KONIEC PEWNEJ ERY - NASTAŁA ŻABKA
kiedy za dzieciaka dostałam 5 zł biegłam szybko do najbliżej położonego sklepu, kupowałam paczkę biesiadnych, loda rożka, a za resztę kilka gum Turbo. Sklep był typowy jak na tamte czasy. Mały choć pełny wszystkiego. Pani stała za ladą podawała wszystkie produkty a nad głowami kręcił się wiatrak przymocowany do lampy.
Z biegiem lat, sklep przeniósł się do lokalu obok. Większego wraz z możliwością samoobsługi, zmieniła również się nazwa sklepu z nazwiska właściciela na franczyzę morskiego potwora. Później już sklep nie wiele się zmieniał, tak samo jak fryzury pań które tam pracowały.
Sklep miał swoje wady i zalety, które miały swój urok. Z wad to standardowo, wszystko drogie, czasem kupowalo się mąkę z molami, a mięso nie wyglądało zbyt apetycznie(nigdy go tam nie kupowałam, choć pamiętam mrożone mięso mielone w kostkach xd). Z zalet, były lokalne produkty, jak warzywa z ogródka właściciela czy ciasta z lokalnej piekarni.
Bardzo lubiłam to, że zawsze za ladą widziałam tam znajome twarze, zawsze pojawiał się jakiś smalltalk, który nie był wymuszony. Dodatkowo podziwiałam sprzedawczynie za znajomość mitycznego języka jakim jest "menelski". Mój ulubiony dialog, który usłyszałam w kolejce po "bułki":
-To co zwykle?
-Abluklu yyy glurku yyy
-guma do żucia? (Spojrzenie pełne szoku). Owocowa, miętowa?
-Hrerre metylowa
-4,5 zł
-hynchu
Jednak po prawie 30 latach jak nie więcej, sklep się zamyka. Właściciel idzie na emeryturę, a w miejsce lokalu wskakuje żabka. Jest to dla mnie koniec pewnej epoki, bo był to dla mnie sklep, na których półkach sprzedawana była nostalgia i coś do czego z miłą chęcią zawsze wracałam. W żabce są takie same produkty, wszędzie to samo, jedyną nadzieja w tym, że panie zostaną zatrudnione te same.
#nostalgia #polska

