Efekt jest taki, że takie pomieszczenie staje się wielkim pudłem rezonansowym w którym każdy dźwięk odbija się kilkukrotnie od podłóg i ścian. Często nawet zwykła rozmowa w takim miejscu jest trudna. Jak nagle kilka osób zacznie rozmawiać, dołączy się telewizor i wrzeszczące dziecko to mamy akustyczną salę tortur.
Zaloguj się aby komentować