Kurde, nie wiem jak Was, ale mnie zaczyna martwić, że chyba jednak nie zdążymy dowiedzieć się przed wyborami jakim to ruskim agentem byli Tusk z Sikorskim.
- Zabawne, bo ledwie miesiąc temu Partia prężyła muskuły, warczała groźnie hurr durr, molo w Sopocie, umowa z Gazpromem, szlugi z Ławrowem, "nasz człowiek w Warszawie" i oczywiście Zamach. Partia nagle odkryła, że dekadę-półtorej temu cała polska polityka była wielką ruską operacją specjalną, premier, prezydent i szef dyplomacji chodzili na pasku GRU i realizowali projekt ponownego zniewolenia Najjaśniejszej. I wszystko to było z jednej strony tak powszechnie znane, że jest wiedzą oczywistą, ale jednak na tyle utajnione, że potrzeba było ośmiu lat rządów reżimu z Nowogrodzkiej, by do tej przerażającej prawdy dotrzeć.
- Zabawne, bo przedstawiali to jako Największą Rzecz Ever, normalnie polityczne trzęsienie ziemi, coś czego po 1989 roku nie było. I zapowiadali ostre rozliczenie. Janusz Kowalski zapewniał, że nie spocznie, póki Tusk nie stanie przed Trybunałem Stanu, kolejni aparatczycy udawali zatroskanych o dobro ojczyzny i grozili, że każdy ruski wpływ będzie zbadany i osądzony.
- Specjalnie pod tą narrację napisano kilka ustaw. Najpierw powołano Komisję, ten pararadziecki sąd kapturowy. Nie dowiedzieliśmy się nawet, kto będzie w niej zasiadał, gdy uchwalono drugą ustawę o tejże Komisji, bo jedna jednak nie wystarczyła - taki to potężny organ. W międzyczasie zaczęto forsować zaostrzenie przepisów za szpiegostwo i "dezinformację", wygodnie rozszerzając ich definicje tak, by mogły objąć każdego. Krótko mówiąc: wydawało się, że sprawa rosyjskich wpływów to rzecz ważna.
I... nic się nie stało.
- Serio. Mija miesiąc i nic. Pierwsza ustawa jest już w życiu - komisji nie ma. Druga ustawa jeszcze leży w Senacie, ale ponieważ różni się od pierwszej detalami - nic nie stoi na przeszkodzie, by komisję powoływać zgodnie z wytycznymi nowej ustawy, którą Partia i tak za jakiś tydzień może uchwalić (zasadniczo w nowej ustawie stoi, że członkowie komisji nie mogą być posłami - i tyle). Tymczasem nic takiego się nie dzieje.
Jest kilka wyjaśnień.
- Możliwe, że Partia w ciągu tego miesiąca uznała, że głęboka rosyjska infiltracja naszego państwa jednak nie jest czymś aż tak ważnym, by się tym zajmować.
- Mogło też być tak, że Partia nagle zrozumiała, że to całe peło to jednak nie była ruska agentura i Partia dała się zrobić w kuca Macierewiczowi i innym ekspertom z gatunku cenckiewiczowatych.
- Mogło wreszcie zdarzyć się tak, że Partia przestraszyła się reakcji Amerykanów, którzy zasadniczo powiedzieli: "ej, typy, to że jesteście ważnym węzłem przerzutu broni dla Ukrainy, nie znaczy, że będziemy tolerowali takie putinowskie ustawy, które mogą uniemożliwić głównemu kandydatowi opozycji na premiera start w wyborach na bazie zmyślonych zarzutów, co wy w ogóle robicie". Tak również mogło być. Choć niewykluczone, że jakiś wpływ miały też opozycja i media, które z kolei ogłosiły, że jak Partia chce ruskiej komisji, to nie ma sprawy, można taką zorganizować w Senacie, gdzie przed kamerami będzie się mówiło ruskich wpływach w Partii, gdzie, w odróżnieniu od PO, Lewicy czy Trzeciej Drogi, człowiek się o te ruskie wpływy niemal potyka na każdym kroku.
Doprawdy, nie wiemy jak było.
- Natomiast nieustannie mnie bawi i żenuje jednocześnie, że Partia potrafi z dnia na dzień całkowicie porzucać takie Wielkie Tematy, a jej elektoratowi nie świta, że są robieni w kuca. Na przykład niecałe pół roku temu grzmiano o unijnym (czytaj: lewackim) zamachu na schabowe i siłowym karmieniu nas larwami. I co? I nic. Tematu nie ma. Albo więc od początku była to putinoidalna dezinformacja, albo w ciągu tych kilku miesięcy światowy spisek jednak się posypał, a złowroga Unia przestraszyła się buńczucznych tweetów Sakiewicza i Ziobry. Mieliśmy też "skoordynowany przez post-esbeków atak na papieża i Polskę", który albo okazał się być chochołem, albo wraże siły z jakiegoś powodu go jednak zaniechały. Ostatnio Suwerenny Polexit odgrzał kolportowany w latach 2014-2015 temat lasów, na które znowu mieli czyhać chciwi Niemcy, którzy - na to wygląda - jednak się rozmyślili. Mniejszych operacji dezinformacyjnych nie wymieniam, bo szkoda czasu.
A jest dopiero lipiec.
- Można też sięgać wstecz. Na przykład cztery lata temu Partia ze zgrozą odkryła Światowy Spisek Masturbacyjny. WHO, Soros, Klaus Schwab i inne Bille Gatesy miały przeć do masturbacji czterolatków. Cudownym zbiegiem okoliczności tych niecnych planów zaniechano tuż po wyborach parlamentarnych w Polsce, potem przypomniano sobie o nich przed wyborami prezydenckimi, po czym porzucono je na dobre. Taka jest potęga Polski. Albo to, albo nas okłamują. Sorry, ale innej opcji nie ma.
- Jeśli spędzacie wakacje z wujkiem pisowcem lub kolegą konfiarzem, spytajcie ich o stare spiski. Spytajcie gdzie się podziały elitarne oddziały LPG, które jeszcze niedawno miały terroryzować dzieci. Czemu WHO zrezygnowało ze swoich "planów depopulacyjnych". Czemu małpia ospa, która rok temu miała być Kolejnym Wielkim Spiskiem - po prostu zniknęła. Czemu nikt już nie broni polskich schabowych i polędwiczek w sosie własnym przed inwazją karaluchów. Czemu mijają lata, już dekada prawie, a żaden Niemiec nie postawił przed dziewiczym polskim lasem, solą tej ziemi, szlabanu.
Spytajcie ich po prostu, czy nie wydaje im się, że władza prowadzi z nimi wojnę informacyjną.
#jebacpis #bekazpisu #polityka #wiadomoscipolska #putinowskapolska
(Tekst nie mój, źródło: Doniesienia z putinowskiej Polski na fb)
